fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Finał PlusLigi: Bełchatów znów złoty

?Trener Skry Roberto Piazza cieszy się wraz ze swoimi siatkarzami
PAP/Krzysztof świderski
Po czterech latach przerwy Skra mistrzem Polski. W finale PlusLigi dwukrotnie pokonała broniącą tytułu ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle 3:0 i 3:1.

ZAKSA w drugim meczu we własnej hali robiła co mogła, ale Skra, podobnie jak w środę w Bełchatowie, miała więcej atutów. Wprowadzony za Bartosza Bednorza bułgarski przyjmujący Nikołaj Penczew grał bardzo dobrze, a wprost znakomicie, szczególnie w ataku, serbski środkowy Srećko Lisinac. Ale w przyszłym sezonie mistrzowie Polski będą musieli radzić sobie bez niego. Odejdzie też Bednorz, również do ligi włoskiej. Zasadne jest pytanie, na ile skutecznie zostaną uzupełnione te ubytki.

Skra wciąż może liczyć na Mariusza Wlazłego, który – gdy pojawiają się kłopoty – bierze sprawy w swoje ręce. W końcówce sezonu świetnie spisywał się też Milad Ebadipour, przyjmujący reprezentacji Iranu, który we wcześniejszej fazie rozgrywek grał nierówno. Jeśli dodamy więcej niż solidnego Karola Kłosa na środku bloku i kolejnego młodziana robiącego postępy, czyli libero Kacpra Piechockiego, mamy zespół, z którym doświadczony włoski trener Roberto Piazza dokonał tego, co ostatnio jego poprzednikom się nie udawało.

Zrobił to przy wydatnej pomocy reprezentacyjnego rozgrywającego Grzegorza Łomacza, który w finałowych spotkaniach potwierdził swą klasę. W Kędzierzynie-Koźlu dostał statuetkę MVP, choć wydawało się, że powędruje ona w ręce Lisinaca żegnającego się ze Skrą.

Brak konsekwencji

Dla Roberto Piazzy to pierwszy mistrzowski tytuł. Na taki sukces liczył jego rodak Andrea Gardini, ale tym razem ZAKSA, choć wygrała fazę zasadniczą, musiała uznać wyższość rywali. Gardini przyznał, że zwycięstwo Skry jest zasłużone.

– Nie potrafiliśmy utrzymać równego poziomu, zabrakło konsekwencji, co spowodowało nerwowość w naszych poczynaniach, szczególnie w końcówkach. Zmiany, których dokonałem, były ryzykowne, ale potrzebne. Sławomir Jungiewicz, który zastąpił w ataku Maurice’a Torresa, i Rafał Szymura, który wszedł za Rafała Buszka, wypełnili swoje zadania – skomentował Gardini.

Benjamin Toniutti, francuski rozgrywający ZAKSY, wypowiadał się w podobnym tonie. – Wygrali lepsi, nam czegoś zabrakło. Mieliśmy swoje szanse, ale ich nie wykorzystaliśmy – tak wydarzenia w Kędzierzynie-Koźlu podsumował jeden z najlepszych rozgrywających świata.

Przed ZAKSĄ teraz Final Four Ligi Mistrzów w Kazaniu. Ostatnia szansa dla Gardiniego, by coś wygrać. Następca Ferdinando De Giorgiego na razie kończy ten sezon bez sukcesu: porażka w Pucharze Polski, teraz przegrany finał PlusLigi, choć postawa w sezonie zasadniczym, który siatkarze z Kędzierzyna-Koźla skończyli na pierwszym miejscu (przed Skrą), pozwalała mieć nadzieję, że trzeci tytuł z rzędu jest możliwy.

Andrea Gardini ma kontrakt ważny na kolejny sezon. Zostają też najważniejsze ogniwa tej drużyny: Toniutti, belgijski przyjmujący Sam Derro i nasz reprezentacyjny libero Paweł Zatorski. Odejdą Buszek i Portorykańczyk Torres, a zastąpią ich Aleksander Śliwka oraz Łukasz Kaczmarek, kolejni nasi reprezentanci (choć nie są to jeszcze oficjalnie potwierdzone informacje).

Skra też nieco zmieni skład, Za Lisinaca przyjdzie młody Jakub Kochanowski z Olsztyna, ale nie będzie mu łatwo załatać ten ubytek, bo Serb był jedynym w swoim rodzaju środkowym. Ale Kochanowski to kapitan złotej drużyny juniorów, gracz bardzo skuteczny na środku bloku i bardzo młody, więc kto wie, nie można wykluczyć, że dzięki jego grze kiedyś zapomnimy o Lisinacu.

Do Bełchatowa wraca też Artur Szalpuk, który zastąpi Bednorza. Prezentują podobne umiejętności, mają zbliżony potencjał, więc Skra nie powinna na tej zmianie nic stracić, co najwyżej zyskać.

Anastasi coś wymyśli

Medal brązowy wywalczyła drużyna Trefla Gdańsk, która w meczach o trzecie miejsce dwukrotnie pokonała (3:2 na wyjeździe i 3:1 u siebie) AZS Indykpol Olsztyn. Duże brawa dla byłego trenera naszej reprezentacji Andrei Anastasiego, który mimo trudnej sytuacji finansowej w klubie wprowadził zespół na podium, a wcześniej wygrał Puchar Polski. Za chwilę będzie jednak musiał lepić drużynę od nowa, bo odchodzą podstawowi zawodnicy (Mateusz Mika, Damian Schulz, Artur Szalpuk), skuszeni wyższymi kontraktami.

Ale znając Anastasiego, można być pewnym, że w przyszłym sezonie znów nas – i rywali – czymś zaskoczy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA