fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Siatkówka: Polacy nie zagrają w finale Ligi Światowej w Kurytybie

Ferdinando De Giorgi – absolutny brak powodów do radości.
PAP, Andrzej Grygiel
Polacy nie zagrają w finale Ligi Światowej w Kurytybie (4–8 lipca), choć trener Ferdinando De Giorgi bardzo na to liczył.

A początek tych rozgrywek był przecież jak marzenie. W Pesaro, podczas pierwszego turnieju eliminacyjnego, Polacy wygrali z Brazylią i Włochami, mistrzem i wicemistrzem olimpijskim. Zapanowały euforyczne nastroje i choć szybko wiadro zimnej wody na rozpalone głowy wylali w trzecim spotkaniu Irańczycy, wciąż wydawało się, że awans do Final Six jest realny.

Dziś już wiemy, że w najbardziej polskim mieście w Brazylii, jakim jest Kurytyba, naszych siatkarzy zabraknie. Zadecydowała o tym porażka w ostatnim meczu fazy grupowej z Amerykanami 1:3. W łódzkiej Atlas Arenie ważne było tylko zwycięstwo, nie jego rozmiary, ale i tego celu nie udało się osiągnąć. Polacy zagrali słabo, choć może nie aż tak źle, jak w piątek z Rosją w katowickim Spodku (0:3).

– Mamy problem z atakiem, musimy nad tym ciężko pracować – mówił po przegranej z Amerykanami De Giorgi, który bardzo liczył, że występy w Kurytybie pozwolą lepiej przygotować się do mistrzostw Europy, które na przełomie sierpnia i września rozegrane zostaną w naszym kraju.

Niestety, polski zespół grał w tegorocznej LŚ w kratkę. Problemy zaczęły się jeszcze w Pesaro, we wspomnianym już meczu z Iranem. Później była Warna i kolejne dwie porażki: z Brazylią i Bułgarią. Ta druga o tyle przykra, że Bułgarzy byli do ogrania. Zresztą podobnie jak Polacy i cztery inne drużyny (Belgia, Iran, Argentyna, Włochy) nie zakwalifikowali się do finałowego turnieju Ligi Światowej. Tyle że Włosi taki scenariusz założyli z góry, dając odpocząć najlepszym zawodnikom.

Dziś De Giorgi czegokolwiek się dotknie, ma problem. Gdy spada skuteczność Dawida Konarskiego, naszego pierwszego atakującego, to na dobrą sprawę nie ma go kto zastąpić, bo mierzący 208 cm leworęczny Maciej Muzaj nie radzi sobie z rolą zmiennika, a Łukasz Kaczmarek, trzeci z powołanych do reprezentacji na tej pozycji, na razie czeka na swoją szansę.

Poważny kłopot jest z przyjęciem. Lewe skrzydło to newralgiczna pozycja każdego zespołu, a u nas właśnie tu najbardziej brakuje jakości. Właściwie tylko Michał Kubiak nie zawodzi (choć też popełnia błędy), a Bartosz Kurek i Rafał Buszek są wyraźnie bez formy. W Pesaro z bardzo dobrej strony pokazał się zmiennik Aleksander Śliwka, później niezłe momenty miał Artur Szalpuk, ale na tej pozycji najbardziej liczy się stabilna dyspozycja, a tej na razie nie widać.

A gdy nie ma dobrego przyjęcia, to rozgrywający mają ograniczone pole manewru. W LŚ De Giorgi stawiał na Fabiana Drzyzgę, Grzegorz Łomacz grał rzadziej. Ten pierwszy miewał lepsze i gorsze momenty, ale za wcześnie, by wystawiać oceny.

Jeśli problemy z odbiorem zagrywki ma nawet libero Paweł Zatorski, to o czym tu mówić, rywale mogą walić w nas serwisem bezkarnie, jak w bęben.

Na środku bloku powodów do euforii też nie ma. Mamy chyba najwyższych środkowych (Bartłomiej Lemański – 217 cm, Mateusz Bieniek – 210 cm), ale nie zawsze tworzą oni mur. Wciąż jest nadzieja, że podczas mistrzostw Europy zagrają lepiej, a przy tym dostaną mocniejsze wsparcie od bardziej doświadczonych kolegów, np. Karola Kłosa. Zresztą kto wie, może wróci Piotr Nowakowski, w odwodzie są też Andrzej Wrona i Łukasz Wiśniewski.

Teraz będzie krótki odpoczynek, a po nim powrót do pracy. Kolejny sprawdzian to Memoriał Huberta Jerzego Wagnera w bardzo dobrej obsadzie, a 24 sierpnia meczem z Serbią na Stadionie Narodowym zaczynamy mistrzostwa Europy, po których przyjdzie czas poważnych rozliczeń.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA