fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Michał Kubiak: To musi mieć sens

Michał Kubiak
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Kapitan reprezentacji Polski w siatkówce Michał Kubiak o zgrupowaniu w Spale.

Kiedy ostatni raz odbijał pan piłkę?

Trenowałem do 15 kwietnia. Liga już nie grała, ale w Japonii ćwiczyliśmy prawie do mojego wyjazdu, co stało się 21 kwietnia. Nie należę do strachliwych, ale też nie lekceważyłem powagi sytuacji. Jeździłem na zajęcia metrem. Trenowaliśmy w miarę normalnie w takim gronie, w jakim mogliśmy, bo akurat nie wszyscy byli na miejscu. Kilku ludzi wyjechało na zgrupowanie reprezentacji. Zostało nas na miejscu dwunastu, więc jakieś małe gry udawało się przeprowadzać.

W czasie treningów ciężko zachować dystans.

Nie było dystansu dwóch metrów, ćwiczyliśmy normalnie, tak jak przed epidemią. Nikt nawet nie mierzył nam temperatury. Moje życie w Japonii biegło normalnie.

Byliście podobno z rodziną nawet na wyspie Hokkaido.

I to w najgorszym okresie epidemii. W samolocie oprócz nas były może ze dwie osoby, a kiedy lecieliśmy z powrotem, to nawet trzy. W hotelu byliśmy chyba jedyną rodziną, czuliśmy się wyjątkowo, bo mieliśmy prywatny odrzutowiec i prywatny hotel.

To może pojawiały się wątpliwości, czy wracać do Polski, skoro w następnym sezonie będzie pan występował ponownie w Panasonic Panthers?

Chcieliśmy wrócić, bo tutaj mamy rodzinę. Poza tym mielimy nadzieję, że obostrzenia życia społecznego w Polsce będą łagodzone.

1 czerwca ma się zacząć zgrupowanie kadry, które zapowiada się dość dziwnie.

Jeśli obóz miałby się odbyć na normalnych warunkach, to wszyscy przyjedziemy, ale jeśli mielibyśmy ćwiczyć po dwóch lub trzech, to nie ma sensu, bo w siatkówkę gra się po sześciu, więc na treningu musi być przynajmniej 15 osób.

Samo spotkanie się w Spale i treningi w okrojonym składzie nie mają sensu?

Nawet normalnie spotkać się i porozmawiać byśmy nie mogli. Mamy siedzieć w odległości dwóch metrów od siebie i patrzeć, a potem rozejść się i spać w pojedynczych pokojach? To nie tworzy atmosfery, wręcz przeciwnie, pogarsza ją, bo wszyscy będą zirytowani. Chcemy tego uniknąć.

Zwłaszcza jeśli mielibyście tam być trzy tygodnie?

Siedzenie samotnie w pokoju tylko po to, żeby zejść na trening i odbić piłkę w hali, nie ma sensu. Każdy z nas jest profesjonalistą, trenuje na tyle, na ile pozwalają okoliczności. Można wyjść i pobiegać w lesie, iść na boisko do siatkówki plażowej. Trzeba z tych możliwości korzystać.

Wszyscy będą przebadani, więc pan się nie boi?

A czego miałbym się bać? Jeśli wszyscy byliby zdrowi, to przebywając w swoim gronie przez dwa tygodnie, nie powinniśmy się zarazić. Chyba nikt nam koronawirusa nie podrzuci?

Trener Vital Heynen mówi, że jest w grupie najwyższego ryzyka, więc zadba o odpowiednie testy.

W podobnym wieku jest nasz trener przygotowania fizycznego. Oni są bardziej narażeni niż my, ale z drugiej strony nie przesadzajmy.

Dla pana, jako kapitana, szczególnie ważne jest, żeby porozmawiać z kolegami?

Nie jestem stworzony do rozmów, przychodzi mi to z trudem. Nie udzielam się na Instagramie, bo nie jest mi to do szczęścia potrzebne, wolę sobie posiedzieć w spokoju. Oczywiście samo spotkanie w Spale, wypicie piwa i chwila wygłupów sprzyjałyby budowaniu drużyny, ale wszystko musi wyglądać normalnie.

Pokoje jednoosobowe to byłby tak wielki problem?

Nie ma sensu tak mieszkać. Dlaczego mielibyśmy się rozdzielać, skoro wszyscy jesteśmy zdrowi? Dlaczego to takie ważne w całej procedurze? Co to zmieni, skoro w ciągu dnia w hali jesteśmy w 20 osób?

A jeśli zdarzy się wam długa przerwa w spotkaniach, może to utrudnić budowanie drużyny?

Wszyscy chcielibyśmy ze sobą pobyć, ale nie przesadzajmy, że rok bez zgrupowania nas rozbije. Przez osiem czy dziewięć lat byliśmy praktycznie non stop ze sobą. Więcej czasu w sezonie reprezentacyjnym spędzaliśmy na kadrze niż z rodzinami. Każdy już tęskni za sportem, bo niektórzy są bez treningu dwa miesiące, ale tylko cierpliwość i spokój mogą nas uratować, nie ma powodów do paniki. Trenujmy, jak możemy, a w czas, jaki pozostał do zgrupowania, jeszcze dużo rzeczy może się wydarzyć. Może się okazać, że wytyczne pozwolą na granie w normalnych szóstkach – wtedy spotkamy się w Spale. Nie mnie jednak należy pytać o to, jak zgrupowanie miałoby wyglądać w szczegółach.

Ile czasu trzeba drużynie, żeby wróciła do formy?

Jeśli mamy się przygotować do turnieju, to potrzeba dwóch miesięcy treningów. W tym roku turnieju nie będzie, więc taki wariant nie wchodzi w grę. Zgrupowanie mogłoby pomóc w przygotowaniach do sezonu ligowego, żeby potem treningi w klubach zaczynały się z innego pułapu.

A jak ta przerwa może wpłynąć na przygotowania do przełożonych igrzysk?

Jedni mogą przez ten rok wyleczyć kontuzje, inni złapać wysoką formę, a jeszcze inni skończą kariery. Nie mamy wpływu, igrzyska zostały przełożone, więc trzeba się przystosować. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak sytuacja będzie wyglądała za pół roku. Jako sportowcy chcemy się czuć bezpiecznie, ale też normalnie trenować i grać.

Po wakacjach wraca pan do Panasonic Panthers przynajmniej na rok?

Japonia to dla mnie kraj idealny do życia i grania w siatkówkę. Nie chciałbym niczego zmieniać. Na pewno jeszcze przez rok zostaniemy w Japonii. Później starsza córka pójdzie do szkoły, więc może będziemy musieli wrócić choćby z tego powodu.

Po zakończeniu sezonu w Japonii planował pan jeszcze pograć w play-off ligi włoskiej. Za rok, przed igrzyskami, taki wariant też wchodzi w grę?

Nie znam jeszcze terminarza ligi japońskiej, nie wiem, kiedy tam skończą się rozgrywki. Jestem zawodnikiem Panasonic Panthers, więc byłoby nieładnie, gdybym za ich plecami szukał sobie okazji do grania w Europie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA