fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Statystyk reprezentacji: Amerykanie i Rosjanie pytali o radę

shutterstock
Statystyk siatkarskiej reprezentacji Polski i pierwszy trener grającej w PlusLidze Stoczni Szczecin.

Rzeczpospolita: Jak się zostaje statystykiem? Są specjalne kursy, jak w przypadku trenerów?

Michał Mieszko Gogol: Zacznę od problemu. Włoska firma Data Project zmonopolizowała rynek, jeśli chodzi o oprogramowanie. Początkującemu statystykowi trudno o dostęp do pełnej wersji programu, bo kosztuje to dużo pieniędzy. Można korzystać z wersji demo, ale jest ona poważnie ograniczona. W moim przypadku było jeszcze trudniej, bo na starej wersji demo można było zapisać ledwie 100 kodów i program automatycznie się wyłączał. Byłem jednak zawzięty, nie rezygnowałem i uparcie włączałem oprogramowanie od nowa.

Kiedyś to Włosi uchodzili za mistrzów w tej dziedzinie...

My się uczyliśmy od nich, podpatrywaliśmy. Mieliśmy jednak swoje przemyślenia, które przelewaliśmy na arkusze kalkulacyjne. Połączyliśmy polską kreatywność z wiedzą zaczerpniętą od Włochów. Często zdarzały się sytuacje, w których Rosjanie i Amerykanie pytali nas o radę. Uważam, że dzisiaj polscy statystycy są jednymi z najlepszych na świecie.

W siatkówce wszystko już zostało policzone?

Gromadzimy olbrzymie ilości danych, siatkówka stała się bardzo analityczną dyscypliną, ale ludzie są nieprzewidywalni. Rozgrywający potrafią zmieniać się z seta na set i kamuflować zagrania.

Studiował pan na uczelni technicznej. To się przydaje w siatkówce?

Mam wykształcenie techniczne i najbardziej jestem zadowolony z tego, że nauczyłem się programować. Bezpośrednio po studiach napisałem kilka aplikacji, które bardzo ułatwiały analizy. Teraz wyszedłem z wprawy, zapomniałem kodów, funkcji i musiałbym się solidnie napocić, żeby napisać jakiś zaawansowany program. Warto odkrywać nowe możliwości, systematyzować wszystkie analizy, tworząc aplikacje. Gdyby był na to czas, chętnie bym usiadł z kimś, kto czuje siatkówkę, i przelał swoje pomysły na komputer.

Podczas meczów bardzo często widać trenerów korzystających z zestawów słuchawkowych. Komunikacja trwa cały czas?

Mieliśmy taką komunikację w Rzeszowie z trenerem Resovii Andrzejem Kowalem. Teraz stoję po drugiej stronie barykady i bardzo podziwiam Andrzeja, jak on to wszystko wytrzymywał. Jestem trenerem i z tej perspektywy widzę, jak mocno trzeba główkować, a tu jeszcze ktoś odzywa się w słuchawce. Czasami mówiłem dużo, a czasami podawałem tylko detale. Kiedy set albo mecz wkracza w decydującą fazę, to przekaz musi być prosty. Bywało, że za bardzo się rozgadywałem, i chwała Andrzejowi, że to wytrzymywał. Bardzo umiejętnie filtrował informacje. Bywało, że krzyczałem do słuchawki, jakie rozwiązanie warto wybrać, a on ze stoickim spokojem analizował, czy to rzeczywiście najlepszy pomysł.

Kto pana wciągnął w świat siatkarskich statystyk?

Miłością do siatkówki zaraził mnie ojciec, ale jeśli chodzi o zajmowanie się statystykami, to chyba był to Stanisław Gościniak (jeden z najlepszych siatkarzy świata lat siedemdziesiątych, potem trener – red.). W dużej mierze dzięki niemu wylądowałem w AZS Częstochowa. Gościniak jeszcze w latach siedemdziesiątych prowadził obserwacje. Pokazywał mi zeszyty z tamtych lat. Wymyślił własny system zapisu, trochę takie hieroglify, i każdą akcję potrafił w ten sposób opisać. Podam przykład: jeżeli „ptaszek" miał dwa skrzydła, oznaczało to dwublok, a jeśli trzy skrzydła, to w akcji był potrójny blok. Podczas mistrzostw Europy juniorów pokazał mi, w jaki sposób to robił. Można powiedzieć, że wtedy się zaczęła moja przygoda ze statystykami.

rozmawiał Łukasz Majchrzyk

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA