fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Liga Narodów. Przegląd wojsk na poligonie

Bartosz Kurek i Paweł Zatorski
Fotorzepa/ Marian Zubrzycki
Smutki w Chicago – Polacy w trzech meczach Pucharu Narodów nie wygrali ani jednego seta.

Byli liderami, teraz są na piątym miejscu. Na ostatniej prostej w Melbourne nie mogą popełniać błędów, jeśli chcą zagrać w Final Six (awansuje pięć drużyn).

Turniej w Hoffman Estates pod Chicago zapowiadał się na trudny, biorąc pod uwagę klasę przeciwników, ale po drużynie Vitala Heynena spodziewano się jednak czegoś więcej. Poprzednie osiem zwycięstw i tylko jedna porażka (z Niemcami) utwierdzały nas w przekonaniu, że belgijski szkoleniowiec idzie dobrą drogą.

Tym razem jednak musiał przełknąć gorzką pigułkę, a kibice razem z nim. Z Irańczykami Polakom zawsze grało się ciężko, ale porażka 0:3 zabolała, podobnie jak przegrane do zera z USA i Serbią.

W Chicago zabrakło wprawdzie naszego najlepszego libero Pawła Zatorskiego i najbardziej doświadczonego środkowego Piotra Nowakowskiego, Heynen zostawił też w Polsce najsolidniejszych atakujących, Dawida Konarskiego i Łukasza Kaczmarka, ale wydawało się, że ci, których wysłał do boju, udźwigną ciężar.

Tak jak udźwignęli podczas turnieju w Osace, wygrywając wszystkie mecze, choć musieli radzić sobie bez mającego kłopoty zdrowotne Michała Kubiaka i jednego z dwóch podstawowych rozgrywających, Grzegorza Łomacza. W Japonii w każdym spotkaniu inny z młodych zawodników brał ciężar gry na siebie. W USA zabrakło lidera w najtrudniejszych momentach.

Ale Vital Heynen szuka też pozytywów. Uważa, że mimo porażek jego podopieczni grali dobrze, chociażby w meczu z USA. Podkreśla, że dla wielu z nich to dopiero początek rywalizacji na takim poziomie. Belg od początku stawia sprawę jasno: Liga Narodów jest poligonem doświadczalnym i on z tego korzysta, dokonując przeglądu swoich wojsk.

Awans do Final Six byłby miłym ukoronowaniem tego, co do tej pory się wydarzyło, ale nie będzie nieszczęścia, najwyżej przykrość, gdy nas w Lille zabraknie.

Jednak nie wszystko stracone. Siatkarze lecą teraz do Melbourne, gdzie zagrają z Argentyną, Brazylią i Australią. Dobry finisz (potrzebne są dwa zwycięstwa) da Polakom prawo gry w finałowym turnieju, a to nie przekracza ich możliwości.

Brazylia nie prezentuje nadzwyczajnej formy, w miniony weekend przegrała w Warnie trzy mecze – z Kanadą, Bułgarią oraz Francją – i po czterech turniejach wyprzedza nasz zespół tylko o jeden punkt, przy tej samej liczbie zwycięstw. Argentyna wydaje się słabsza od Polaków, ale na Australię trzeba uważać: podczas igrzysk w Londynie (2012) pokonała naszych siatkarzy.

W tabeli Ligi Narodów po czterech turniejach fazy interkontynentalnej prowadzą Francuzi, którzy udział w finale mają zapewniony jako gospodarze, przed USA i Rosją. Za Polakami są Włosi, Serbowie i Kanadyjczycy.

Do Melbourne doleci z Polski nasz najlepszy libero Paweł Zatorski, a Michał Żurek i Kacper Piechocki wracają do domu, podobnie jak rozgrywający Fabian Drzyzga, którego zastąpi Marcin Janusz. Doleci też atakujący Łukasz Kaczmarek w miejsce Damiana Schulza i piąty przyjmujący, Aleksander Śliwka, człowiek od czarnej roboty, który w Melbourne może się przydać.

Vital Heynen dalej szuka najlepszego składu, ale ma chyba świadomość, że czas poszukiwań powoli się kończy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA