fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

15 osób oskarżonych o zmowę przy przetargu na obsługę polskiej prezydencji w Unii Europejskiej

Fotorzepa, Krzysztof Lokaj
O zmowę przy przetargu na obsługę polskiej prezydencji w UE prokuratura oskarża 15 osób.

Śledczy rozliczają osoby zaangażowane w ustawienie kompleksowej obsługi spotkań i konferencji podczas polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Do sądu poszedł już akt oskarżenia przeciwko 15 osobom, które – jak twierdzi prokuratura – zawiązały przestępcze porozumienie. Szczegóły poznała „Rzeczpospolita".

– Rzeczywiste koszty wykonania zamówienia wyniosły około 19 mln zł. To oznacza, że działania oskarżonych, którzy weszli w zmowę, spowodowały szkodę w mieniu Skarbu Państwa w wysokości co najmniej 14 mln zł – mówi nam prowadzący śledztwo prok. Andrzej Michalski z Wydziału Zamiejscowego ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie.

Na ławie oskarżonych zasiądą Janusz J. – główny organizator „ustawki", Monika J. (wcześniej F.) – była urzędniczka MSZ i jego życiowa partnerka, członkowie komisji przetargowej resortu i osoby z firm pozorujących konkurencję.

Mózg przestępstwa

Przetarg zorganizowało MSZ, a wygrało go w 2011 r. konsorcjum trzech firm – Easylog i IT Expert i CAM Media (ta ostatnia nie brała udziału w zmowie). Wybór budził kontrowersje, bo zwycięzca za wykonanie zlecenia zaoferował tyle, ile na ten cel przeznaczyło MSZ – 34 mln zł. Akt oskarżenia pokazuje kulisy patologicznego układu, który się za tym krył.

Mózgiem był Janusz J. powiązany z firmą Easylog, a „osobowym źródłem informacji" – Monika J., która w MSZ odpowiadała za przetargi i miała mu dostarczać informacje. W rozpracowaniu przestępczego układu CBA i prokuraturze pomogły m.in. e-maile, jakie słali do siebie oskarżeni o zmowę.

Janusz J. już półtora roku przed przetargiem utrzymywał bliskie relacje osobiste z Moniką J. Spółka, której wtedy był wiceprezesem (Netline Group), fundowała jej wyjazdy, m.in. do Stambułu, Rzymu i Izraela. By ukryć ten związek, do walki o zlecenie na obsługę prezydencji J. wystawił inną spółkę – Easylog. Założona w 2010 r. nie prowadziła działalności i nawet nie miała szyldu.

MSZ w przetargu podało jedynie zakres cenowy między 125 tys. euro a 35 mln euro. „Wartość kwoty na realizację zamówienia znana była tylko wąskiemu gronu pracowników MSZ" – twierdzą śledczy.

Do przetargu dopuszczono pięć firm. – Przedstawiły jednobrzmiące wnioski i otrzymały największą, identyczną liczbę punktów – każda 1635 – mówi prok. Michalski.

Cztery firmy, które gładko wygrały pierwszy etap, wycofały się i do drugiego etapu stanęło tylko konsorcjum. Wtedy okazało się, że MSZ daje na zlecenie 34 mln zł. „Jedyna oferta – konsorcjum Easylog – opiewała dokładnie na taką kwotę" – podaje prokuratura i jest pewna: reszta firm pozorowała konkurencję, za co dostały zlecenia, np. na podwykonawstwo.

„Ofertę składa tylko Easylog i tylko ja" – pisał Janusz J. w jednym z e-maili do wspólników.

Miesiąc przed zatwierdzeniem postępowania w MSZ i dwa dni przed powołaniem komisji i ogłoszeniem o przetargu wspólnicy pytali: „Janusz, jak my chcemy spełnić wymagania osobowe, masz to obmyślone?". Ten odpowiadał, że kluczem są referencje. Mówił, co ma w nich być, bo na bieżąco otrzymywał od urzędniczki MSZ informacje o przebiegu przetargu – twierdzą śledczy. Miał od niej odbierać płytę z „poufnymi informacjami".

Role uczestników zmowy były podzielone – jedna z osób przygotowywała dokumenty dla pozorujących konkurencję firm, inni byli „koordynatorami", kolejni dostarczali fałszywe referencje, a jeszcze inni podpisywali i składali dokumenty.

Podrobione referencje

Pozycję konsorcjum poprawiły – zdaniem śledczych – właśnie sfałszowane referencje. Janusz J. zaczął się o nie gorączkowo starać, gdy po wstępnym przeliczeniu punktacji najwyżej oceniono wniosek Międzynarodowych Targów Poznańskich, co wyznała mu Monika J.

Jedna z kluczowych referencji stwierdzała, że wspierająca konsorcjum agencja marketingowa zorganizowała wielką kampanię dla firmy telekomunikacyjnej. Wynikało z niej, że agencja (której zatrudnienie miało być atutem zwycięskiego konsorcjum) za 56 mln zł przeprowadziła cykl konferencji dotyczących wprowadzenia na rynek nowej marki. W istocie tylko magazynowała sprzęt biurowy, biorąc za to ok. 4,2 tys. zł. Referencje miały datę 2008 r., a powstały w 2011 r., gdy ich autora już nie było w zarządzie firmy telekomunikacyjnej. Takich fałszywek było więcej.

Pięć firm, formalnie ze sobą konkurujących, przedstawiło jednobrzmiące wnioski; większość nie miała doświadczenia w takich projektach, a jedna – Easylog – nie prowadziła dotąd żadnej działalności. Wszystkie miały te same referencje i otrzymały tyle samo punktów. Te „nietypowe okoliczności" nie wzbudziły podejrzeń komisji przetargowej.

Dbała o to Monika J., a wątpliwości młodego urzędnika MSZ „totalnie zignorowano".

Zyski z przestępstwa trafiły do J. i osób z nim związanych. „Jest kasa z prezydencji, już obdzieliłem" – informował J. w e-mailu.

Oskarżeni (nie przyznali się do zarzutów) odpowiedzą za udział w zmowie przetargowej, a niektórzy także m.in. za sfałszowanie referencji i posłużenia się nimi. Członkowie komisji – za niedopełnienie obowiązków.

Tzw. Infoaferę rozpracowało Centralne Biuro Antykorupcyjne wraz z Wydziałem Zamiejscowym ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie.

Janusz J. do aresztu trafił w 2011 r. razem z Andrzejem M. – szefem CPI MSWiA (już skazanym za korupcję).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA