fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

PiS się spieszy bo ma wiele do stracenia - sprawę Sądu Najwyższego komentuje Agata Łukaszewicz

Agata Łukaszewicz
Fotorzepa/Ryszard Waniek
Projekt ustawy o Sądzie Najwyższym był gotowy od dawna. Dlaczego do Sejmu trafił właśnie teraz, wie tylko PiS. Powód może być jeden: zdecydowała polityka.

Przy okazji sejmowych prac nad ustawą o SN zmian doczekała się też Krajowa Rada Sądownictwa. A to dzięki prezydentowi. Od kilku dni na jego biurku leżą gotowe do podpisu dwie nowele ustaw: o KRS oraz prawa o ustroju sądów powszechnych. Prezydent postawił ultimatum: zanim złoży podpis, jedną z nich chce zmienić. Nie chce bowiem słyszeć, że Rada jest upolityczniona. Proponuje więc zmianę w wyłanianiu kandydatów na sędziów-członków KRS. Będzie się to działo kwalifikowaną większością głosów (3/5) a nie jak zapisano 2/3.

Sędziowie nie kryją jednak rozczarowania. Nie znikają zagrożenia związane z wejściem w życie ustawy o KRS bo nawet jeśli do wyboru sędziów będzie potrzebne większe poparcie posłów, nadal wybór ten będzie dokonywany przez parlament. Tymczasem, przypominają sędziowie, konstytucja stanowi, że parlament może obsadzić tylko sześć miejsc w KRS, przeznaczonych dla posłów i senatorów. Twierdzą też, że przyszła KRS ma być niezgodnie z konstytucją podzielona na dwa zgromadzenia, a jedno z nich - składające się w większości z polityków nadal będzie mogło blokować starania o ochronę niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Poprawkę prezydenta, by można ją było szybciej procedować, włączono do drugiego czytania ustawy o SN. Do tej ostatniej zgłoszono ponad tysiąc poprawek. Czas ma tu duże znaczenie. Prezydent wyraźnie powiedział, że nie podpisze ustawy o SN dopóki jego projekt zmian w KRS nie będzie uchwalony. PiS z kolei zależy na tej pierwszej ustawie. Musi się więc spieszyć z prezydencką nowelą. Procedowanie w takich warunkach nie ma jednak nic wspólnego z publiczną debatą czy dyskusją. Nic dziwnego, że z Sejmu wychodzą tzw. legislacyjne potworki. Wprawdzie jest jeszcze Senat, który może sytuację uratować, na to jednak liczy niewielu.

Wielu zaś zastanawia się skąd tak szybkie tempo prac. Projekt ustawy o SN był gotowy od dawna. Emocje jakie wywołałby dwa czy trzy miesiące temu nie byłyby ani mniejsze ani większe niż teraz. Dlaczego więc czekano do wakacji? Pewnie zdecydowała polityka. Jeśli to prawda, strach pomyśleć o kolejnych ruchach PiS. W zanadrzu ma jeszcze ograniczenie kognicji sądów i dalsze usprawnianie procedur. Oby zmiany te nie prowadziły do jeszcze większego chaosu. Bo ocena sądownictwa będzie jeszcze gorsza a to może oznaczać, że rządzący będą się domagać kolejnych reform.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA