fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Trzeba być czujnym

Earvin Ngapeth, siatkarz Zenita Kazań, potrafi sam wygrywać mecze dla Francji
AFP
Tylko zwycięzca turnieju kwalifikacyjnego zapewni sobie już w ten weekend start w igrzyskach. Polacy zagrają w Gdańsku z Tunezją, Francją i Słowenią.

Ewentualna porażka nie zamyka definitywnie drzwi do igrzysk, bo w styczniu przewidziany jest jeszcze turniej ostatniej szansy, ale lepiej nie kusić losu. Trener Polaków Vital Heynen coś na ten temat wie. Przed igrzyskami w Rio de Janeiro, prowadząc niemiecki zespół, olimpijską szansę stracił w Berlinie, w drugiej fazie eliminacji. Zabrali mu ją wtedy Polacy dowodzeni przez Stephane'a Antigę.

Dziś Belg jest spokojny, bo wie, że ma drużynę aktualnych mistrzów świata, których wesprze jeszcze Wilfredo Leon.

Polacy, czwarty zespół światowego rankingu, zaczną turniej kwalifikacyjny w trójmiejskiej Ergo Arenie w piątek meczem z Tunezją, aktualnym mistrzem Afryki, zajmującym w tym rankingu miejsce 22. Dzień później zmierzą się z Francją (9), która będzie najgroźniejszym rywalem, a na zakończenie, w niedzielę, ze Słowenią (17), która już dwukrotnie w ostatnim czasie eliminowała naszą reprezentację z dalszego udziału w mistrzostwach Europy. Pierwszy raz w 2015 roku w Bułgarii, a drugi dwa lata później w Polsce.

Tunezja zapewne nie zagrozi drużynie Heynena, ale zdaniem Michała Mieszka Gogola, asystenta belgijskiego szkoleniowca, błędem byłoby nie zauważać zalet tego zespołu. – Biorąc pod uwagę region, z którego się wywodzą, można mówić o swego rodzaju egzotyce, ale zapewniam, że nie grają egzotycznie. Mają mocne skrzydła, zarówno atakujący Hamza Nagga, jak i przyjmujący Ismail Moalla potrafią zdobywać punkty. W grze Tunezyjczyków trudno wprawdzie szukać subtelności, stawiają raczej na siłowe rozwiązania, ale robią to na tyle skutecznie, że są w stanie postraszyć nawet znacznie wyżej notowanych przeciwników. Grają odważnie, mocno zagrywają. Turnieju nie wygrają, ale kłopotów mogą przysporzyć – ocenia Gogol, od nowego sezonu trener Skry Bełchatów.

Tunezja to dziesięciokrotny mistrz Afryki, na igrzyskach olimpijskich zagrała sześć razy, po raz ostatni w Londynie (2012). Występy te nie przyniosły jej sukcesów, podobnie jak te w mistrzostwach świata czy Pucharze Świata. Tunezyjczycy byli raczej dostarczycielami punktów, ale czasami urywali faworytom seta, np. Serbom podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata.

Polacy wygrywali z nimi na igrzyskach w Monachium (1972) i Atenach (2004), a ostatni raz podczas Pucharu Świata w 2015 roku. W najbliższy piątek też będą zdecydowanym faworytem.

Wszystko wskazuje na to, że decydującym dniem kwalifikacji będzie sobota i mecz z Francją, mistrzem Europy z 2015 roku i czterokrotnym srebrnym medalistą tej imprezy. Francuzi dwukrotnie wygrali też Ligę Światowa (2015 i 2017), a przed rokiem grali w finale Ligi Narodów. Mają również brązowy medal MŚ zdobyty w 2002 roku.

Dziś Trójkolorowi postrzegani są jako artyści siatkówki, grają pięknie dla oka, znakomicie bronią i mogą liczyć na Earvina Ngapetha, który jak ma swój dzień, sam może przechylić szalę zwycięstwa na ich korzyść, ale jego forma jest sporą niewiadomą.

Francja ma z Polską dodatni bilans: 10 zwycięstw, 6 porażek. – Wzajemnie wiemy o sobie chyba wszystko – mówi „Rz" Gogol. – Kilku Francuzów grało lub gra w PlusLidze. Dla Benjamina Toniuttiego, rozgrywającego ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i podpory francuskiej reprezentacji, z pewnością nie jesteśmy białą plamą.

– Powiedzieć o Francuzach, że znakomicie bronią, że grając z nimi, musisz być cierpliwym i liczyć się z tym, że trzeba będzie atakować trzy–cztery razy, by zdobyć punkt, to truizm. Trójkolorowi coraz lepiej też blokują, mają atakującego w bardzo dobrej formie, Stephena Boyera, więc z pewnością poprzeczkę zawieszą nam wysoko. Ale jakoś musimy sobie z tym poradzić – uważa Gogol.

I jednocześnie przypomina, że jest jeszcze Słowenia, z którą zagramy na zakończenie kwalifikacji i zapewne to też nie będzie spacerek.

Słoweńcy odkryją karty już w piątek w meczu z Francją.

– Ich siłą jest zagrywka – ocenia Gogol. – Czterech lub pięciu Słoweńców, w zależności od tego, kto rozgrywa, mocno serwuje z wyskoku. I potrafią tym ustawić mecz. Dobrze, że gramy z nimi na koniec turnieju. W trzecim dniu efektywność takiej zagrywki nieco spada, nie zawsze, ale często się tak zdarza. Jednak Słowenia to nie tylko zagrywka. Jej atutem jest też doświadczenie, nie tylko podstawowego składu, ale też zmienników. No i Słoweńcy pamiętają, że na dwóch kolejnych mistrzostwach Europy wyrzucili nas z turnieju. To już oczywiście inna drużyna, inni trenerzy, ale musimy być czujni – kończy ocenę rywali Gogol.

Słoweńcy ostatnio wywalczyli awans do Ligi Narodów, w meczu towarzyskim poprzedzającym kwalifikacje wygrali z Włochami na ich terenie 3:1, a w zespole Włoch zabrakło tylko Osmany Juantoreny.

Rywalizacja w Ergo Arenie zapowiada się pasjonująco. Stawka jest ogromna, a rywale godni. Obyśmy tylko nie stracili zbyt wielu nerwów.

Turniej w Gdańsku

Piątek: Polska – Tunezja (17.00); Francja – Słowenia (20.30)

Sobota: Polska – Francja (15.00); Słowenia – Tunezja (18.30)

Niedziela: Francja – Tunezja (12.00); Polska – Słowenia (15.00)

Transmisje na sportowych antenach Polsatu

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA