fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Wojna o asesorów na linii: KRS – Zbigniew Ziobro

123RF
W sądach brakuje rąk do pracy. Tymczasem Krajowa Rada Sądownictwa sprzeciwia się powołaniu 265 asesorów. Nie zgadza się z tym minister sprawiedliwości.

Część z 265 asesorów, co do których Krajowa Rada Sądownictwa zgłosiła we wtorek sprzeciw wobec powołania na urząd, pisze już odwołania do Sądu Najwyższego. Czują się rozgoryczeni. Jeśli przegrają, zostaną z niczym. Czwartkowa decyzja rady nie poprawi też sytuacji wymiaru sprawiedliwości. Powód? Z ok. 700 wakatów, 265 asesorów miało wkrótce wejść na sale rozpraw i orzekać. Nie wejdzie.

Kto mówi prawdę

– To efekt błędu Ministerstwa Sprawiedliwości – zapewnia KRS. I dodaje, że nie neguje faktu, że w ww. grupie są ludzie zdolni i młodzi. Dla rady jednak kryteria formalne muszą być spełnione. O jakie braki chodzi? Po pierwsze – w przypadku większości kandydatów nie zostały przedstawione zaświadczenia lekarskie i psychologiczne. Po drugie – część zaświadczeń była przeterminowana (zostały wystawione wcześniej niż rok temu). I w końcu po trzecie – wśród powołanych znalazły się osoby, które miały na swoim koncie kolizję drogową lub mandaty za przekroczenie prędkości. Tyle rada.

Głos zabiera Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości. – W aktach nie było żadnych braków ani błędów – twierdzi. Resort wyjaśnia też, że otrzymanie pełnej dokumentacji potwierdził 18 października 2017 r. sędzia Waldemar Żurek, rzecznik KRS. Zwraca też uwagę, że w przypadku braków dokumentów – zgodnie z art. 33 ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa – KRS powinna „zażądać osobistego stawiennictwa uczestnika postępowania lub złożenia przez niego pisemnych wyjaśnień, a także uzupełnienia materiałów sprawy". Tego jednak nie zrobiła.

Szkoła wesprze

W obronie asesorów stanęła także dyrektor Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie. – Jest mi bardzo przykro – mówi Małgorzata Manowska, dyrektor KSSiP – że 265 osób stało się cywilnymi ofiarami jakiejś wojny prowadzonej przez KRS przeciwko ministrowi sprawiedliwości. Jej zdaniem nakręcona spirala wrogości spowodowała, że absolwenci Krajowej Szkoły, którym ustawodawca zapewnił możliwość odbywania aplikacji sędziowskiej, zostaną z niczym, jeśli Sąd Najwyższy podtrzyma decyzję KRS.

Rozgoryczeni i rozczarowani

A co o całej sprawie myślą asesorzy?

– Decyzję KRS przyjęliśmy z dużym rozgoryczeniem i rozczarowaniem. Jej skutkiem jest definitywne pozbawienie nas możliwości zostania sędziami. Lata nauki okupionej wielkim trudem, poświęcenie naszych rodzin i w końcu 120 milionów złotych z pieniędzy podatników wyłożone na nasze kształcenie idą na marne – mówi „Rz" Marek Antas, absolwent KSSiP, asesor sądowy. I przypomina, że wszystko to przez brak zaświadczenia, którego wyrobienie zajmuje kilka godzin, kosztuje 100 złotych i mogło być dosłane w trybie art. 30 ust. 1 ustawy o KRS.

– Będziemy składać odwołania do SN. Oficjalny powód sprzeciwu, który słyszymy w przekazach medialnych, jest nieuzasadniony. Art. 15 ust. 5 noweli do ustawy o KSSiP zwalnia nas wyraźnie z wymogu przedłożenia zaświadczenia o stanie zdrowia. Jest to przepis szczególny względem regulacji prawa o ustroju sądów powszechnych. Co do osób, które zdawały egzamin eksternistycznie bez odbycia aplikacji w KSSiP, to skoro art. 15 dopuszcza mianowanie ich na asesorów, to jak można wymagać od nich ukończenia aplikacji sędziowskiej? Przykre są dla nas sugestie, iż mielibyśmy być zależni od ministra sprawiedliwości. Tryb mianowania sędziego nie sprawia przecież, że jest on zależny od prezydenta RP. Poza tym wśród nas są osoby z doktoratami, laureaci ogólnoeuropejskiego konkursu THEMIS. Poradzilibyśmy sobie na rynku usług prawniczych, ale chcieliśmy służyć państwu, które nas wykształciło i jego obywatelom swoją wiedzą i umiejętnościami. Ta możliwość została nam bezpowrotnie zabrana – mówi Antas.

Wkrótce do rady trafią kolejni asesorzy powołani przez ministra sprawiedliwości. To już pewne. Bowiem minister sprawiedliwości przekształcił 314 etatów sędziowskich w asesorskie. Wkrótce będzie ich 352.

Asesorzy trafią do sądów rejonowych w całym kraju. Zajmą się wszystkimi sprawami z wyjątkiem: stosowania tymczasowego aresztowania, rozpoznawania zażaleń na postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa lub dochodzenia oraz z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego. Jeśli przebieg służby asesora nie będzie budził zastrzeżeń, jego kandydatura zostanie przez KRS przedstawiona prezydentowi do powołania na sędziego.

Asesurę sądową wprowadziła na nowo nowela ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury i innych ustaw z 2017 r.

Powiedzieli

Łukasz Piebiak wiceminister sprawiedliwości

Dla nas sprawa jest oczywista. KRS nie mogła znaleźć prawdziwych powodów, więc szukała pretekstów do wyrażenia sprzeciwu. I je znalazła. To nie są realne przeszkody. Aplikanci KSSiP, kiedy przychodzą do szkoły, przechodzą badania lekarskie i psychologiczne. Tak było też w przypadku tych asesorów. Ustawodawca nie kazał ponawiać tych badań na etapie ubiegania się o asesurę, tak jak nie nakazuje w wypadku urzędujących sędziów ponawiać badań psychologicznych co kilka lat. Co więcej, część z tych asesorów zdawała egzamin sędziowski eksternistycznie, bez aplikacji w KSSiP, co oznacza, że musieli przedstawić na etapie ubiegania się o asesurę stosowne zaświadczenie, bowiem wcześniej ich zdolność do pełnienia służby sędziowskiej nigdy nie była badana. Oznacza to, że w ich wypadku nawet ów pretekst nieaktualności zaświadczeń nie mógł być wykorzystany. W tej sytuacji trzeba było wymyślić kolejny pretekst, by powrót asesorów do polskiego porządku prawnego zablokować – i KRS znowu nie zawiodła. To, co zrobiła Rada, to dowód braku odpowiedzialności i totalnego lekceważenia interesów wymiaru sprawiedliwości – pomimo że ustrojowo do tego właśnie jest powołana. Tym młodym ludziom przysługuje teraz odwołanie do SN. Jeśli SN poprze KRS, to tych 265 młodych, zdolnych, wykształconych ludzi zostanie na lodzie, bez szansy na urząd sędziego. Zostaną z niczym, a podatnicy zostaną z poczuciem wyrzucenia w błoto milionów złotych przeznaczonych na ich przygotowanie do służby sędziowskiej.

Dariusz Zawistowski | przewodniczący KRS

Wszędzie słyszymy, że decyzja Rady to wypowiedzenie wojny Ministerstwu Sprawiedliwości. Nic podobnego. Rada jest od tego, by stać na straży prawa, i to robi. Badając dokumenty wszystkich asesorów, dołożyliśmy należytej staranności, czego nie można powiedzieć o Ministerstwie Sprawiedliwości. To zresztą zaprzecza, by w dokumentach wysłanych do KRS były jakiekolwiek braki formalne. Zaraz potem jednak dodaje, że jeśli są, to można je po prostu uzupełnić. Ja radzę MS, żeby się zastanowiło i precyzyjnie odpowiedziało, czy braki są, czy ich nie ma.

Aneta Łazarska | Sąd Okręgowy w Warszawie

Sama decyzja i sprzeciw KRS co do powierzenia 265 asesorom pełnienia obowiązków sędziowskich nie budzi wątpliwości. Motywy tej decyzji są jednak kontrowersyjne. Jak wyjaśniła na konferencji Rada, przyczyną formalną jej sprzeciwu jest brak aktualnych badań lekarskich czy informacji z KRK co do kandydatów. Czyli Rada zajęła negatywne stanowisko nie dlatego, że asesor w obecnym kształcie jest niekonstytucyjny, lecz dlatego, że kandydaci ci mają nieaktualne badania lekarskie czy brakuje innych dokumentów. Stanowisko Rady jest wewnętrznie sprzeczne. Jeszcze kilka miesięcy temu Rada stała na stanowisku, że projekt ustawy o KSSiP oraz prawa o ustroju sądów powszechnych są sprzeczne z zasadą trójpodziału władzy. Rada kwestionowała przede wszystkim pozbawienie jej konstytucyjnych uprawnień w procedurze powoływania sędziów. Teraz wygląda na to, że zmieniła zdanie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA