fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Kiedy odnajdą młodą poznaniankę

Poszukiwania 26-latki przez policję koncentrują się na rzece Warcie
ROL
Zaginiona tydzień temu 26-letnia Ewa Tylman mogła wpaść do Warty i utonąć – podejrzewa policja.

Prowadzone od ubiegłego poniedziałku na szeroką skalę poszukiwania nie przyniosły jak na razie rezultatu. – Każdy kolejny dzień zmniejsza szansę na znalezienie kobiety żywej – nie ukrywa oficer z Centrum Poszukiwań Osób Zaginionych Komendy Głównej Policji.

We wtorek poszukiwania koncentrowały się na Warcie. Rzekę przeszukiwały m.in. cztery łodzie, sonar oraz dron, a jej brzegi policjanci na koniach.

Grupy poszukiwawcze sprawdzały też okoliczny teren oraz zalesienia. Na razie bezskutecznie. Nad rzeką pracowała też ekipa Krzysztofa Rutkowskiego, kontrowersyjnego detektywa bez licencji, którego wynajęła rodzina zaginionej. Jego ludzie wykorzystywali psy, ale one te też nie odnalazły żadnego śladu kobiety.

Detektyw na wieczornej konferencji zaprezentował nowe nagrania z monitoringu na których według niego widać zaginioną Ewę Tylman, z kolegą w niebieskiej kurtce, który ją odprowadzał po feralnej imprezie integracyjnej.

Rutkowski dostał je od prywatnych firm, które mają kamery w pobliżu miejsca zaginięcia kobiety. Nagrania pochodziły z kamer z drugiej strony mostu św. Rocha, niż te, które ujawniono w zeszłym tygodniu.

Film miała zarejestrować kamera, która nie pracuje non stop, ale włącza się, gdy wykryje ruch. Pierwsze z nagrań miało powstać o godzinie 3.22, a drugie o 3.30. Nagranie ujawnione w ub. tygodniu pochodziło z godz. 3.18.

Rutkowski zapewniał dziennikarzy, że specjaliści od analizy obrazu potwierdzili, że na co najmniej jednym ujęciu widać właśnie Ewę Tylman i jej kolegę, młodego mężczyznę w charakterystycznej niebieskiej kurtce.

Kontrowersyjny detektyw ogłosił dziś też, że zgłosił się do niego biznesmen z Konina, który ma oferować milion złotych za odnalezienie młodej kobiety żywej.

Sam Rutkowski już wcześniej wyznaczył nagrodę w wysokości 40 tys. zł. – To wszystko to tylko jego lans – uważa jeden z policjantów zaangażowanych w sprawę.

Jego zdaniem, wiele wskazuje na to, że zaginiona kobieta nie żyje, że wpadła do Warty i utonęła. – Ale wiadomo, że dopóki nie ma ciała, to pewności nie ma – zastrzega policjant.

Zdradza jeszcze jedną rzecz: Ewa Tylman i jej kolega z pracy nie rozstali się przy ul. Mostowej. Byli jeszcze razem nad brzegiem rzeki. Jak długo? Co tam robili?

– Cały czas pracujemy nad tą sprawą. Wierzymy, że kolejne godziny doprowadzą nas do jej wyjaśnienia – odpowiada bardzo enigmatycznie nasz rozmówca.

Początkowo kolega zaginionej Ewy Tylman, który wyszedł z nią z klubu „Mixtura" podczas przesłuchań mówił, że nic nie pamiętał z tamtego wieczora, bo był pijany.

Jednak jak ustaliła „Rzeczpospolita" podczas kolejnych przesłuchań powiedział nieco więcej na temat tamtego wieczoru. Policja na razie szczegółów nie ujawnia.

– Na pewno w sprawę zaginięcia w żaden sposób nie był zamieszany chłopak kobiety - zapewnia nasz rozmówca.

Rodzina i ekipa detektywa miała do niego zastrzeżenia, że się z nimi nie kontaktuje. Jest on funkcjonariuszem ABW i w tej sprawie współpracuje z policją.

Ewa Tylman zaginęła w nocy z 22 na 23 listopada. Wracała z kolegą z imprezy w okolicach Starego Rynku. Kamery monitoringu miejskiego ostatni raz uchwyciły ją na ulicy Mostowej. Dziesięć minut później kamery nagrały mężczyznę samego.

W ostatnią niedzielę rodzina odebrała SMS-y z żądaniem 500 tys. zł okupu. Pieniądze miały zostać wpłacone na dwa konta. To mogła być albo próba wyłudzenia pieniędzy, albo głupi żart.

- Bardzo bym się cieszył, gdyby z tym okupem to była prawda, bo pieniądze w tym przypadku to żaden problem. Ale jak wiadomo może to być ściema bo hien żerujących na ludzkiej tragedii na tym świecie nie brakuje – napisał na Facebooku Piotr, brat zaginionej.

Policja wciąż wyjaśnia wątek z żądaniem okupu za kobietę.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA