fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Poczta Polska wraca do sądowych przesyłek

Fotorzepa, Marta Bogacz
Nie od Nowego Roku, jak planowano, ale od 1 marca 2016 r. przesyłki z sądów znów będą przynosić listonosze.

Czyli tak jak do 1 stycznia 2014 r., kiedy to z dużym hukiem wieloletni monopol Poczty przełamała szerzej nieznana wtedy Polska Grupa Pocztowa i jej podwykonawcy.

Wygrała wtedy przetarg na dwuletni kontrakt (do końca 2015 r.) na doręczanie przesyłek sądowych. Niespodzianką, a nieraz szokiem dla wielu adresatów sądowych przesyłek, wezwań, było zwłaszcza to, że przesyłka nieodebrana przez adresata lub jego domownika, czekała już nie na poczcie, ale w placówce PGP lub powiązanej z nią spółki InPost.

Dwa lata po szoku

Na następne trzy lata przetarg wygrała Poczta Polska. Oferta Poczty na obsługę polskich sądów, tj. doręczania przesyłek sądowych w latach 2016–2018, w przetargu zorganizowanym przez Centrum Zakupów dla Sądownictwa zdobyła więcej punktów niż obecnego operatora tych usług. Spółka PGP nie złożyła odwołania od decyzji komisji, ale z pewnych powodów organizacyjnych Centrum Zakupów przedłużyło PGP oraz InPostowi umowę o świadczenie usług doręczeniowych jeszcze na styczeń i luty 2016 r.

Z kolei Poczta zapewnia, że jest przygotowana do dostarczania pism sądowych za pomocą systemu wykorzystującego tablety dla listonoszy i iPady w placówkach pocztowych. Dzięki nim informacja o doręczeniu przesyłki zostaje wysłana elektronicznie do systemu nadawcy (i sądu) od razu po odebraniu przesyłki przez adresata i złożeniu podpisu na tablecie.

Poczta już zresztą świadczy takie usługi. InPost też je stosował, choć nie obejmowały one wszystkich zakątków kraju i wszystkich spraw.

Technika łagodzi problem

– Poprawa jest już widoczna – mówi „Rzeczpospolitej" Marcin Łochowski, sędzia z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga. – W chwili złożenia podpisu przez odbiorcę wiemy w sądzie, że przesyłka dotarła. Dzięki temu mniej spraw spada z wokandy, a sędzia może szybciej wyznaczyć kolejne rozprawy. Dla sądu nie ma większego znaczenia, który operator będzie świadczył usługi doręczeniowe, ważne by sprawnie, z wykorzystaniem elektroniki. Brakuje nam jednak wciąż jednej ogólnopolskiej bazy adresowej, bez której doręczanie będzie szwankować.

– Powrót Poczty Polskiej nie budzi już takich emocji jak jej odejście z sądowego rynku przed dwoma laty – ocenia z kolei Andrzej Michałowski, adwokat z Warszawy. – Zwłaszcza że pisma do sądu wysyłamy nadal właśnie przez tego operatora. Zapowiedzi Armagedonu były jak zwykle przesadzone. Powrót Poczty cieszy zapewne tych, którzy musieli uganiać się za przesyłkami awizowanymi, albo na skutek wadliwych doręczeń zostali poszkodowani. Zupełnie obojętna jest ta zmiana dla większych kancelarii i firm, gdzie obsługą korespondencji zajmują się sekretariaty.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora, m.domagalski@rp.pl

Opinia

Bartłomiej Przymusiński, sędzia gospodarczy z Poznania

Dzięki konkurencji Poczta Polska zaoferowała niższą cenę usług i zapowiada ich lepszą jakość – to jest plus tego ponaddwuletniego zamieszania ze zmianą doręczyciela przesyłek sądowych. Muszę jednak oddać InPostowi sprawiedliwość, że jakość jego usług z czasem się poprawiała. Być może najbardziej pomogła elektronika, co jest widoczne w naszym sądzie i co się przekłada na krótsze terminy wyznaczania rozpraw. Nie tylko dlatego, że zwrotne informacje o doręczeniu pisma, wezwania szybciej dochodzą do sądu, ale także nie giną, co papierowym się zdarzało.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA