fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Paweł Woicki: Chcę jeszcze grać

Fotorzepa/ Marian Zubrzycki
Siatkarz Asseco Resovii i asystent Vitala Heynena w reprezentacji Polski o nowych wyzwaniach, współpracy z Fabianem Drzyzgą, radach Heynena i koronawirusie.

Przez ostatnich pięć lat zadomowił się pan w Olsztynie. Teraz wraca do Rzeszowa, na drugi koniec Polski, do drużyny, która przeżywa kryzys...

Wyjeżdżając 11 lat temu z Rzeszowa zostawiłem tam wielu przyjaciół i nie wracam ani na spaloną ziemię, ani w obce miejsce. Trzeba szukać wyzwań, nowych motywacji, przestrzeni do rozwoju, a to jest dobre miejsce na rozwój. Asseco Resovia zasługuje na przyzwoite miejsce w polskiej siatkówce, choćby ze względu na Rzeszów. Miałem przyjemność grać przez pięć lat w Olsztynie. Myślę, że to miasta bardzo zbliżone potencjałem kibicowskim. W obu kibice znają się na siatkówce. Resovia święciła sukcesy jeszcze wcześniej niż Olsztyn czy Częstochowa, w których grałem w trakcie kariery. Ostatnie lata nie były takie tłuste, ale wszystko jest na dobrej drodze, żeby znów było radośnie. Kilka dni temu skończyłem 37 lat, ale mam jeszcze w sobie bardzo dużą chęć do grania. Nie chcę o tym mówić, ale pokazywać na boisku, na każdym treningu, że jestem gotowy do pracy. Dużo ludzi będzie zaglądało w PESEL, ale jestem przygotowany do sezonu.
 

Dwa lata kontraktu miały znaczenie?

Nie zastanawiałem się nad długością umowy. Nie są to rzeczy kluczowe. W wieku 40 lat każdy by chciał 10-letni, ale to przecież nierealne.

Oprócz pana przychodzi też Fabian Drzyzga. Ile czasu potrzebuje rozgrywający, żeby wejść w zupełnie nowy układ, kolegów?

Fabian nie potrzebuje czasu na adaptację. Wiele też zależy od sztabu szkoleniowego, a on jest na wysokim poziomie. Obaj jesteśmy bardzo doświadczeni, a Fabian jest do tego wybitny, więc będziemy w stanie szybko ogarnąć drużynę.

Nie sposób nie zapytać o wasze relacje. Pan jest w kadrze asystentem Vitala Heynena, a Drzyzga pierwszym rozgrywającym. Jak to będzie w Asseco Resovii?

Nawet nie ma dyskusji i tyle, trzeba znaleźć swoje miejsce w drużynie, pomagać na ile to możliwe, żeby grała jak najlepiej, ale podział jest oczywisty. Nikt nie ma wątpliwości, kto jest pierwszym rozgrywającym. Ja też nie mam. Potrafię obiektywnie spojrzeć na sytuację. Muszę pomagać, jak najlepiej się da. To dla mnie też będzie ważna rola.

A jak to wygląda na zgrupowaniu?

Jestem trenerem Fabiana i mogę mu teraz tak dokopać, żeby mu się nie chciało w sezonie dyskutować. Mówiąc serio, jestem tylko asystentem, służę pomocą każdemu. Relacje są bardzo dobre i takie zostaną. Nie musi do mnie mówić „panie trenerze”. Taki dystans jest zakorzeniony w naszej kulturze. Mówienie „na pan” jest bardzo ważne, a my w siatkówce jesteśmy uczeni, że nie jest ważne to, jakiego zwrotu grzecznościowego używamy, ale respekt, jaki pokazujemy. Każdy zasługuje na ten sam szacunek. Tutaj problemu nie widzę.

Pan też bierze udział w gierkach w Spale?

Jasne, że tak. Na pierwszym zgrupowaniu uczestniczyłem we wszystkich gierkach, w części treningu i traktowałem to jako element przygotowań. Koronawirus bardzo mocno odbił się na naszej formie. Zawodnicy zachowywali reżim treningowy na miarę możliwości i przyjechali tak dobrze przygotowani, jak tylko się dało, ale siatkówka to nie jest naturalna dyscyplina sportu. Skakanie, sposób przemieszczania się po boisku nie są do końca naturalnymi ruchami człowieka. Jak zaczęły się treningi i trzeba było podskoczyć, to zaczęły się delikatne bóle. Jestem bardzo zadowolony z tego, że mogłem ćwiczyć.

Zawodnik i jednocześnie trener to trudne?

Ja się czuję pełnoprawnym zawodnikiem. Nie jest to normalna sytuacja, że gram i jestem asystentem w kadrze, ale robię to już trzeci rok i wszyscy są do tego przyzwyczajeni. Może relacja z młodszymi zawodnikami jest trochę inna? Do nich, zwłaszcza tych z reprezentacji uniwersjadowej podchodzę jako trener, ale podkreślam, że cały czas czuję się aktywnym sportowcem. Mnóstwo ludzi mnie pyta, czy będę trenerem. Odpowiadam, że gram jeszcze w siatkówkę, na tym się znam i nie wiem, czy kiedykolwiek mi będzie dane, żeby być trenerem. To tylko tak ładnie z boku wygląda, ale to naprawdę trudna praca.

Życie siatkarza się wydłuża?

Specyfika każdej pozycji jest inna, nie przed każdym stoją takie same wyzwania fizyczne. Najpierw jest rozgrywający, potem libero, środkowy, przyjmujący, najtrudniej ma atakujący. On musi wykonać wielką liczbę wyskoków na maksymalną wysokość, zagrywek z pełną siłą. Najtrudniej grać długo na tej pozycji. Gra rozgrywającego to przede wszystkim analiza i czytanie meczu.

Lepiej mądrze stać niż głupio biegać?

Coś w tym jest. Najważniejsze jest jak się czyta drużynę przeciwnika, a nie jak szybko się biega. Dziś przygotowanie fizyczne jest na takim poziomie, że da się długo grać.

Z jednej strony jest pan i Mariusz Wlazły, a z drugiej ci Michał Winiarski czy Marcin Możdżonek, którzy zakończyli kariery...

Nie chciałem używać przykładu Mariusza, bo on jest fenomenem. Atakujący w jego wieku nie powinien grać w siatkówkę na takim poziomie. U innych kolegów zadecydowały kłopoty zdrowotne, urazy, kontuzje.

Vital Heynen dużo mówi o spaniu, sam się wcześnie kładzie.

Rozmawialiśmy o tym na początku obecnego zgrupowania, bo regeneracja jest bardzo ważna. Każdy trenuje na podobnym, wysokim poziomie, ma profesjonalne zaplecze i regeneracja staje się kluczem. W normalnym świecie, bez koronawirusa, przy graniu co trzeci dzień nie trening jest ważny, ale regeneracja i przygotowanie do kolejnego meczu. Nie zapomnę pierwszego spotkania z Vitalem Heynenem, jeszcze w Bydgoszczy, kiedy powiedział: kładź się najpóźniej o 12 i wstawaj o ósmej rano, żeby organizm zregenerować do kolejnego dnia.

Przed koronawirusem mówiło się, że siatkarze grają za dużo: intensywny sezon, play offy, Liga Narodów, zgrupowania, turnieje mistrzowskie.

Jesteśmy zawodowcami i musimy być gotowi na to, co liga i reprezentacja nam szykują. Nie chcę oceniać swojego przygotowania, ale będąc trenerem mogę powiedzieć o kolegach, że ich poziom wytrenowania i świadomości swojej pracy jest tak wysoki, że mogą tyle meczów, ile będzie w sezonie. Sportowcy w ogóle wolą grać niż trenować. Każdy to dobrze wie. Treningi są zazwyczaj cięższe. Podróże, przemieszczanie się, logistyka – to może być uciążliwe. Granie jest przyjemne, a tym bardziej w Polsce, gdzie są fantastyczni kibice.

Po pierwszym zgrupowaniu w Spale oswoiliście się trochę z koronawirusem?

Myślę, że nikt się nie oswoił. Póki nie wrócimy do tego, co było, to trzeba żyć i sobie radzić. Chciałbym wrócić do takiego świata, jaki zostawiliśmy, do takich interakcji z kibicami. Po to jesteśmy. Mecz to tylko część spektaklu, wywiady, autografy też są ważne.

Rozmawiał: Łukasz Majchrzyk

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA