fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Sędziowie pod presją rubryk

Adobe Stock
Władza wykonawcza wywołała pożar, teraz go gasi konewką.

Była jesień 2013 r., kiedy w aktach osobowych koleżanki sędzi, która przed 1989 r. była orzecznikiem w Państwowym Arbitrażu Gospodarczym, znalazłam „Arkusz przeglądu kadrowego urzędnika mianowanego" z 1989 r.

Właśnie mijał czwarty rok, jak urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości podejmowali kolejne próby wdrożenia ocen okresowych sędziów. Były flagowym pomysłem reformatorów z 2010 r., elementem menedżerskiego zarządzania sądami. A wszystko pod hasłem unowocześniania sądów i poprawy jakości ich usług.

W uzasadnieniu do projektu zmiany ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych napisano, że system ocen okresowych posłuży określaniu standardów należytego wypełniania przez sędziów powinności, do inspirowania i zachęcania ich do doskonalenia zawodowego. Miał spełniać też korygującą funkcję oceniania, być podstawą analizy potrzeb szkoleniowych oraz efektów szkoleń.

Okresowe oceny pracy miały też służyć ocenie kandydatury sędziego przy ubieganiu się o awans i powierzaniu mu funkcji.

Sędziowie sami widzieli potrzebę stworzenia instrumentów obiektywnej, transparentnej oceny, choćby na potrzeby procedur awansowych. Zażarty spór z ministerstwem toczył się o to, jak to robić i czy oceny okresowe, na wzór pracowników korporacji czy urzędników, to dobry pomysł. Na nic jednak zdały się rzeczowe argumenty sędziów, stowarzyszeń, organizacji pozarządowych, Sądu Najwyższego, KRS. Pierwsze czytanie ustawy rozpoczęło się od słów posła Jerzego Kozdronia: „Państwo musi mieć nad wami kontrolę". Sztandarowy pomysł ówczesnych reformatorów musiał zatem wejść w życie.

Ustawę uchwalono 18 września 2011 r., a obowiązywać zaczęła 28 marca 2012 r. Sam autor nie miał odwagi wdrożyć przeforsowanego pomysłu i w 2013 r. MS rozpoczęło na nowo prace nad kryteriami i sposobem dokonywania ocen. Miały przybrać postać... arkusza oraz arkusza planu rozwoju zawodowego sędziego. Znowu dopiero po kilku miesiącach ministrowi udało się wydać rozporządzenie wprowadzające proste wzory jednego i drugiego arkusza. Oceny okresowe sędziów w demokratycznym, nowoczesnym państwie 2013 r. miały wyglądać dokładnie tak jak „Arkusz przeglądu kadrowego urzędnika mianowanego" z 1988 r. Nic nowego nie udało się wymyślić. Wpisawszy w rubryce oceny postawy społeczno-politycznej i etyczno-moralnej zamiast „akceptuje zasady ustrojowe PRL", „akceptuje nadzór ministra sprawiedliwości", arkusz można by włożyć do akt osobowych dzisiejszego sędziego. A kto wie, może nawet nie trzeba by poprawiać tej rubryki?

Czy to przypadek z tym arkuszem rodem z PRL? Niestety nie. Mimo przemian z 1989 r., nowej konstytucji sądy nie stały się władzą niezależną i odrębną od innych władz. Postulaty Okrągłego Stołu stworzenia sądownictwa na nowo nie zostały spełnione, a każda z rządzących po 2000 r. opcji politycznych poddawała sądy i sędziów coraz bardziej nadzorowi i kontroli władzy wykonawczej. Po 1989 r. sędzia pozostał urzędnikiem w sądzie. Jego droga zawodowa to wciąż urzędnicza kariera. Dzisiejszy model ustroju sądów powszechnych oparty jest na założeniach rozporządzenia prezydenta RP z 1928 r. System tworzy z sędziów urzędników, których głównym zadaniem jest: opanowywanie wpływu, zmniejszanie zaległości, terminowe pisanie uzasadnień. Sprawozdania statystyczne zawierają coraz więcej rubryk, coraz więcej wskaźników. Wyłącznie nimi zajmują się prezesi, bo tylko tego wymaga minister sprawiedliwości.

Nie ma nigdzie rubryki: sprawiedliwość. Bo i jak to wpisać do rubryki? Dobry sędzia to ten, co dużo załatwia. A jak dużo załatwiać? Sprawę zwrócić, może komuś szybko przekazać, odrzucić pozew, wniosek, nie zwolnić od opłaty. System ocen premiuje takie właśnie postawy.

Czy można się oprzeć pokusie lżejszej pracy i lepiej ocenianej? Można, tylko ile osób będzie się opierać?

Zanim oceny weszły w życie, pisaliśmy, że taki sposób oceniania godzi w autorytet wymiaru sprawiedliwości i nie przyniesie żadnego z zapowiadanych efektów. Skutki okazały się jeszcze gorsze, kto wie, czy nie nieodwracalne. Na jednym ze szkoleń o nowoczesnym zarządzaniu sądami chyba w 2015 r. prowadząca mówiła, że oceny pracownicze są znakomitym narzędziem zarządzania, ale... to, co wprowadzono w sądach, jest sprzeczne z zasadami owego nowoczesnego zarządzania. Oceny okresowe sędziów zostały bowiem oparte na tzw. wewnętrznej konkurencji, która zawsze prowadzi do rozkładu organizacji, w której je wdrożono. I taki mamy efekt w sądach. Sędzia nie musi być dobry obiektywnie, wystarczy, że inni będą gorsi. Gorsi w czym? W liczbach. Na efekty długo nie trzeba było czekać. W sądach, choć są rzecz jasna wyjątki, sędziowie nie wspierają się, nie prowadzą dyskusji, nie ma narad nad rozwiązywaniem jakichś zagadnień prawnych. Każdy gra na siebie i zerka podejrzliwie, czy nie podrzuci mu się sprawy trudnej albo starej. Problemu nie rozwiąże losowy przydział spraw, ale to osobny temat. Najpierw władza wykonawcza wywołała wielki pożar, by teraz z dumą go gasić dziurawą konewką.

Fetysz, który stworzyli sami sędziowie-urzędnicy, to tzw. stabilność orzecznictwa. Każda zmiana wyroku czy jego uchylenie traktowana jest jako błąd sędziego. Takie kryterium wywołuje postawy konformistyczne. Zastosowanie wykładni literalnej, hołdowanie zasadzie, że sędzia jest tylko ustami ustawy, daje większe szanse na sukces. W takich warunkach zarządzania sądami obywatele nie doczekają się sprawiedliwych sądów.

Autorka jest sędzią Sądu Okręgowego w Opolu, 18 grudnia została odwołana ze stanowiska wiceprezesa SO w Opolu

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA