Sędziowie i sądy

PiS zmienia Trybunał Konstytucyjny

Fotorzepa, Piotr Nowak
Wybór dwóch kandydatów na sędziów, których kadencje skończą się w grudniu, ma być nieważny.

Czytaj też:

PiS złożyło w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym

PiS wycofuje projekt zmian w ustawie o TK

 

W czwartek PiS złożył swój pierwszy projekt noweli. Chce zmienić uchwaloną w czerwcu nową ustawę o Trybunale. Co prawda w piątek już go wycofał, ale jego posłowie twierdzą, że po naniesieniu poprawek technicznych będzie złożony ponownie. Prawnicy są podzieleni: jedni mówią, że zmiany mieszczą się w konstytucji i są wręcz wskazane, inni, że to zamach na demokrację. Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego mówi wprost, że nowela jest sprzeczna z art. 173 konstytucji, który stanowi, że sądy i trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz.

Ilu kandydatów

Nowela przede wszystkim unieważni wybór dwóch, a może nawet pięciu sędziów wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji, choć nie wyklucza ich ponownego kandydowania.

Sejm poprzedniej kadencji zgodnie z nieobowiązująca już ustawą o Trybunale mógł bowiem wybrać co najwyżej trzech sędziów TK, których kadencje upłynęły w czasie jego działania. Nowa ustawa, która weszła w życie 30 sierpnia, pozwoliła mu na wybór kolejnych dwóch, których kadencja kończą się w grudniu, i które powinien wybrać już obecny Sejm. I projekt PiS ma zapobiec wyborowi tych dwóch sędziów, których powinien rekomendować obecny Sejm.

Nowela precyzuje, że wyboru sędziego TK ma dokonywać Sejm tej kadencji, w której wygasa mandat odchodzącego sędziego. Nie wiadomo co będzie z trójką sędziów prawidłowo wybranych. Decyzja należy do prezydenta Dudy. PO apeluje o to, by przyjął od nich ślubowanie.

Projekt przewiduje bowiem, że kandydaci, którzy zostali wybrani 8 października, ale nie rozpoczęli kadencji w rozumieniu nowelizacji, będą wybierani od początku.

Tymczasem nowela precyzuje, że kadencja rozpoczyna się z dniem złożenia ślubowania. A prezydent jeszcze nie przyjął go od sędziów.

Przeciw wszystkim pięciu kandydatom głosował w październiku cały Klub PiS, który ten wybór nazwał psuciem państwa. Przed głosowaniem Beata Szydło, wiceprezes PiS i wówczas kandydatka PiS na premiera, powiedziała, że „PO, przygotowując się na porażkę, posuwa się do kroku, który łamie zasady demokratycznego państwa prawa", a ten „wybór sędziów TK jest wydarzeniem bez precedensu po 1989 r."

Zdaniem Wiesława Johanna, sędziego Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, sprawa jest jasna: sędziów wybiera Sejm, a prezydent przyjmuje ich ślubowanie, czyli dokonuje swego rodzaju kontrasygnaty.

– Proponowana przez Prawo i Sprawiedliwość nowela nic w tym zakresie nie zmienia. To czerwcowa ustawa o TK wprowadziła zamieszanie, gdyż dopuściła wybór dwóch sędziów niezgodny z konstytucją. I to jest rzeczywisty problem – podkreśla.

Kadencyjność - stary postulat

Nowelizacja wprowadza też kadencyjność prezesa i wiceprezesa TK – trzyletnią, z możliwością dwukrotnego wyboru. Obecnie funkcje te można pełnić od wyboru do końca kadencji sędziego, a ta trwa dziewięć lat. Zgodnie z projektem jednak w dniu wejścia nowelizacji wygaśnie kadencja obecnego prezesa TK Andrzej Rzepliński, który pozostanie tylko sędzią TK.

Wprowadzenie kadencyjności nie budzi większych emocji. Pomysł ten był też dyskutowany podczas prac nad ustawą czerwcową.

– To zaś, że ma być kadencja prezesa Trybunału i czy ma wynosić trzy lata, to kwestia drugorzędna. Taka zmiana o tyle może być dobra, że wprowadza rotację na tej koordynacyjnej funkcji – mówi „Rz" Wiesław Johann, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku.

Prof. Andrzej Zoll, prezes TK w latach 1993-1997 przyznaje, że Platforma przesadziła. - Wyboru trzech sędziów powinien dokonać stary Sejm, ale wybór dwóch kolejnych, których kadencja kończy się w grudniu, mogła zostawić obecnemu Sejmowi, i byłoby to bardziej zgodne z zasadami kultury parlamentarnej - tłumaczy.

Genowefa Grabowska - Katedra Prawa Międzynarodowego i Europejskiego UŚ

Uważam, że wybór sędziów TK powinien przebiegać zgodnie z poszanowaniem kadencyjności Sejmu. Następcę wybiera zatem ten Sejm, w trakcie kadencji którego wygasła kadencja konkretnego sędziego. Wybór „na zapas” to wkraczanie (a nawet zawłaszczanie) w kompetencje Sejmu kolejnej kadencji. Aktualny Sejm powinien wybierać następców tych sędziów, którzy kończą kadencję w grudniu 2015. Kadencyjność jest zaś pożądaną i sprawdzoną zasadą. Sprawdza się w wielu instytucjach europejskich i pozwala włączyć w krąg zarządzających daną instytucją większą liczbę osób. Pięcioletnia kadencja Parlamentu Europejskiego np. jest dzielona na dwa 2,5-roczne okresy i w każdym z nich są wybierane nowe władze.
 
prof. Andrzej Zoll - prezes TK w latach 1993–1997
 
Platforma przesadziła, wyboru trzech sędziów powinien dokonać stary Sejm, ale wybór dwóch kolejnych, których kadencja kończy się w grudniu, mogła zostawić obecnemu Sejmowi, i byłoby to bardziej zgodne z zasadami kultury parlamentarnej. Za pomocą ustawy nie można jednak unieważnić wyborów dokonanych przez Sejm. Takie wsteczne działanie to kroczenie śladem Białorusi. Tam w latach 90. prezydent Łukaszenko też zmienił ustawę, aby wprowadzić do białoruskiego Trybunału Konstytucyjnego swoich sędziów. To prawda, że Polska ma wiele instytucji demokratycznych, ale popuszczenie raz władzy mającej większość może prowadzić do utraty nad nią kontroli społeczeństwa.
 
prof. Jan Majchrowski - Wyższa Szkoła Administracji Publicznej, były doradca prezesa TK
 
Gdyby nie nadgorliwość większości w Sejmie minionej kadencji, która wkroczyła w prawa Sejmu obecnej kadencji i zamiast niego wybrała dwóch sędziów Trybunału, tego projektu zapewne by nie było. Kto sieje wiatr – zbiera burzę. Sam projekt w ramach konstytucji wzmacnia pozycję prezydenta w relacjach z TK (chodzi głównie o większą swobodę w nominacji prezesa TK), ponadto usiłuje sanować sytuację po wątpliwym konstytucyjnie wyborze dwóch sędziów Trybunału i zapobiec takim działaniom Sejmu na przyszłość. Metodą ma tu być „wygaszenie” wyboru tych sędziów, których poprzedni Sejm wybrał, ale prezydent nie przyjął ich ślubowania. Może gdyby te osoby wybrane w konstytucyjnie wątpliwy sposób same zrezygnowały ze stanowisk, dałoby się zażegnać nadciągającą burzę.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL