fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Dziwny ślad na szyi Dawida "Cygana" Kosteckiego

Martwego boksera znaleziono w celi, 2 sierpnia. Na łóżku, pod kocem z pętlą na szyi
materiały prasowe
Groźby otrzymał biznesmen z Rzeszowa, który zmusił Kosteckiego by w prokuraturze ujawnił swoją wiedzę o groźnym seksbiznesie.

Po śmieci Dawida Kosteckiego ostrzeżenie dostał podkarpacki biznesmen, który doprowadził do złożenia zeznań przez „Cygana" o ukraińskich sutenerach z Podkarpacia. Przez kilkanaście lat nad ich biznesem trzymano niewyjaśniony do dziś parasol ochronny. Tak jest do dziś.

– Bardzo wiarygodna osoba ostrzegła mnie, żebym uważał, bo chcą mi podłożyć bombę pod samochodem – mówi nam Marek K. (prosi o zachowanie anonimowości), znany biznesmen, z którym wielokrotnie rozmawialiśmy o „podkarpackiej ośmiornicy". – Potraktowałem to poważnie. Zamierzam zawiadomić o tym prokuraturę – zaznacza.

Kto miałby mu grozić? – Wciąż aktywny „układ podkarpacki" – przypuszcza K. To kolejna wątpliwość wokół śmierci boksera Dawida Kosteckiego.

Świadek z przymusu

To aktywność Marka K. sprawiła, że bokser w 2012 r. został przesłuchany w śledztwie dotyczącym nietykalnych przez lata ukraińskich sutenerów (braci Jewgienija i Aleksieja R., o których wielokrotnie pisaliśmy), z których agencji korzystali wpływowi ludzie. Marek K. pisał do ABW i prokuratury zawiadomienia, ujawniając sieć korupcji i powiązań, m.in. z politykami i policjantami CBŚP (te informacje po latach okazały się prawdziwe). – Spowodowałem, że Kostecki dostał wezwanie do krakowskiej prokuratury i musiał złożyć tam zeznania w charakterze świadka – mówi nam biznesmen. Faktycznie, Kostecki, co potwierdza Prokuratura Krajowa, był przesłuchiwany.

Dziś wiadomo, że bokser podał śledczym informacje dotyczące sutenerów – „dotyczyły funkcjonariuszy CBŚP i braci R., wobec których prokuratura skierowała akt oskarżenia" – przyznaje Prokuratura Krajowa, choć zastrzega, że w zeznaniach Kostecki „nigdy nie wskazał, aby znani politycy i urzędnicy państwowi korzystali z usług podkarpackich agencji towarzyskich". To Marek K. kilka lat temu, chcąc zmusić śledczych do ścigania sutenerów, na Facebooku podszył się pod boksera i (gdy ten siedział w więzieniu) opisał powiązania policjantów z CBŚ z przestępcami, w tym to, że ówczesny oficer CBŚ był opłacany przez właścicieli agencji towarzyskich.

Działał – jak nam mówił – w desperacji – oficerowie CBŚ chcieli pozyskać do agencji braci R. jego nastoletnią córkę. Gdy zawiadomienia nic nie dały, nagłośnił sprawę, podszywając się pod Kosteckiego.

Niewyjaśniony ślad

Boksera 2 sierpnia znaleziono martwego w celi Aresztu Śledczego na Białołęce w Warszawie (powieszonego na pętli z prześcieradła na łóżku, pod kocem). Śledztwo trwa.

Jak się okazuje, bokser miał na karku dwa ślady, odległe o pół centymetra, jak po ukłuciu (opisała to wczoraj „Gazeta Wyborcza"). Dostrzegł je prokurator podczas oględzin zwłok i w notatce napisał: „przypominają ślady powstałe w wyniku wkłucia igły".

Prokuratura twierdzi, że z opinii sądowo-lekarskich oględzin zwłok biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej „jednoznacznie wynika, że do zgonu doszło w wyniku ucisku pętli zawiązanej przez denata na szyi. W opinii nie stwierdzono żadnych zmian urazowych wskazujących na stoczoną walkę bądź aktywną obronę" – podaje i przyznaje, że prokurator podczas oględzin stwierdził „dwie zmiany skórne w obrębie szyi denata".

– Biegli w opinii stanowczo wykluczyli, że są to ślady powstałe na skutek ukłucia, wkłucia lub nakłucia. Są one jedynie zadawnionymi strupami niemającymi związku ze śmiercią denata – mówi Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Jednak dwa ślady podobne do ukłucia igłą pozostawia np. użycie paralizatora. Przed laty podobne ujawniono na ciele niejakiego Tadeusza M., ps. Sasza (domniemanego zabójcy byłego ministra sportu Jacka Dębskiego), który powiesił się na pętli z prześcieradła w warszawskim areszcie.

Prokuratura zaznacza, że w przeszłości Kostecki podejmował próby samobójcze (w 2015 r.), a niedawno „w związku z obniżonym nastrojem psychicznym w lipcu był konsultowany psychologicznie i psychiatrycznie". Zapewnia o rzetelności śledztwa.

Jednak rodzina boksera nie wierzy w samobójstwo, uważa, że – jak napisał na Twitterze jej pełnomocnik Roman Giertych – „nie istniały żadne obiektywne przyczyny" mogące go popchnąć do targnięcia się na życie.

Bał się przenosin

Potwierdziliśmy, że Kostecki bał się przenosin do aresztu na Białołęce. Trafił tu z Rzeszowa (gdzie odbywał karę) 18 czerwca, na polecenie sądu. Jak ujawniliśmy, bokser miał być świadkiem prokuratury w procesie o rozbój sprzed 11 lat. Posadzono go w tym samym areszcie co Tomasza G., przeciw któremu miał zeznawać.

„Z akt sprawy wynika, że świadek wnioskował o przeprowadzenie wideokonferencji" – odpowiada nam biuro prasowe Sądu Okręgowego Warszawa- -Praga. Dlaczego sad się na to nie zgodził? „Nie posiadamy informacji o przyczynach nieuwzględnienia wniosku".

Mec. Giertych złożył wniosek o ponowną sekcję zwłok, zauważając, że „prokurator z 20-letnim doświadczeniem, obecny na miejscu śmierci, uznał, że istnieją poważne przesłanki, by brać pod uwagę udział osób trzecich" – napisał na Twitterze. Jak podaje Giertych, problemy zdrowotne i zawodowe boksera zostały rozwiązane, regularnie spotykał się z żoną, utrzymywał kontakt z dziećmi. „Za rok mógł się starać o warunkowe wyjście z więzienia. Planował założenie szkoły bokserskiej" – twierdzi Giertych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA