fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Vital Heynen: Wiem, że mam luksus

Vital Heynen
Vital Heynen: Do Tokio wezmę tych, którzy stworzą najlepszą drużynę, a niekoniecznie 12 najlepszych siatkarzy
Rzeczpospolita, Marian Zubrzycki
Trener polskich siatkarzy Vital Heynen o kryteriach wyboru do kadry na igrzyska w Tokio i obawach związanych z długimi pobytami w odosobnieniu.

Powiedział pan ostatnio, że Polska mogłaby wysłać na igrzyska dwie drużyny i każda z nich walczyłaby o medal... Jedziemy z jednym celem: zdobycie medalu. Złotego?

Warto pamiętać o jednej rzeczy. Usłyszałem niedawno, że ostatnim polskim medalem olimpijskim w grach zespołowych było srebro piłkarzy z 1992 roku. To niemal 30 lat temu. Chyba kibice powinni być szczęśliwi, jeśli po prostu staniemy na podium, zwłaszcza że żadna inna polska drużyna nie wystąpi w Tokio. Z drugiej strony, jeśli ktoś zapowiada, że walczy o brąz, to na pewno nie zdobędzie niczego więcej. Medal igrzysk olimpijskich jest wyjątkowy. Oczywiście, jeśli staje się na najniższym stopniu podium, to na drugi dzień można czuć rozczarowanie, ale za pięć lat każdy ma świadomość, jak niezwykły był to sukces.

Polska ma tak duży potencjał, że mógł pan nie powołać do szerokiej kadry najlepiej punktującego w PlusLidze Karola Butryna?

Butryn i Bartłomiej Lipiński zasłużyli, by się znaleźć w kadrze, i w innym momencie dostaliby powołanie. To jest jednak sezon olimpijski, a oni na razie nie są gotowi na takie wyzwanie. Moja lista to zawodnicy, którzy są gotowi zmierzyć się z turniejem olimpijskim. Ci dwaj siatkarze mają za sobą świetny sezon, ale brakuje im doświadczenia międzynarodowego.

Kamil Semeniuk zagrał wiele meczów w Lidze Mistrzów i dlatego znalazł się na liście?

On gra na najwyższym poziomie od dwóch lat. Z ZAKSĄ dotarł do finału Ligi Mistrzów, co dało mu odpowiednią porcję międzynarodowego doświadczenia. Butryn i Lipiński świetnie się rozwinęli, ale w sporcie też trzeba iść krok po kroku. Zanim zaczniesz biegać, musisz nauczyć się chodzić, a my na igrzyskach potrzebujemy sprinterów.

To jednak wyjątkowa sytuacja, że finaliści Ligi Mistrzów nie są pewni wyjazdu na igrzyska...

Nie znam powołań do reprezentacji Rosji, ale wydaje mi się, że tam mogłoby być podobnie. To samo w reprezentacji USA. Warto pamiętać, że nie jesteśmy jedynymi, którzy mają takie zasoby bogactwa. Na turniej olimpijski można zabrać tylko 12 graczy, Pamiętam, jak świetny środkowy David Smith, którego wtedy trenowałem w Tours VB, a teraz gra w ZAKS-ie, w 2016 roku nie był pewny wyjazdu na igrzyska i dopiero w ostatniej chwili załapał się do kadry USA. Polska nie jest wyjątkowa, ale zgadzam się, że mam luksus.

Jak pan wybierze skład na Tokio?

Wezmę tych, którzy stworzą najlepszą drużynę, a niekoniecznie 12 najlepszych siatkarzy. To się oczywiście łatwo mówi, trudniej robi. Muszę dobrać ludzi, którzy będą się dogadywać przez siedem tygodni i nawzajem uzupełniać w razie czyjejś kontuzji. Ważna będzie forma, zdrowie i odporność psychiczna.

Liga Narodów da wiele odpowiedzi?

Na pewno, bo to jakby kopia turnieju olimpijskiego. Będziemy razem przez miesiąc. Przyjrzymy się, jak kto pracuje, jak funkcjonuje drużyna. Choć nie lubię takich eksperymentów, siedzenia w zamkniętym hotelu, będzie to dla nas ważna nauka, która przyniesie wiele odpowiedzi.

Jak to ma wyglądać?

Na razie właściwie nic nie wiemy. Mamy być zamknięci w bańce i mieć do dyspozycji centrum treningowe.

Podobno jest szansa na obecność rodzin...

Nie wiem, czy chłopcy z tego skorzystają. Dla mnie to nie problem, ale kto weźmie żonę i dzieci, żeby je zamknąć w hotelu na 24 dni? Będą mogli pójść co najwyżej na hotelowy basen.

Pan często planuje aktywności integracyjne...

Jestem prawie pewny, że teraz też tak będzie, ale nie wiem, w jakiej formie. Spędzanie wolnego czasu będzie jednym z większych wyzwań. Radzę się specjalistów z psychologii sportu, bo jestem odpowiedzialny za stronę mentalną moich ludzi. Do Spały zawodnicy zabrali planszówki, ale one są dobre na jeden wieczór, a nie 30. W Spale było nawet łatwiej, bo tam jest duży teren, można się rozejść, zniknąć z oczu. W Weronie będziemy się tłoczyć, wpadać na siebie, oglądać te same twarze przez 30 dni po 16 godzin na dobę. Może się okazać, że strona mentalna będzie ważniejsza niż zdrowie fizyczne. Tego lata czekają nas dwie bańki z rzędu. Trzeba będzie to wytrzymać.

Podobno Bartosz Bednorz źle znosił samotność w Kazaniu. Tak mówił Aleksander Butko.

Nie znam tej wypowiedzi. Gdy rozmawiałem z Bartoszem, to zawsze brzmiał optymistycznie. Butko i Bednorz nie mieli nici porozumienia. Nie funkcjonowali razem za dobrze i w tym kontekście trzeba patrzeć na te słowa. W reprezentacji będzie inaczej. Z polskimi przyjaciółmi będzie lepiej, zawsze może liczyć na wsparcie.

Niewiele wiadomo o najbliższych tygodniach, nie można niczego zaplanować.

Tak, ale ja dobrze się czuję w działaniu z dnia na dzień.

Przejdźmy do spraw klubowych. Po porażce w półfinale mistrzostw Włoch został pan zwolniony z Sir Safety Perugia. To było zaskoczenie?

Czekałem cały dzień na taki telefon. Trzy tygodnie temu miałem niezbyt przyjemne spotkanie z władzami klubu. Pojawiła się kwestia, że może będę prowadził drużynę w przyszłym sezonie, pod pewnymi warunkami. Powiedziałem, że nie zostanę w Perugii, a oni nie chcieli trenera, który nie zamierza zostać, więc szukali innego szkoleniowca. Wiedziałem, że jak przegram, to zostanę zwolniony, choć jeśli popatrzyć na wyniki, to jesteśmy najlepsi: zdobyliśmy superpuchar, Puchar Włoch, dotarliśmy do półfinału Ligi Mistrzów. Nieraz w tym sezonie podnosiliśmy się po porażkach. Zwalnianie trenera jest jednak prawem właściciela. Już trzy tygodnie temu porozmawiałem z zawodnikami, wygłosiłem taką mowę pożegnalną.

Wilfredo Leon napisał o panu na Twitterze ciepłe słowa. Czytał pan?

Niektórzy dziękowali osobiście, niektórzy w mediach społecznościowych. Moje relacje z większością drużyny były bardzo dobre i przez te dwa lata się poprawiały. Zawsze są jednak jacyś niezadowoleni. Nie wszyscy grają, ale nawet ci, którzy nie wchodzili na parkiet, ciężko pracowali, żeby zostać w drużynie. Dziękuję za cały sezon.

Przy tej okazji przypomniano jeden z meczów, gdy ostro krzyczał pan na siatkarzy i dyskutował z Draganem Travicą. Może to był jakiś problem?

Prowadziłem Sir Safety Perugia w 80 spotkaniach. Czasem mogłem krzyczeć. A Travicę lubię, bo zawsze reaguje, nie chowa swoich emocji, ma serce na dłoni. Miałem z nim dobre relacje. Czasem reaguję emocjonalnie, ale to dlatego, że chcę pomóc zawodnikom w rozwoju. Jeśli nie walczyłbym o swoich siatkarzy, to dopiero byłby problem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA