fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Droga do igrzysk coraz krótsza

PAP, Jacek Kostrzewski
Na turnieju kwalifikacyjnym w Tokio Polacy pokonali Kanadę i Francję takim samym wynikiem 3:2.

Lubimy takie scenariusze, ale tego typu widowiska wymagają mocnych nerwów. Polscy siatkarze widocznie mają je ze stali, bo nie pierwszy raz wychodzą cało z opresji. Kilka miesięcy temu w Berlinie stali już nad przepaścią. W ostatnim meczu z Niemcami gospodarze mieli piłkę meczową i niewiele brakowało, by już wtedy przyszło się żegnać z olimpijskimi marzeniami. Polacy jednak wytrzymali ciśnienie i to oni, nie Niemcy, grają w Tokio w turnieju ostatniej szansy. I znów fundują swoim sympatykom dreszczowce.

W pierwszym, sobotnim meczu z Kanadą zwycięstwo zapewnili sobie w tie-breaku, wczoraj starli się z Francją i był to prawdziwy horror. No, bo jak inaczej nazwać sytuację, w której Trójkolorowi prowadzili 2:0 w setach, wysoko w trzeciej partii (19:15) i mieli cztery meczbole.

Wtedy zespół Stephane'a Antigi raz jeszcze pokazał charakter. Dogonił rywali na ostatniej prostej, wybronił piłki meczowe i sam zadał rozstrzygające ciosy. W czwartym secie Francuzi nie mieli już nic do powiedzenia, przegrali też 12:15 tie-breaka. Po tych zwycięstwach za dwa punkty Polacy są na drugim miejscu w tabeli za Iranem.

Kwalifikację olimpijską wywalczą w Tokio trzy najlepsze drużyny i mistrz Azji. Dziś dzień przerwy, a jutro mecz z Japonią, która w niedzielę została pokonana przez Chińczyków.

Sobotni mecz z Kanadą Polacy zaczęli z Bartoszem Kurkiem w ataku, z Michałem Kubiakiem i Mateuszem Miką na przyjęciu, z Karolem Kłosem i Mateuszem Bieńkiem na środku bloku oraz z Pawłem Zatorskim na pozycji libero. Rozgrywał Grzegorz Łomacz, co nie było zaskoczeniem, bo takiej decyzji Stephane'a Antigi należało się spodziewać.

Kanadyjczycy walczyli ambitnie i choć przegrali wyraźnie pierwszego seta (18:25), to w kolejnym byli już górą. Zespół Klonowego Liścia ma w swoich szeregach dobrych zawodników, na czele z Nicolasem Hoagiem, synem trenera Glenna Hoaga. Solidnymi graczami są też przyjmujący John Gordon Perrin i doświadczony atakujący, znany obieżyświat Gavin Schmitt, którzy od nowego sezonu występować będą w Resovii Rzeszów.

Polacy zaczęli z Miką, co było dobrą wiadomością, bo wiadomo, że nasz przyjmujący od dłuższego czasu narzeka na ból kolana. Niestety, w spotkaniu z Francją Miki na boisku z powodu tych właśnie dolegliwości już nie było, ale godnie zastąpił go inny z naszych mistrzów świata, Rafał Buszek.

W meczu z Kanadą też było nerwowo, szczególnie w trzecim secie, ale na szczęście nasi siatkarze odwrócili losy tej partii. Czwartą przegrali gładko, lecz w tie-breaku odnieśli pewne zwycięstwo, co było czytelnym sygnałem, że w trudnych chwilach można na nich liczyć.

I potwierdzili to dzień później, w starciu z rywalem bardziej wymagającym.

Trójkolorowi to przecież aktualni mistrzowie Europy, drużyna zdaniem wielu grająca dziś najładniejszą siatkówkę na świecie. Jednak podobnie jak nasza, niemająca jeszcze olimpijskiej kwalifikacji.

W trzecim secie Francuzi byli już blisko końcowego zwycięstwa, ale nasi zmiennicy pokazali, że nie są słabsi od bardziej znanych kolegów. Buszek rozkręcał się z minuty na minutę i zdobył 15 punktów, jeszcze skuteczniejszy był Dawid Konarski (19 pkt), który zastąpił Kurka. Marcin Możdżonek, najwyższy z naszych środkowych (212 cm), też zrobił to, co do niego należało, z dobrej strony pokazał się młody Artur Szalpuk, a Fabian Drzyzga (wszedł za Łomacza) zmienił rytm gry polskiej drużyny.

W tie-breaku wrócił na boisko Kubiak i, jak przystało na kapitana, pomógł kolegom odnieść cenne zwycięstwo.

Polacy są już bliżej Rio, to musi cieszyć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA