fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Sędziowie wygrali z ministrem w Trybunale w sprawie dostępu do akt sądowych

123RF
Sądy pozostaną niezawisłe. Z nadzorem nad nimi szef resortu sprawiedliwości musi sobie radzić inaczej niż zaglądając do akt prowadzonych spraw.

Ma wystarczająco dużo narzędzi, nie musi sięgać po kolejne – przesądzili w środę sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. – Przyznanie ministrowi sprawiedliwości kompetencji do żądania przesłania akt spraw sądowych uderza w istotę władzy sądowniczej oraz narusza zasadę niezawisłości sędziowskiej – stwierdził TK.

Nie był to jedyny przepis, który zakwestionował. Minister musi też zrezygnować z żądania akt przed zainicjowaniem postępowania dyscyplinarnego oraz przetwarzania danych, czyli dostępu do baz orzeczeń sądów.

Niezawisłość rzecz święta

– Zasada niezawisłości odnosi się do wszystkich działań sędziego związanych z zarządzaniem procesem orzekania oraz podejmowanych w związku z procesem orzekania – przypominał ministrowi sędzia Stanisław Biernat, sprawozdawca. I zastrzegł, że sędzia powinien mieć zagwarantowaną swobodę podejmowania decyzji niezależnie od etapu postępowania. Kiedy dowiaduje się, że akta sprawy, którą prowadzi, są wysyłane do resortu, czuje presję, a to może wpływać na rozstrzygnięcie. W dodatku proces stoi w miejscu, bo sąd bez akt pracować nie może.

Trybunał oceniał też zaskarżone przez prezydenta przepisy dotyczące prawa ministra sprawiedliwości do przetwarzania danych osobowych z sądowych systemów teleinformatycznych w ramach nadzoru nad sądami. Uznał, że minister ma prawo administrować systemami teleinformatycznymi, ale bez dostępu do danych wrażliwych.

– Nie oznacza to, że bez tego przepisu minister nie będzie miał dostępu do danych. Może je przetwarzać na zasadach ogólnych – uspokajał sędzia Biernat.

Jak administrator

Tylko jeden z czterech zakwestionowanych przez prezydenta przepisów Trybunał uznał za zgodny z ustawą zasadniczą. Chodzi o dostęp ministra do przetwarzania danych z sądowych centralnych systemów teleinformatycznych, a więc dane stron postępowania i innych osób występujących przed sądami.

– Minister pełni funkcję administratora systemów, ale już nie administratora danych z systemów – zauważał TK, pozostawiając ministrowi kompetencje do przetwarzania niektórych danych.

– Niektóre dane stron, pełnomocników i innych osób uczestniczących w postępowaniach są konieczne do tworzenia i funkcjonowania centralnych systemów teleinformatycznych – uznał TK. Zastrzegł jednak, że ingerencję kwestionowanego przepisu w autonomię informacyjną (element prawa do prywatności) usprawiedliwiają potrzeby informatyzacji sądownictwa. Tylko jednak na tyle, na ile jest konieczna. Oznacza to, że art. 175a § 2 prawa o ustroju sądów powszechnych w kwestionowanym zakresie spełnia przesłanki ograniczenia prawa do prywatności. Spełnia też przesłankę niezbędności pozyskiwania informacji o obywatelach określoną w konstytucji.

Połowiczne zwycięstwo

– Zakwestionowane przepisy nie są nierozerwalnie związane z całą ustawą – uznał TK. A to oznacza, że nowela w pozostałej części po podpisaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę wejdzie w życie. Wraz z nią kilka przepisów, które kwestionowali sędziowie, np. odebranie prawa do kilometrówek, czyli ryczałtu za dojazdy, do orzekania w sądach położonych w innym mieście niż sędzia mieszka czy wprowadzenie kary finansowej do katalogu kar dyscyplinarnych dla sędziów łamiących prawo i etykę.

Co na to sędziowie? Cieszą się z wygranej.

– Dzięki wyrokowi TK nie spadliśmy na ostatnie miejsce w Europie, jeśli chodzi o przestrzeganie praw obywatelskich – mówi sędzia Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Dostrzega jednak kolejne zagrożenia. Uznanie przez Trybunał za zgodne z konstytucją administrowanie przez ministra systemami teleinformatycznymi może spowodować, że zacznie naciskać, aby jak najwięcej informacji i danych znalazło się w systemie informatycznym.

Sędzia Irena Kamińska, prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis, nie kryje zadowolenia z orzeczenia.

– To jedynie słuszny wyrok, jaki mógł zapaść – uważa. I ma nadzieję, że jest to nauczka dla ministra sprawiedliwości jako władzy wykonawczej, by przestrzegał reguł demokracji.

– Władza wykonawcza u nas ma skłonność do stałego ograniczania władzy sądowniczej – uważa sędzia Kamińska.

Siła sprzeciwu

W marcu 2015 r., kiedy ustawa trafiła do podpisu prezydenta Bronisława Komorowskiego, obydwa stowarzyszenia apelowały, by prezydent jej nie podpisywał.

Podobnie zachowała się Krajowa Rada Sądownictwa. W uzasadnieniu swej negatywnej opinii 0 projekcie skupiła się na kwestiach związanych z zapisanym w ustawie prawem ministra do wglądu w akta sądowe. Jak wskazano, zmieniony w noweli dział ustawy dotyczy zakresu praw i wolności obywatelskich unormowanych w konstytucji, obejmujących ochronę danych osobowych zawartych w aktach spraw sądowych. Przepis o prawie ministra do przetwarzania danych z akt sądowych „nasuwa istotne wątpliwości konstytucyjne" – uznała KRS.

Sędziowie przekonali prezydenta i ten w trybie kontroli prewencyjnej skierował ustawę do TK.

sygnatura akt: Kp 10/15

Niechciana ustawa wejdzie w życie

Nowela załatwia kilka spraw:

- łączny czas delegowania sędziego do pełnienia czynności administracyjnych w resorcie sprawiedliwości nie będzie mógł przekroczyć dziesięciu lat. Potem sędzia wróci do orzekania;

- wiceministrowie będą mogli wykonywać uprawnienia ministra sprawiedliwości dotyczące indywidualnych spraw sędziów, z wyjątkiem przenoszenia sędziów na inne miejsca służbowe;

- sędziowie rejonowi stracą pieniądze na dojazdy z miejsca zamieszkania do siedziby sądu. Zwrot taki ma nadal przysługiwać sędziom sądów okręgowych i apelacyjnych; dostaną nie 60, lecz 30 gr za kilometr;

- minister sprawiedliwości dostanie prawo przedstawiania Sądowi Najwyższemu wniosków o rozstrzygnięcie rozbieżności w orzecznictwie sądów – zarówno powszechnych, wojskowych, jak i Sądu Najwyższego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA