fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Mistrzostwa Europy: Walec się rozpędza

Polscy siatkarze są w Holandii wspierani przez tłumy kibiców i czują się jak u siebie w domu
PAP
Polacy bez problemów pokonali w Rotterdamie Holandię 3:0. W poniedziałek mecz z Czechami.

To miał być najtrudniejszy i najważniejszy mecz grupowy polskich siatkarzy.

Holendrzy, grając u siebie, wierzyli, że mogą sprawić niespodziankę i zmusić do wysiłku faworyzowany polski zespół. Ale na zwycięstwo chyba nie liczyli – ich trener Włoch Roberto Piazza, jeszcze do końca minionego sezonu szkoleniowiec Skry Bełchatów, nawet o tym nie wspominał.

– Wystąpimy w najmocniejszym składzie, z Wilfredo Leonem na czele. Dla tych wszystkich polskich kibiców siatkówki, którzy są tu z nami – powiedział przed meczem z Holandią Vital Heynen.

– Faworytem są Polacy, my zagramy bez presji. To wy jesteście mistrzami świata – mówił reporterowi Polsatu przed tym spotkaniem atakujący Holendrów Nimir Abdel-Aziz, były rozgrywający, występujący przed laty w PlusLidze.

Holandia zaczęła mistrzostwa Europy od wygranej 3:0 z Czarnogórą i właśnie Abdel-Aziz był najskuteczniejszy na boisku, posyłając rywalom dziewięć asów serwisowych. Później w takim samym stosunku Holendrzy pokonali Ukrainę, ale dwa pierwsze sety grali na przewagi i to Ukraińcy mieli swoje szanse, których nie wykorzystali. Wtedy przypomniał o sobie Abdel-Aziz.

Polacy zagrali z Michałem Kubiakiem i Wilfredo Leonem na przyjęciu, Maciejem Muzajem w ataku, rozgrywał Fabian Drzyzga, na środku bloku swoje zrobili Piotr Nowakowski i Mateusz Bieniek. A o przyjęcie zagrywki rywali i obronę najlepiej zadbał nasz libero Paweł Zatorski.

Holendrzy próbowali walczyć, Abdel-Aziz fruwał pod sufit, ale niewiele to dało. Polacy zawiesili poprzeczkę gospodarzom zbyt wysoko. Coraz skuteczniejszy jest Wilfredo Leon. A przecież cztery bloki, 67 procent skuteczności w ataku i serwisowy as, to jeszcze nie wszystko, na co go stać. Nasi siatkarze przypominają walec, który dopiero ruszył i powoli się rozkręca. Niech się inni martwią, co będzie, jak się rozkręci na dobre. A że polskich kibiców nie brakuje na trybunach, to mistrzowie świata czują się jak w domu.

W pierwszym, wygranym 3:1 meczu z Estonią nie zagrali najlepiej, przegrali drugiego seta i gdy wydawało się, że w kolejnych czeka ich ciężka walka z Estończykami, Gheorghe Cretu, rumuński trener rywali, zdjął z boiska swoich najlepszych graczy i wpuścił na boisko drugą szóstkę. Dał tym samym sygnał, że nie wierzy w zwycięstwo z mistrzami świata i chce, by liderzy jego drużyny zachowali siły na następne spotkania. Ta przedziwna taktyka zemściła się bardzo szybko. Estonia nieoczekiwanie przegrała 0:3 z Czarnogórą, choć była faworytem, ale tak często kończą się przedziwne kombinacje, które tym razem siatkarskiej Europie zaprezentował Cretu. Dobrze, że przynajmniej przyznał się do błędu.

Polacy zmierzą się z Czarnogórcami we wtorek i będzie to ich ostatni mecz w Rotterdamie. Na kolejne dwa przeniosą się do Amsterdamu. Ale zanim to nastąpi w poniedziałek, zagrają z Czechami, którzy mistrzostwa zaczęli od porażki 1:3 z Ukrainą.

Czesi potrafią grać w siatkówkę, ale nie tak dobrze jak drużyna Vitala Heynena. Kiedyś z nami wygrywali, toczyli równe boje, ale to już nie te czasy. I nic nie wskazuje na to, by w Rotterdamie sytuacja ta miała ulec zmianie, choć w początkowej fazie mistrzostw, co podkreślał asystent Heynena, Michał Mieszko Gogol w rozmowie z „Rz", trzeba być czujnym w każdej sytuacji, bo licho nie śpi. A Polacy chcą przecież wygrać najpierw rywalizację w grupie, a później pozostałe mecze, z finałem włącznie.

Transmisja meczu Polska – Czechy o godz. 20.00 (TVP 1, TVP Sport, Polsat Sport)

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA