fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Sezon zapowiada się pysznie

Andrea Anastasi pozostał w Warszawie, choć wciąż nie wiadomo, kto będzie sponsorem jego zespołu
PAP, Jakub Kaczmarczyk
Rusza PlusLiga. Pojawili się nowi trenerzy, zmieniły się składy. Kadrowicze prawie bez odpoczynku wracają na parkiety.

Już poprzednie rozgrywki były bardzo ciekawe. Złote medale zdobyła ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, ale za plecami mistrzów działo się wiele. W finale grał zespół Onico Warszawa, który jeszcze zimą ogłosił, że nie przedłuży kontraktu z trenerem Stephane'em Antigą. O brązowy medal bił się z kolei Aluron Virtu Zawiercie – ostatecznie czwarty. Pozycję niżej od drużyny z Zawiercia rozgrywki skończyli Cerrad Czarni Radom, a tradycyjne potęgi, czyli PGE Skra Bełchatów, Asseco Resovia i Trefl Gdańsk, zajęły miejsca (odpowiednio): szóste, siódme i dziewiąte.

Projekt zamiast Onico

Ostatnia była Stocznia Szczecin, która wycofała się z rozgrywek z powodu problemów finansowych. Teraz, jeszcze przed startem ligi, w kłopoty wpadło Onico Warszawa. Sponsor się wycofał, nie wiadomo było, czy drużyna przystąpi do rozgrywek, do ostatnich dni trwały poszukiwania inwestora.

Na kilka dni przed startem sezonu kibice dostali jednak dobre wiadomości. Zespół pod wodzą Andrei Anastasiego do starcia o Superpuchar miał przystąpić pod nazwą Projekt Warszawa, a skład w znacznej części udało się utrzymać. Odeszli Piotr Łukasik oraz Belg Bram van den Dries, ale zostali m.in. Piotr Nowakowski, Damian Wojtaszek, Andrzej Wrona czy Kevin Tillie. Trenerzy mają do dyspozycji świetnych zawodników, ale nie wiadomo, jak zamieszanie wpłynie na formę drużyny.

Niewiadomych przed rozpoczęciem rozgrywek jest bardzo wiele. Przede wszystkim zmienia się regulamin. Teraz najsłabszy zespół PlusLigi spadnie, a jego miejsce zajmie mistrz 1. ligi. – To dobra zmiana, która spowoduje, że będzie więcej zaciętych spotkań, także na dole tabeli. Kibice, zawodnicy i trenerzy będą się emocjonować. To mecze często tak zażarte jak walka o medale – ocenia dla „Rzeczpospolitej" Damian Dacewicz, były reprezentant Polski, ekspert Polsatu Sport.

Bardzo dużo działo się też na rynku transferowym. Odchodzili i przychodzili trenerzy, wymieniali się zawodnicy. – Sezon zapowiada się pysznie. Znamy zawodników i trenerów, ale zrobiła się karuzela transferowa i doszło do wielu zmian kadrowych w klubach. Co jakiś czas tak się zdarza. Są okresy stabilizacji, ale teraz wszyscy powymieniali składy bardzo mocno. Chyba najmniej zmieniło się w Jastrzębiu. PGE Skra Bełchatów? Tam też były zmiany. Może wejdą do gry zawodnicy, którzy w zeszłym sezonie nie stanowili o sile zespołu. Mariusz Wlazły wciąż jest, ale jego pozycja może się zmienić. Trzeba będzie obserwować pierwsze kolejki i patrzeć, jak kto wystartuje – zapowiada Wojciech Drzyzga, trener i komentator Polsatu Sportu.

Odeszło kilka gwiazd

Ligę opuściło kilka gwiazd, jak Sam Deroo, Bartosz Kurek czy Thibault Rossard. Pojawiły się inne, ciekawe nazwiska, ale nie ma wśród nich gwiazd światowego formatu. – Nie jesteśmy najmocniejszą ligą, jeśli chodzi o transfery, bo we Włoszech, Rosji, Brazylii, Azji oferuje się, jak na siatkówkę, potężne pieniądze. Kluby pozyskały zawodników na miarę możliwości. Szkoda, że odszedł Deroo z ZAKSY. Dla ligi to duży ubytek. Żal, że Warszawa straciła van den Driesa. To Belg o parametrach zbliżonych do Bartosza Kurka, chociaż może w pełni nie byłby w stanie go zastąpić. Zobaczymy, co pokaże Simone Parodi. Francuscy gracze są świetnie wyszkoleni technicznie, podnoszą poziom sportowy i dobrze, że grają u nas. Ciekawy jestem formy Zibiego Bartmana, który wraca po wielu latach. Oby pokazał się z dobrej strony w Rzeszowie. Będzie też trzech Irańczyków. Można być spokojnym o poziom sportowy Milada Ebadipoura. Seyed Mohammad Mousavi? Myślę, że przy Pawle Woickim powinien być widoczny w ataku, bo Paweł gra bardzo dobrze tzw. pierwsze tempo. W Będzinie będzie Purrija Fajjazi, a to gracz dynamiczny i widowiskowy. Będzie musiał być liderem. Ciekawe, jak to utrzyma na swoich barkach – analizuje Damian Dacewicz.

Początek rozgrywek może być trudny dla wielu drużyn także dlatego, że reprezentanci Polski wrócili z Pucharu Świata bardzo późno, a przez napięty kalendarz (turniej zaczął się dwa dni po finale mistrzostw Europy) Vital Heynen zabrał do Japonii bardzo wielu siatkarzy.

Pierwszej szóstki już nie ma?

Wcześniej trzeba było jeszcze grać w Lidze Narodów i turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich. Sezon reprezentacyjny trwał pięć miesięcy. – Pamiętajmy, że kadrowicze mogą być w różnej dyspozycji, to dotyczy nie tylko Polaków. Wyrównanie formy powinno nastąpić w okolicach nowego roku. Listopad i grudzień to będzie docieranie się w boju. Trenerzy nie mają jeszcze docelowych szóstek. A może coś takiego jak wyjściowa szóstka już nie obowiązuje w siatkówce? Przeglądając składy, zwróciłem uwagę, że kluby, chociaż o różnych budżetach, to składy mają szerokie, wyrównane – mówi „Rz" Wojciech Drzyzga.

Podobnego zdania jest Damian Dacewicz. – Wiele klubów oddało swoich zawodników do reprezentacji Polski. Wrócili bardzo późno i czasu na zgranie mieli mało albo nawet wcale. Zgranie przyjdzie w pierwszych kolejkach – mówi Dacewicz, który dodaje jednak, że mierzenie się latem z takimi rywalami było bardzo korzystne dla młodych, polskich zawodników i powinno pomóc im w rozwoju.

– Swoją szansę dostali też polscy trenerzy. Wszyscy będziemy obserwować, jak sobie w Bełchatowie poradzi Michał Mieszko Gogol. To trener młody, ale już z dużym dorobkiem, bo zaczynał bardzo wcześnie jako statystyk. Piotr Gruszka objął Asseco Resovię. Andrzej Kowal będzie pracował w Suwałkach, w klubie, który być może nie spełni wszystkich jego oczekiwań. W Rzeszowie możliwości były większe. Jakub Bednaruk będzie pracował w Będzinie. Kibicujemy Polakom, bo inwestują w siebie. Dwóch z nich będzie prowadziło drużyny, które mogą powalczyć o wysokie lokaty. Mówiło się, że ostatnio, poza Kowalem, Polacy nie pracowali w najmocniejszych klubach. Dla nich piąte czy siódme miejsce było oceniane dobrze. Zobaczymy, jak będzie teraz – mówi „Rz" Wojciech Drzyzga.

Niewiadomych jest dużo, zaskoczeń może być sporo, a na pewno skorzystają na tym kibice.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA