fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Salmonella znowu atakuje

Salmonellozę jelitową powodują pałeczki Salmonella enteritidis
AdobeStock
W 2016 r. w Polsce odnotowano nagły i wysoki, bo aż 90-proc. wzrost zgłoszeń zgonów z powodu salmonellozy. Jak wynika z danych Państwowej Inspekcji Sanitarnej, w tym roku zabiła już ona 13 osób.

W ubiegłym roku w Polsce, według danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny odnotowano 10 016 przypadków salmonellozy, aż o 15,8 proc. więcej niż rok wcześniej. Liczba przypadków salmonellozy rosła już od 2014 r., w ubiegłym roku po raz pierwszy od 2007 r. przekroczyła wstydliwą barierę 10 tys. rocznie.

W tym roku liczba zachorowań mimo wysokiej bazy odniesienia nadal się zwiększa, licząc rok do roku, bo do końca października br. odnotowano 8644 przypadki, o 168 więcej niż w tym samym okresie ub.r.

Powrót lata mógł pogorszyć statystyki

Od drugiej połowy sierpnia, kiedy padł tegoroczny rekord, bo zanotowano aż 905 nowych przypadków (najwięcej od 2007 r.), liczba zachorowań w kolejnych trzech meldunkach epidemiologicznych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny malała (także licząc rok do roku). Na rozwój gram-ujemnych pałeczek bakterii z rodzaju Salmonella korzystnie wpływa duża wilgotność i względnie wysoka temperatura powietrza. Chłodny koniec tegorocznego lata spowodował, że dynamika zachorowań zaczęła spadać.

Na przełomie pierwszej i drugiej dekady października mieliśmy niespodziewany powrót lata, gdy przez dwa tygodnie temperatura w ciągu dnia w niemal całej Polsce przekraczała nawet 20 stopni Celsjusza. To spowodowało wzrost liczby zachorowań w drugiej połowie października do 491, tym samym odwrócenie trendu, i spowolniło dynamikę spadków widoczną w ostatnich meldunkach.

Jest to o tyle ważne, że z analiz danych Państwowego Zakładu Higieny wynika, że szczyt zachorowań na salmonellozę w Polsce historycznie przypada na trzy miesiące przełomu lata i jesieni: sierpień, wrzesień i październik. W listopadzie i grudniu, ze względu na spadek temperatury, ich liczba zazwyczaj maleje.

W tej dekadzie w ostatnich dwóch miesiącach odnotowywano łącznie 11,9–15,6 proc. przypadków, dlatego końcówka roku nie ma większego wpływu na wyniki wypracowane do końca letniego szczytu. Listopad i grudzień zapowiadają się na wyjątkowo ciepłe, a to uprawdopodabnia tezę, że w tym roku liczba zachorowań może być co najmniej na tym samym poziomie co rok temu.

Gwałtowny wzrost śmiertelności

Na razie, licząc od 2013 r., kiedy nastąpiła zmiana trendu, liczba zachorowań jest wyższa o 35 proc. Zaalarmowało to Instytut Ochrony Praw Konsumentów, który interweniował w ministerstwach zdrowia oraz rolnictwa i rozwoju wsi.

– Liczba zachorowań rośnie z roku na rok, przez co salmonelloza stanowi coraz większe zagrożenie dla bezpieczeństwa obrotu żywnością, a tym samym zdrowia Polaków. Fakt zdaje się być bagatelizowany przez urzędników, zwłaszcza z Ministerstwa Rolnictwa. Niesłusznie, bo salmonelloza może być bardzo niebezpieczna, czego dowodem jest to, że znów zbiera, i to coraz większe, śmiertelne żniwo – mówi Klaudia Anioł, prezes Fundacji Instytutu Ochrony Praw Konsumentów. Powołuje się przy tym na dane otrzymane z Ministerstwa Zdrowia.

Zgodnie z ustawą o zapobieganiu i zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych (w tym salmonellozy) lekarz, który ją podejrzewa lub rozpozna, a tym bardziej stwierdzi zgon z ich powodu, musi niezwłocznie, najpóźniej w ciągu doby powiadomić o tym służby Państwowej Inspekcji Sanitarnej (PIS). Do końca września br. PIS otrzymała już 13 zgłoszeń zgonów, których przyczyną miałyby być salmonellozy.

W 2016 r. wpłynęło 17 takich zgłoszeń, rok wcześniej 9, co oznacza wzrost o blisko 90 proc. Ministerstwo Zdrowia, które nadzoruje PIS zastrzega, że zgłaszane jej dane mogą mieć jedynie orientacyjny charakter.

W Polsce bowiem za jedyne oficjalne statystyki dotyczące przyczyn zgonów uznaje się te podawane przez Główny Urząd Statystyczny.

Według ciągle wstępnych danych w 2016 r. GUS odnotował w Polsce osiem zgonów z powodu salmonelloz, a rok wcześniej pięć, co oznacza wzrost o 60 proc. Danych oficjalnych za 2017 r. nie ma.

Nie wiadomo, z czego wynikają różnice pomiędzy statystykami PIS (która zajmuje się tym na co dzień) a GUS, przecież tylko zbierającego i przetwarzającego dane.

Niebezpieczna dla dzieci i osób starszych

W Polsce, podobnie jak w innych krajach rozwiniętych, dominują salmonellozy jelitowe, powodowane głównie przez zakażenie pałeczkami Salmonella enteritidis. W statystykach Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny ujmowane są jako zatrucie pokarmowe.

W ub.r. stanowiły 96,7 proc. zdiagnozowanych salmonelloz. Choroba objawia się wówczas z reguły: bólami brzucha, gorączką, biegunką, odwodnieniem, nudnościami, wymiotami. I choć stopień hospitalizacji wynosi ok. 70 proc., dolegliwości ustępują najczęściej po kilku dniach. Jednak u małych dzieci, osób w podeszłym wieku lub z obniżoną odpornością może rozwinąć się tzw. postać pozajelitowa salmonellozy o znacznie cięższym przebiegu, której skutkiem może być śmierć pacjenta.

W 2016 r. zakażenia pozajelitowe stanowiły 3,3 proc. przypadków, i ich udział wzrósł o 0,5 pkt proc. Szczególnie wyraźnie, bo o 47 proc. (tj. o 62 chorych), do 194 wzrosła liczba zdiagnozowanych przypadków bardzo niebezpiecznej posocznicy (powoduje sepsy), będącej skutkiem zakażenia salmonellozą.

To ona prawdopodobnie odpowiadała za wzrost liczby zgonów w 2016 r. W tym roku udział zakażeń pozajelitowych nieznacznie spadł, i na koniec września br. wyniósł 3,05 proc., o 0,11 pkt proc. mniej niż w tym samym okresie 2016 r. Mniej o 12 było zdiagnozowanych posocznic, ale o 14 wzrosła liczba „innych zakażeń pozajelitowych". Łączna liczba tych szczególnie niebezpiecznych zakażeń praktycznie się nie zmieniła (233 versus 231).

Warto przypomnieć, że do końca września br. do PIS wpłynęło 13 zgłoszeń o zgonach z powodu salmonelloz. Wiele wskazuje więc na to, że ubiegłoroczny wstydliwy rekord zostanie utrzymany, a może być nawet pobity. Wzrost liczby zachorowań w 2017 r. będzie skutkował bowiem większą liczbą zgonów.

Ze statystyk PIS przekazanych przez Instytut Ochrony Praw Konsumentów wynika, że w ostatnich latach rosła liczba ognisk etiologii salmonelli (zakażeń). W 2016 r. było ich 246, rok wcześniej 189 wobec 175 w 2014 r. Do końca czerwca br. według wstępnych danych PIS zanotowano 83 ogniska, w tym sześć zbiorowych, gdzie liczba chorych przekroczyła 25 osób.

Warto zauważyć, że dane PIS są z końca czerwca, a więc jeszcze sprzed szczytu zachorowań. Z meldunków Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny wynika, że w I półroczu br. odnotowano 3716 przypadków salmonelloz, czyli 45,6 proc. zgłoszonych w tym roku. Liczba ognisk zgłoszonych do 15 października może być dwukrotnie wyższa.

Jaja i przetwory na czele czarnej listy

Zakażenie bakteriami następuje głównie w wyniku spożycia skażonej żywności, czy produktów pochodzących od zakażonych zwierząt (jaja, mięso drobiowe i wieprzowe, rzadziej mleko). Identyfikacja nośnika lub źródła salmonelli nie zawsze jest możliwa – PIS udaje się to w przypadku 27–31 proc. ognisk. W 2016 r. na czele czarnej listy były produkty ze skażonych jaj, które stanowiły blisko 74 proc. zidentyfikowanych nośników salmonelli (22,8 proc. wszystkich).

– Od 2015 r. w Polsce rośnie liczba stad kur niosek skażonych salmonellą, a wzrost znacznie przyspieszył w 2016 r., gdy ich udział wyniósł 7,15 proc. wobec 2 proc. uznawanych przez Komisję Europejska za cel do osiągnięcia we wszystkich państwach UE – mówi prof. Romuald Zabielski z Wydziału Medycyny Weterynaryjnej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. – Należy więc zrewidować pilnie politykę bioasekuracyjną i sięgnąć do uznanych w świecie środków walki z salmonellą, m.in. jak najszybciej przywrócić możliwość stosowania formaldehydu w paszy, który w tym przypadku jest najskuteczniejszy w walce z bakteriami salmonella. EFSA, opierając się na badaniach naukowych, ustaliła bezpieczne dla zwierząt i ludzi poziomy stosowania formaldehydu. W innym razie liczba zakażonych zwierząt będzie rosła, a co za tym idzie, także liczba zachorowań u ludzi i śmiertelnych ofiar. Musimy zdecydować, co ważniejsze, nieuzasadnione obawy czy poparte statystykami realne zagrożenie zdrowia i życia – podkreśla prof. Zabielski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA