fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Sprawa zabójstwa Iwony Cygan: Zero informacji o procesie

Iwona Cygan została zamordowana 20 lat temu
PAP/ Paweł Topolski
Sąd nałożył knebel na media. Zakazał informowania o zeznaniach podczas rozprawy ws. zabójstwa Iwony Cygan.

To sytuacja bez precedensu: Sąd Okręgowy w Rzeszowie prowadzący proces oskarżonego o zabójstwo Iwony Cygan i 14 policjantów mających zapewniać sprawcy bezkarność nałożył kaganiec mediom. Zakazał podawania tego, co na jawnych rozprawach zeznali oskarżeni i świadkowie.

Efekt? W szokującej sprawie, przez 20 lat okrytej zmową milczenia, opinia publiczna dowie się tylko o akcie oskarżenia i wyroku. Zakaz sprawia, że cały proces ma się toczyć za zamkniętymi drzwiami, czego skutki już można odczuć.

– To bezprawie, i to w wykonaniu wymiaru sprawiedliwości – twierdzą eksperci i na decyzji sądu nie zostawiają suchej nitki.

Straszak: prokurator

Proces Pawła K. oskarżonego o zabójstwo, jego ojca mającego zarzut pomocnictwa i lokalnych policjantów odpowiadających m.in. za utrudnianie śledztwa ruszył 6 czerwca.

Zakaz relacjonowania „zeznań świadków i wyjaśnień oskarżonych" sąd wydał na pierwszej rozprawie, kiedy media były skupione na słuchaniu tez aktu oskarżenia. Co się dokładnie za tym kryje?

– Należy to rozumieć ściśle, czyli że nie można przekazywać publicznie nic z treści, jakie osoby te przedstawią na rozprawie – odpowiada sędzia Tomasz Mucha, rzecznik Sądu Okręgowego w Rzeszowie na pytania „Rzeczpospolitej". Przekonuje, że sądowi chodzi o „zminimalizowanie niebezpieczeństwa wpływu zeznań i wyjaśnień osób wcześniej przesłuchanych na depozycje kolejnych przesłuchiwanych".

Co czeka reportera, który złamie zakaz? – Rozmowa z prokuratorem – słyszy jedna z przedstawicielek mediów.

Eksperci są krytyczni

Eksperci w ostrych słowach krytykują zakaz.

– Jest to ograniczanie swobody mediów oraz praw obywatelskich. Zasadą konstytucji jest prawo obywatela do jawnego rozpoznania sprawy – mówi sędzia Barbara Piwnik, była minister sprawiedliwości. I dodaje: – Powinnością dziennikarza jest służyć społeczeństwu informacją, a więc także relacją z procesu. Nie widzę podstawy prawnej do zakazywania mediom informowania o tym, co mówią świadkowie i oskarżeni na jawnych rozprawach – dodaje sędzia Piwnik.

Podobnie uważa były minister sprawiedliwości prof. Zbigniew Ćwiąkalski. – Nie wolno ujawniać informacji ze śledztwa do czasu ich przedstawienia w postępowaniu sądowym. Ale nie ma przepisu, który by zakazał podawania zeznań i wyjaśnień składanych na jawnych rozprawach – zaznacza prof. Ćwiąkalski,

Prof. Antoni Kamiński z PAN ocenia: – Taki zakaz gwałci prawa obywatelskie. Społeczeństwo ma prawo dowiedzieć się, jak funkcjonuje państwo, zwłaszcza w sprawie, która przez 20 lat pozostawała niewyjaśniona, a policja miała ją tuszować – mówi profesor. Również Szymon Ossowski z Sieci Obywatelskiej Watchdog podkreśla, że „sąd powinien publicznie pokazywać, co w państwie nie zadziałało, aby to napiętnować".

Jako podstawę prawną zakazu rzecznik sądu wskazuje art. 357 § 2 kodeksu postępowania karnego, który pozwala sądowi określić „warunki udziału przedstawicieli środków masowego przekazu w rozprawie". Tyle że eksperci twierdzą, iż jest on związany z § 1, który mówi, że „Sąd zezwala przedstawicielom środków masowego przekazu na dokonywanie za pomocą aparatury utrwaleń obrazu i dźwięku z przebiegu rozprawy".

– Sąd może wprowadzić ograniczenia dotyczące obecności mediów po to, by zapewnić niezakłócony tok procesu, a świadkom komfort zeznawania. Chodzi o kwestie techniczne – tłumaczy sędzia Piwnik.

Czują się pewnie

Skutki zakazu już dają się odczuć. O procesie w głośnej sprawie media informują skąpo, a jeśli już – podają ogólniki.

– Oskarżeni zachowują się, jakby byli na spotkaniu towarzyskim, śmieją się, puszczają do siebie oko. Sąd nie dociska ich pytaniami – mówi nam Aneta Kupiec, siostra Iwony.

Jeden z obecnych na rozprawie dziennikarzy uważa, że dotąd nie padło żadne pytanie, które zmusiłoby oskarżonych policjantów do odpowiedzi, dlaczego tak marnie szło im szukanie sprawców.

To wszystko powinny przekazywać media. – Dziennikarz ma prawo napisać, co dzieje się na sali sądowej, także kiedy np. sędzia łamie przepisy, prokurator manipuluje dowodami, a świadkowie kłamią. Albo przeciwnie – że śledztwo przeprowadzono drobiazgowo, a sąd z dbałością o przepisy wszystko wyjaśnił. To rola edukacyjna i informacyjna dla społeczeństwa – uważa sędzia Piwnik.

I dodaje, że sędzia powinien mieć świadomość, że podlega ocenie i krytyce, a społeczeństwo ma prawo wiedzieć, jak toczy się proces.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA