fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Zarzut zabójstwa dla kolegi Ewy Tylman

Ewa Tylman
www.facebook.pl
Poznańska prokuratura poinformowała o postawieniu zarzutu zabójstwa Ewy Tylman znajomemu kobiety, Adamowi Z. Ewa Tylman zaginęła 23 listopada w Poznaniu, śledczy wystąpili o areszt dla mężczyzny.

Adam Z. nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Grozi mu kara do 25 lat więzienia lub dożywocie. Strażacy i policja wznowią w piątek poszukiwania w Warcie ciała kobiety.

 

Jak poinformowała w nocy z 3 na 4 grudnia rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Magdalena Mazur-Prus, Adam Z. jest podejrzany o dokonanie zabójstwa z zamiarem ewentualnym. - Zamiar ewentualny jest wtedy, gdy osoba podejrzana przewiduje możliwość popełnienia przestępstwa i na to się godzi. Materiał dowodowy wskazuje, że w wyniku działań podejrzanego Ewa T. znalazła się w wodzie i uważamy, że Ewa T. nie żyje - podała Magdalena Mazur-Prus.

Ze względu na dobro postępowania prokuratura nie ujawnia na razie bliższych okoliczności zdarzenia, ani zakładanego przebiegu wypadków. Rzeczniczka podała, że podejrzany mężczyzna nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. - Był przesłuchiwany kilkakrotnie, za każdym razem przedstawiał inną wersję wydarzeń - podkreśliła.

 

Prokuratura wystąpiła do sądu o zastosowanie wobec mężczyzny tymczasowego aresztowania. Wniosek motywowany jest obawą, że Adam Z. będzie starał się utrudniać prowadzone postępowanie, a także grożącą mu wysoką karą.

Magdalena Mazur-Prus poinformowała, że prokuratura, podejmując decyzję o zarzucie dla Adama Z., opierała się na zgromadzonym materiale dowodowym, m.in. zeznaniach około 30 świadków, na zabezpieczonych i przeanalizowanych ponad 100 godzinach zapisów monitoringu wizyjnego, a także na informacjach dotyczących połączeń telefonicznych i internetowych. Śledczy są obecnie zdania, że Adam Z. działał sam. - Żaden z elementów poczynionych przez nas ustaleń nie wskazuje, by ktokolwiek miał mu pomagać czy towarzyszyć, ale proszę pamiętać, że postępowanie nie jest zamknięte – powiedziała rzeczniczka.

Mężczyzna został zatrzymany w nocy z wtorku na środek, po eksperymencie procesowym prowadzonym na zlecenie śledczych nad Wartą w Poznaniu.

Był ostatnią osobą, która widziała żywą 26-letnią Ewę Tylman. Razem wyszli z imprezy z jednego z poznańskich klubów. Kamera nagrała ich na ulicy Mostowej.

Podczas wizji lokalnej mężczyzna opowiadał o tym co stało się w noc zaginięcia kobiety, po ich wyjściu z klubu. Adam Z. miał powiedzieć, że kobieta zaczęła przed nim uciekać, że zbiegła na brzeg Warty, a potem wpadła do wody.

– Widziałem tylko jej dłonie. To był nieszczęśliwy wypadek – zapewniał. Prokuratorzy sprawdzali jednak, czy nie doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci kobiety lub zabójstwa.

Kontrowersyjny detektyw bez licencji Krzysztof Rutkowski, którego wynajęła rodzina Ewy poinformował na swojej stronie, że Adam Z. "może być opętanym satanistą, który wykonał rytualną egzekucję na Ewie".

Ujawnił tam zdjęcie mężczyzny w bluzie, z nadrukiem starogermańskiego kozła. – To może to świadczyć o mrocznych zainteresowaniach chłopaka.

- W Internecie pojawiły się informacje, że może być on fanatykiem satanizmu i okultyzmu, którego alkohol, narkotyki i homoseksualizm są dopełnieniem – napisał Rutkowski. Dodał, że liczby 23 i 11 (Ewa Tylman zniknęła 23 listopada- red) są liczbami okultystycznymi. Policja odpowiada, że to kompletna bzdura.

Dziś przez kilka godzin trwały dalsze poszukiwania ciała Ewy Tylman nad Wartą. Brała w nich udział kolejna ekipa poszukiwawcza, ze specjalistycznymi sonarami, podobnymi do tych używanych przez Marynarkę Wojenną.

W odwodzie byli nurkowie, na wypadek gdyby urządzenia coś wykryły na dnie rzeki. Służby zrezygnowały na razie z poszukiwań na kolejnych odcinkach Warty. Na razie poszukiwania nie dały efektów.

– Może być ciężko szybko znaleźć ciało. Pracownicy firmy, która zajmuje się dbaniem o brzegi rzeki, mówią, że w tym miejscu Warta jest szczególnie zdradliwa, a ciała, choćby samobójców rzadko znajdują się od razu. Ostatni raz miało to miejsce 25 lat temu – mówi jeden z policjantów.

Źródło: rp.pl/PAP
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA