Sędziowie i sądy

Sąd to nie folwark prezesa - sędzia Dariusz Mazur o konflikcie w Sądzie Okręgowym w Krakowie

Fotorzepa
Brakuje spokoju, poczucia stabilności i zaufania do kierownictwa sądu - Dariusz Mazur, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, o przyczynach konfliktu między prezesem tego Sądu a sędziami

Rz: Po zmianie prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie spora część jego sędziów postanowiła dać wyraz niezadowoleniu z rządów nowej pani prezes. Właśnie opublikowali oświadczenie, w którym wzywają ją do zwołania zgromadzenia po raz drugi odwołanego i zapewniają, że nie będą milczeć. Podjęli oświadczenie na sądowym korytarzu. Był pan aktywnym uczestnikiem tego zebrania. Jak się dziś orzeka w SO w Krakowie?

Dariusz Mazur, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie: Brakuje spokoju, poczucia stabilności i zaufania do kierownictwa sądu.

Czym ten brak spokoju i stabilności się objawia?

Pani prezes odwołała np. pięciu przewodniczących wydziałów. Na ich miejsce do tej pory, poza jednym, nie wyznaczyła następców. A to oznacza destabilizację pracy wydziałów, a w konsekwencji całego sądu. Niektórym odwołanym proponowała wcześniej, aby sami zrezygnowali ze stanowisk, strasząc ich postępowaniami dyscyplinarnymi. Tego nie da się pogodzić z zasadą niezależności sądów.

Dali się zastraszyć, zrezygnowali?

Nie. Zostali odwołani przez panią prezes powołaną przez ministra sprawiedliwości na podstawie przepisów przejściowych dających mu władzę absolutną nad prezesami sądów. Bez konsultacji z organami samorządu i bez podania jakichkolwiek przyczyn mógł odwoływać prezesów i wiceprezesów sądów, a oni z kolei przewodniczących wydziałów.

Może źle pracowali?

Nie. Jedyną przyczyną oficjalnie wskazaną w pismach pani prezes o ich odwołaniu był fakt, że wcześniej ustąpili ze składu kolegium SO w Krakowie.

To było ustąpienie na znak protestu?

Raczej odpowiedź na to, że na posiedzeniach kolegium prezes wprowadzała ich w błąd co do istotnych okoliczności, a w komunikatach medialnych podawała nieprawdziwe informacje. Tak było np. z odwołaniem sędziego Waldemara Żurka. Ten wniosek w ogóle nie został poddany pod głosowanie, a oficjalny komunikat głosił, że kolegium jednomyślnie wyraziło zgodę na odwołanie go z funkcji rzecznika prasowego sądu.

Ze stanowiska sędziów ogłoszonego 16 maja wynika, że ocena działań pani prezes jest bardzo krytyczna.

Tak, bo to, o czym wspomniałem, nie jest jedynym zarzutem. Prezes uzurpuje sobie prawo decydowania, jakie uchwały ma podjąć zgromadzenie sędziów, a kiedy już zostają podjęte, nie publikuje tych niewygodnych dla władzy wykonawczej na stronie internetowej sądu. Członkom kolegium odbiera głos na posiedzeniach kolegium, nie poddaje ich wniosków pod głosowanie, a kiedy chcieli się spotkać z sędziami, wyznaczona do tego sala została zaplombowana.

To już wszystkie grzechy pani prezes?

Niestety, nie. Wydała też zarządzenie, że jeżeli ktoś chce się szkolić, musi wziąć urlop. A obowiązek szkolenia mamy zapisany w ustawie. Ma też „autorski" pomysł na kontakt z mediami.

Nie wolno z nami rozmawiać?

Aż tak źle nie jest. Jeżeli jednak chcemy rozmawiać z dziennikarzami w sądzie, musimy mieć zgodę pani prezes, a sąd to przecież miejsce publiczne, nie jej prywatny folwark. Nie wolno też fotografować części korytarza z gabinetami kierownictwa sądu. Tymczasem sędziowie są osobami publicznymi, które nie podlegają żadnej szczególnej ochronie. Wręcz przeciwnie, w kontaktach z mediami powinni mieć „grubszą skórę" niż przeciętni obywatele.

Z czego wynika ta nowa polityka?

W moim przekonaniu z rozwiązań systemowych, które prowadzą do nasilenia konfliktów. W poprzednim stanie prawnym na wybór prezesa sądu miały wpływ organy samorządu. Minister przedstawiał kandydatów, jeżeli jednak sprzeciwiło się im właściwe zgromadzenie sędziów oraz Krajowa Rada Sądownictwa, musiał wskazać nowych. Dzięki temu prezesami zostawały osoby cieszące się autorytetem sędziów. Teraz prezesi są wybierani na podstawie arbitralnej decyzji ministra. Można więc powiedzieć, że siła autorytetu wcześniejszych prezesów jest zastępowana autorytetem siły ministra stojącego za nowymi prezesami. To nie jest sposób na harmonijną współpracę MS z organami samorządu sędziowskiego, podobnie jak na zachowanie niezależności sądów w zgodzie ze standardami wynikającymi z umów międzynarodowych.

To ostatnie spotkanie sędziów na korytarzu było wyrazem buntu wobec tego wszystkiego?

W pewnym sensie, ale głównie chodziło o dwukrotne odwołania zgromadzenia z 17 kwietnia i 16 maja. Oba w przeddzień wyznaczonych terminów, a podane przyczyny nie były przekonujące.

Może prezes miała powód?

Nie. Jako pierwszy podała obowiązki służbowe. Tyle że udział w zgromadzeniu to także obowiązek służbowy prezesa, i to najwyższego rzędu. Drugi powód dotyczył zarządzenia prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie, że zebrania sądów mają wybrać przedstawicieli do Zgromadzenia SA w Krakowie do końca czerwca 2018 r. Pani prezes stwierdziła, że sprawy te można załatwić na jednym zgromadzeniu. Tyle że są to rzeczy od siebie niezależne, więc nie było podstaw do odwołania zgromadzenia, bo możliwe było odbycie dwóch, jedno po drugim.

Może chodziło o decyzje, jakie mają zapaść na zgromadzeniu?

Jeżeli podejmuje się kontrowersyjne decyzje, to trzeba umieć wziąć za nie odpowiedzialność, tym bardziej, że spotkanie z sędziami daje możliwość przekonania ich do swoich racji. Co więcej, mieliśmy zaplanowany wybór zastępców rzeczników dyscyplinarnych. Musimy to zrobić do 4 lipca, inaczej stracimy szansę wyboru na rzecz głównego rzecznika dyscyplinarnego sędziów, co może pogłębić uzależnienie sądownictwa od władzy politycznej.

I na odwołanym zgromadzeniu nie miało być krytyki prezes?

Tego nie powiedziałem. Wydaje nam się, że ona nie daje gwarancji apolityczności. Jej poczynania są traktowane jako próba zastraszenia i podporządkowania sobie sędziów.

Dlaczego akurat sędziowie w Krakowie się postawili?

To efekt polityki prezes. Jest chyba najaktywniejsza w Polsce, niestety w negatywnym znaczeniu.

Nie poddacie się?

Nie mamy wyboru. Gdybyśmy dopuścili do nacisków politycznych, przestalibyśmy być sędziami, a stali się urzędnikami państwowymi, którzy wykonują wolę władzy wykonawczej. Są granice, których przekraczać nam nie wolno. W przeciwnym razie obywatele nie mogą liczyć na prawo do rzetelnego procesu, a Polska nie będzie oceniana jako państwo praworządne. ©?

—rozmawiała Agata Łukaszewicz

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL