Sędziowie i sądy

Waldemar Żurek o wyborach do KRS: dziękuję, nie kandyduję…

Fotolia.com
Wybory do nowej Krajowej Rady Sądownictwa.

Kolejny raz pytany przez media, czy nie zmieniłem zdania i dlaczego uważam, że sędziowie nie powinni kandydować do „nowej" Krajowej Rady Sądownictwa, odpowiadam stanowczo: nie powinni kandydować do organu, który powstaje wskutek rażącego łamania konstytucji.

Na uwagi, że przecież są kandydatury i właściwie nic nadzwyczajnego się nie dzieje, odpowiadam: w każdej grupie zawodowej znajdziemy takich, którzy dla stanowiska, czasem dodatków, domniemanego splendoru czy wręcz podlizania się, a może świętego spokoju, gotowi są zrobić różne rzeczy. Mnie osobiście cieszy, że środowisko sędziów w przytłaczającej większości zachowuje się bardzo przyzwoicie.

Krótka ławka

Próbowałem policzyć, jak wielu odstaje, i okazuje się, że ławka jest bardzo krótka. Ministerialni prezesi, nazywani już „prezesami dublerami", ukradkiem zbierają głosy poparcia, ale idzie im opornie. W ministerstwie większość ponad 160-osobowej grupy pracującej dla ministra nie jest zainteresowana łamaniem trójpodziału władzy. Na prawie 11-tys. grupę indywidualistów grono aktywnych „wspieraczy" władzy politycznej liczy nie więcej niż 200 osób. Sądy jeden po drugim wydają mocne uchwały, plakatują na znak protestu i solidaryzują się z prezesami, którym zerwano kadencje.

Nadal część wspierających rząd komentatorów próbuje urabiać opinię publiczną pokazywaniem sędziego Żurka, który „straszy" sędziów i jest w tym raczej osamotniony. Kolejne propagandowe zabiegi trafiają w próżnię. Część atakujących zapomina o uchwale KRS, która jednoznacznie wskazuje, że sędziowie nie powinni kandydować do takiego organu. Uchwale przyjętej zdecydowaną większością głosów.

Spójrzmy więc na argumenty prawne. W świetle konstytucji kadencja wybranych członków Rady trwa cztery lata. I żadne zaklinanie rzeczywistości nie pomoże. Konstytucja jasno mówi też, że Sejm wybiera tylko czterech członków KRS.

Nie pomogą interpretacje TK, który, jak wskazują prawnicy, utracił już zdolność kontroli konstytucyjności. Na nic zdadzą się zawiłe i pokrętne tłumaczenia kilku „ekspertów", z panią profesor nazywaną nie wiadomo dlaczego konstytucjonalistką, z tzw. byłym sędzią, którego doświadczenia nie chcę przypominać, i młodym profesorem uczelni z bliskiej mi wschodniej Polski, mającym osobiste urazy do KRS, bo przegrał konkurs na stanowisko sędziego z lepszymi. Po drugiej stronie są setki znamienitych profesorów prawników, samorządy zawodowe wszystkich praktycznie zawodów prawniczych, stowarzyszenia sędziów i dziesiątki organizacji pozarządowych od lat zajmujących się praworządnością i wymiarem sprawiedliwości. Są wreszcie gremia zagranicznych prawników, w tym wezwana na żądanie rządu Komisja Wenecka, z prawnikami z Europy i USA, dla wielu elita prawniczego świata. Jest zaniepokojony Departament Stanu USA, nie wspominając o Unii.

Wyobraźmy sobie, że ustawodawca zwykły po roku nagle stwierdzi, że „nasi nowi sędziowie w KRS" nie spełniają oczekiwań i trzeba od nowa przeprowadzić „reorganizację", a po drodze wygasić kadencję nowych członków. I tak bez końca. Sędziowie kandydujący stają się zakładnikami polityków. Gdy akurat rządząca większość poczuje, że nie może wpłynąć bezprawnie na członków Rady, będzie bezkarnie łamać konstytucję, powołując się na zaistniały już precedens. To oni mówią już w mediach: nasi sędziowie i wasi, opozycyjni sędziowie. Sędzia dostaje plakietkę. Nie ma już być sędzią Rzeczypospolitej, ale naszym lub waszym. A i tak wybierze Stanisław Piotrowicz. Widzieliśmy, jak było z kandydatami do TK, i teraz będzie tak samo.

O życiorysach kandydatów, ich ciemnych stronach dowiemy się wiele miesięcy po wyborze, bo teraz wezmą jedynie udział w teatrzyku szybkiej wymiany kadry, koniecznej do przejęcia i zdławienia niezależnego jeszcze organu. Czy naprawdę są tak naiwni, że tego nie widzą, czy może tak cyniczni, że jest im to obojętne?

Nie bronimy stołków

Pojawiają się też głosy, że Rada broni swoich kadencji. Przypominam, że moja kadencja, podobnie jak zdecydowanej większości sędziów członków KRS, kończy się w marcu tego roku. Nie wolno niszczyć organu konstytucyjnego, na dodatek zwykłą ustawą. To delikt konstytucyjny, za który grozić musi odpowiedzialność zdecydowanie wyższa niż za choćby złamanie kodeksu karnego.

Do tej pory powszechne jest przekonanie, że w Polsce Trybunał Stanu jest właściwie martwym organem, więc można łamać, co się chce i ile się chce. Bo jest niepisana umowa polityków: wy nas nie skażecie, to i my nie skażemy was. Rubikon został jednak przekroczony, skala naruszeń jest dramatyczna. A do walki o praworządność włączyły się rzesze polskich prawników, którzy nie tylko nie zapomną, ale, jestem przekonany, doprowadzą do skazania winnych. Słowa zapominanej czasem przysięgi sędziowskiej: stać na straży prawa, zna już dziś cała Polska. Jedni stanęli w obronie państwa prawa, bo chcieli, inni, m.in. sędziowie, bo muszą. Nie zapomnimy choćby dlatego, że bezkarność nieosądzana powraca ze zdwojoną siłą.

Apele do sędziów są konieczne, tak jak konieczne jest przypominanie, że KRS w wolnej Polsce usuwała z zawodu czy odbierała stany spoczynku tym, którzy sprzeniewierzyli się przysiędze sędziowskiej. A ministrowi Piebiakowi, który mówi publicznie o groźbach bezprawnych, polecam doczytanie orzecznictwa. Może odróżni groźbę od przestrogi przed odpowiedzialnością prawną rozstrzyganą przez niezawisły sąd. Historia już ocenia i ona w przeciwieństwie do buńczucznych wypowiedzi jest obiektywna.

Autor jest sędzią Sądu Okręgowego w Krakowie, jest też rzecznikiem Krajowej Rady Sądownictwa

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL