fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Coraz mniej wyroków ostaje się po odwołaniu

Pogorszenie stabilności wyroków najbardziej widać w sprawach karnych i wykroczeniowych w sądach apelacyjnych. Tam stabilność spadła z 57,6 w 2016 r. do do 55,4 proc. w 2017 r. (I kwartał)
Rzeczpospolita
Częste zmiany procedur i zbyt dużo spraw przypadających na jednego sędziego powodują błędy, a ich konsekwencją jest powtarzanie procesów.

Najnowsze statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości nie napawają optymizmem. Sprawa cywilna trwa dziś w sądzie o cztery miesiące dłużej niż w 2016 r., a proces gospodarczy trzy miesiące dłużej. To niejedyne niepokojące informacje. Spada też stabilność załatwiania spraw. A to oznacza, że coraz więcej wyroków jest uchylanych do ponownego rozpoznania. Dzieje się tak z przeróżnych powodów: błędów, niewłaściwego zastosowania przepisów czy ukrytej choroby psychicznej podsądnego. W 2016 r. stabilność w sądach (ogółem) wynosiła 63,8 proc., a w 2017 r. już 63,1 proc. Pogorszenie najbardziej widać w sprawach karnych i wykroczeniowych w sądach apelacyjnych. Tam stabilność spadła z 57,6 do do 55, 4 proc. Kto jest winien? Minister sprawiedliwości uważa, że sądy, bo pracują źle. W praktyce wygląda to jednak inaczej.

Trudno się połapać

Sędziowie twierdzą, że stabilności orzecznictwa nie służą częste zmiany procedur, i to zarówno cywilnych, jak i karnych.

– Są sprawy, w których występują nawet trzy stany prawne. I sędziowie muszą się z tym zmierzyć. To powoduje wątpliwości, który z nich zastosować, a te mogą powodować błędy. Więcej jest więc spraw odwoławczych – potwierdza sędzia Waldemar Żurek z Sądu Okręgowego w Krakowie.

Sędzia Dorota Zabłudowska z Sądu Rejonowego w Gdańsku gorszych wyników stabilności także upatruje w zbyt częstych zmianach procedur.

– Zamieszanie z procesem kontradyktoryjnym, najpierw jego wprowadzenie, a potem szybki odwrót, nie sprzyjają stabilności – tłumaczy.

Sędzia nie wiedział

To nie wszystko. Są sprawy, na których sędziowie wpływu nie mają.

– Miałam dwie sprawy, w których uchylono mi wyrok, i to nie ze względu na błędy, jakie popełniałam. W trakcie postępowania odwoławczego okazało się bowiem, że oskarżony jest chory psychicznie – opowiada sędzia ze Szczecina. W drugiej sprawie, niemal identycznej, podsądny był chory psychicznie i zawarł ugodę z prokuratorem. Sąd ją zaakceptował, a potem wyszła na jaw choroba – mówi.

Bywają złośliwe

– Nikt nie lubi, gdy mu się uchyla wyroki. To w pewnym sensie ocena pracy sędziego. Dlatego nieuzasadnione uchylenia dokuczają jeszcze bardziej – przyznają sędziowie. I podkreślają, że sędziowie pierwszej instancji są poddawani nieustannej kontroli. Odwoławczej dużo rzadziej, a przecież mylić może się każdy. Twierdzą też, że zbyt rzadko w ramach kontroli wyroki są poprawiane czy uzupełniany jest materiał dowodowy.

Jedna z pomyłek dotyczyć może niesłusznego skazania. Ze statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że gwałtownie rosną również kwoty za niesłuszne skazania. W 2014 r. wyniosła ona 697 tys. zł, a w 2016 r. już prawie 4 mln zł. Łącznie za bezpodstawnie odebraną wolność w ciągu ostatnich ośmiu lat zapłacono o 300 proc. więcej.

Z drugiej strony liczba osób, którym sądy przyznają tego rodzaju odszkodowania, maleje. W 2015 r. wypłacono zadośćuczynienia 145 poszkodowanym, a w pierwszym półroczu tego roku tylko 55.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: a.lukaszewicz@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA