fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Michał Kubiak: Mamy duże rezerwy

Michał Kubiak (31 lat, 191 cm) jest dwukrotnym mistrzem świata, obecnie gra w japońskim klubie Panasonic Panthers
Fotorzepa, Piotr Matusewicz
Kapitan siatkarskiej reprezentacji Polski Michał Kubiak o zakończonym w niedzielę turnieju w Gdańsku, olimpijskiej przyszłości i grze w japońskim klubie.

W ostatnim meczu w Gdańsku wystarczyło wygrać jednego seta ze Słowenią, by awans na igrzyska stał się faktem. Ale Słoweńcy zaczęli to spotkanie znakomicie, w pierwszej partii byli górą. Pojawiły się nerwy?

Nauczyliśmy się już, by w takich sytuacjach nie panikować, to też jest naszą siłą. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że Słoweńcy mogą być groźni, że ich siłowe rozwiązania są skuteczne, ale wiedzieliśmy też, co należy robić, by przechylić szalę na swoją stronę. Kwestią czasu było, kiedy Słoweńcy zaczną popełniać błędy. I tak też się stało. Ryzykowali w polu zagrywki, bo wiedzieli, że to ich jedyna szansa, i tracili punkty. A my z zimną krwią robiliśmy swoje. Później była wielka radość, bo awans na igrzyska już w pierwszym podejściu oznacza, że mamy rok spokoju. Tego właśnie chcieliśmy i mamy to.

Dzień wcześniej rozbiliście Francję, która też miała wielki apetyt na awans. Oczekiwano trudnego meczu, nie brakowało głosów, że to oni mają więcej atutów, a skończyło się na szybkim 3:0. Co zadecydowało o takim obrazie tego spotkania?

Bardzo dobry serwis, który odrzucił ich od siatki i uniemożliwił Benjaminowi Toniuttiemu takie rozgrywanie, jakie lubi, a co za tym idzie zwiększył nasze szanse na skuteczny blok. Postawiliśmy ścianę, przez którą nie byli się w stanie przebić, bo na tzw. wysokiej piłce nie są mistrzami.

Kiedy pan zobaczył, że uchodzi z nich powietrze?

Dostali kilka mocnych ciosów i zrozumieli, że chyba nie dadzą rady. Nie pomogli ich gwiazdorzy Earvin N'Gapeth czy Stephen Boyer. Francuzi poczuli na własnej skórze, że naprawdę jesteśmy mocni. Próbowali walczyć, ale tego dnia byli bezradni.

A jeszcze dwa tygodnie wcześniej, po Memoriale Huberta Wagnera, były obawy, czy z formą zdążycie na olimpijskie kwalifikacje. Pan zresztą sam stwierdził, że grał w Krakowie słabo...

Zgoda, ale naszym celem nie był Memoriał Wagnera. Tamten turniej był tylko próbą generalną, a mecze były towarzyskie. Nie zawsze można grać na najwyższym poziomie. Wiedziałem jednak, że w Gdańsku będzie znacznie lepiej. Tym bardziej się więc cieszę, że nie zaprzepaściliśmy szansy, jaką dostaliśmy, walcząc o olimpijskie kwalifikacje przed swoją publicznością, która bardzo nam pomogła.

Macie jeszcze rezerwy? Vital Heynen po meczu z Francją powiedział, że zagraliście na 80 procent swoich możliwości. A Laurent Tillie, trener rywali, mówił, że to była kosmiczna gra, na 100 procent. Kto ma rację?

Miło słyszeć, że tak nas oceniają Francuzi, ale myślę że mamy jeszcze spore rezerwy. Chociażby w serwisie. Wilfredo Leon w końcówce drugiego seta meczu ze Słowenią pokazał, jak może wyglądać bombardowanie zagrywką.

Jak przyjęliście Leona do drużyny mistrzów świata, nie było żadnych zgrzytów? Przyszedł przecież ktoś z zewnątrz i odebrał jednemu z was miejsce w zespole ...

Bardzo szybko nawiązaliśmy z nim kontakt. To niesamowity zawodnik, jeden z najlepszych siatkarzy na świecie, a przy tym skromny, koleżeński człowiek. Nie ma w sobie nic z gwiazdorstwa. Oby tak dalej.

On, podobnie jak pan, mówi że w Tokio interesuje go tylko złoty medal. W podobnym tonie wypowiada się też Vital Heynen. Przypomina to stare czasy i obietnice Huberta Wagnera, który przed Montrealem zapowiadał olimpijskie złoto i dotrzymał słowa...

Jestem daleki od tego, by już teraz wieszano nam medale na szyjach, ale jesteśmy na tyle mocni i pewni swych możliwości, że wiara w sukces może tylko pomóc w osiągnięciu celu, jaki przed sobą stawiamy. I nie musimy się tego wstydzić. A nie ukrywam i mówię głośno, że chcemy grać o najwyższe cele.

Kto może wam w tym przeszkodzić, kogo należy się obawiać?

Może zabrzmi to buńczucznie, ale nie boimy się nikogo. Naszym najgroźniejszym rywalem jesteśmy my sami. Taka jest prawda. Tylko od nas zależy, w jakiej będziemy formie za rok, jak wytrzymamy mentalnie i fizycznie olimpijski turniej. Jest sporo czasu, by oswajać się z tą myślą.

Za miesiąc mistrzostwa Europy. Polska tylko raz, w 2009 roku, stała na najwyższym stopniu podium tej imprezy. Jesteście gotowi na walkę o jeszcze jedno złoto?

Na razie chcemy trochę odpocząć, później spotkamy się na zgrupowaniu w Arłamowie i zobaczymy co dalej. Myślę że jesteśmy gotowi walczyć o podium, tyle że naszym priorytetem do tej pory były olimpijskie kwalifikacje w Gdańsku, nimi żyliśmy. Teraz musimy sobie wyznaczyć nowy cel – medal mistrzostw Europy. Oczywiście najlepiej złoty, bo nie lubimy przegrywać.

Pan jest kapitanem drużyny, ale prawdziwym dowódcą Vital Heynen. Cóż takiego wasz belgijski trener zrobił, że tak dobrze się rozumiecie?

Ma niekonwencjonalne metody, nie popada w rutynę i tym samym nie pozwala na nudę. Sprawia, że wciąż odkrywamy coś nowego. I tak jak my wszyscy, nienawidzi przegrywać.

Czasami rozmawia z panem o składzie drużyny, konsultuje się z kapitanem?

Ja nie jestem od ustalania składu, jako kapitan mam inne zadania. Vital Heynen podejmuje decyzje wraz ze swoim sztabem, a my przyjmujemy je do wiadomości.

Od kilku lat gra pan w Japonii, mieszka w Osace wraz z rodziną. Można więc powiedzieć, że igrzyska olimpijskie odbędą się u pana. Jakie będą?

Od strony organizacyjnej perfekcyjne, o tym jestem przekonany. Żyję w tym kraju na co dzień i widzę, jak zorganizowani są Japończycy. Trybuny też będą pełne, choć gospodarze nie mają drużyny na medal.

Japończycy rozpoznają Michała Kubiaka, MVP minionego sezonu, poza sportową halą, na ulicy czy w sklepie, proszą czasami o autograf lub wspólne zdjęcie?

Nawet jeśli rozpoznają, to są bardzo dyskretni, szanują prywatność. Ale potrafią być bardzo mili i okazać sympatię.

Mówi pan po japońsku?

Znam tylko trochę słów, ale już wiem, że byłbym w stanie nauczyć się tego języka. Czy to zrobię, zależy od tego, jakie podejmę decyzje odnośnie do swojej przyszłości. Na razie mogę tylko powiedzieć, że w Japonii czuję się znakomicie, podpisałem z Panasonic Panthers kontrakt na kolejne dwa lata i cudownie byłoby właśnie tam stanąć na olimpijskim podium. Najlepiej na jego najwyższym stopniu.

Kto zagra na igrzyskach w tokio

Z dwunastu uczestników turnieju olimpijskiego siatkarzy znamy już siedmiu. Są to Japonia (gospodarz) oraz zwycięzcy turniejów interkontynentalnych: Argentyna, Brazylia, Polska, Rosja, USA i Włochy.

Pozostałe pięć miejsc zajmą drużyny, które wygrają turnieje kontynentalne (6–12 stycznia 2020). W najgorszej sytuacji są zespoły europejskie, tu rywalizacja będzie najbardziej zacięta, biorąc pod uwagę ich poziom. W styczniowym turnieju kwalifikacyjnym zagra osiem najlepszych reprezentacji według rankingu Europejskiej Federacji Piłki Siatkowej (CEV). Dziś byłyby to Serbia, Francja, Bułgaria, Belgia, Słowenia, Holandia, Niemcy i Finlandia. Awansuje tylko jedna. W rankingu sporo mogą jednak zmienić wrześniowe mistrzostwa Europy rozgrywane w czterech krajach (Belgii, Francji, Holandii i Słowenii).

W miniony weekend bliscy awansu byli Bułgarzy, którzy w decydującym meczu w Warnie prowadzili z Brazylią 2:0 w setach, a trzeciego przegrali 30:32. Ostatecznie canarinhos wygrali to spotkanie 3:2, a Bułgarzy będą szukać swojej ostatniej szansy w styczniu.

Polacy szczęśliwie mają to już za sobą.

—j.p.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA