fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Sędzia o TK: Grzech upolitycznienia

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Obowiązkiem polityków jest ochrona niezawisłości sędziowskiej, a nie jej odbieranie. Bez niej nie ma sądów i nie ma Trybunału Konstytucyjnego – pisze sędzia Aneta Łazarska.

Autorytet Trybunału Konstytucyjnego budowany przez ostatnie 30 lat został w ciągu dwóch miesięcy obrócony w perzynę. Problem sądownictwa konstytucyjnego w Polsce został zbagatelizowany i sprowadzony do roli sporu o jego skład osobowy. Sędziowie TK zostali upolitycznieni i podporządkowani rozgrywkom polityków. Autorytet Trybunału jako organu niezależnego zniszczyli sami politycy. Choć powierzono im możliwość powoływania sędziów TK, nie wypracowali obiektywnych kryteriów ich wyłaniania, takich jak choćby te wymienione w opiniach Rady Konsultacyjnej Sędziów Europejskich. Muszą istnieć obiektywne kryteria powoływania sędziów, jak kwalifikacje, zdolności, efektywność, rzetelność. Obiektywne kryteria minimalizują upolitycznienie składu sądu i są gwarancją niezawisłości sędziów.

To, co się ostatnio wydarzyło, demaskuje doraźne, nastawione na własne korzyści działania polityków, bez względu na to, po której stronie stoją. Mimo wielu realnych problemów sądownictwa konstytucyjnego, jak choćby związanych z czasem rozpoznawania spraw w TK, żaden z polityków ani obecnie, ani wcześniej nie przedstawił realnego programu reformy. Nie przeprowadzono rzetelnej debaty nad stanem sądownictwa konstytucyjnego i zasadami powoływania sędziów podczas opracowywania ustawy z 25 czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym.

Spór o skład osobowy Trybunału nie stał się nawet początkiem poważnej dyskusji o problemach sądownictwa konstytucyjnego. Jedynie dziennikarze apelowali bezskutecznie do polityków, prezydenta i środowisk prawniczych o okrągły stół i mediację oraz zastanowienie się nad zmianami.

Zagrożone dobra

Ostatecznie PiS postanowiło załatwić spór poprzez paraliż Trybunału, który w istocie ubezwłasnowolni władzę sądowniczą. Głos Trybunału zostanie zastąpiony głosem władzy wykonawczej i ustawodawczej, wspólnie określających treść obowiązującego prawa. Te dwie władze będą określały treść i brzmienie ustaw, wiążące wszystkich obywateli bez wyjątku.

W razie sporu o wykładnię treści ustaw w świetle konstytucji nie będzie organu władnego go rozstrzygnąć. W ten sposób prawa wyrażone w konstytucji stracą swą moc, jeśli organy władzy wykonawczej i ustawodawczej nie będą chciały ich respektować. Dlatego dziś spór o Trybunał Konstytucyjny nie jest już ani sporem o konstytucję, ani o sprawiedliwość rozstrzygnięć. Jest elementarnym zagadnieniem niezawisłości sędziowskiej i podziału władzy.

Z rozstrzygnięciami TK można się zgadzać bądź nie, można je krytykować bądź aprobować, ale nie można odbierać sądowi konstytucyjnemu prawa do niezawisłego orzekania i wykładni konstytucji. Wystarczy wskazać zbrodnicze ustawy norymberskie, które były literalnie stosowane przez sędziów Trzeciej Rzeszy, by zobaczyć, jak zgubne przyniosło to skutki.

Problem TK nie tkwi w konstytucji, ale sposobie jej wykładni. Jego rolą jest ważenie poszczególnych racji i wartości wyrażonych bezpośrednio bądź pośrednio w konstytucji. Sądy i sędziowie TK mają wykładać prawo. Sędziowie TK nie powinni być jednak obojętni na głos społecznej krytyki. Orzeczenia TK powinny uwzględniać zmieniającą się rzeczywistość, powinny być zaprojektowane na przyszłość.

Utrata zaufania

Nawet zmiana konstytucji nie pozbawi obecnych ani kolejnych sędziów TK prawa do jej wykładni. Zmiana konstytucji nie sprawi więc, że kolejne orzeczenia TK będą w odczuciu społecznym oceniane jako sprawiedliwe.

Dlatego też zapewne z punktu widzenia polityków lepiej zablokować funkcjonowanie Trybunału, by mimo formalnego jego istnienia uniemożliwić mu orzekanie. Trudno inaczej ocenić wprowadzenie bez żadnych wyjątków zasady, że orzeczenia TK są podejmowane w pełnym składzie, liczącym 13 sędziów. Samo zaistnienie zdarzeń losowych, np. choroba, może sparaliżować działanie tej instytucji i zagraża niezależności władzy sądowniczej. Taka regulacja ingeruje w wewnętrzną niezawisłość sędziowską, a więc narusza również art. 195 ust. 1 konstytucji.

Wyznaczenie składu orzekającego i ustalenie kolejności rozpoznawanych spraw to materia należąca do rdzennego obszaru niezawisłości sędziowskiej. Sędziowie są niezawiśli w sprawowaniu urzędu, co oznacza, że nikt nie może im narzucić kolejności rozpoznawania spraw ani konkretnych składów orzekających. W TK materia przydziału spraw to obszar zastrzeżony dla jego prezesa. Strony mają prawo do postępowania przed sądem, który jest wolny od jakichkolwiek obcych wpływów, również politycznych.

Proponowana regulacja pozostaje więc w sprzeczności z co najmniej trzema przepisami konstytucji, tj. art. 173, 195 ust. 1 i art. 45 ust. 1. Wszystkie te przepisy statuują prawo do niezawisłego funkcjonalnie, personalnie i instytucjonalnie Trybunału. Trudno zaś mówić o niezawisłym TK, który jest pozbawiony autonomii funkcjonalnej.

Jedno jest pewne: Trybunał wskutek działań polityków nie podźwignie się po tych wydarzeniach. Nie chodzi jedynie o zablokowanie jego działalności wskutek zmiany zasad dotyczących rozpoznawania spraw w pełnym składzie czy liczenia większości głosów przy głosowaniu. Trybunał stracił znacznie więcej. Poza gwarancją funkcjonalnej i instytucjonalnej niezawisłości utracił społeczne zaufanie do swej bezstronności i niezawisłości.

W oczach społeczeństwa TK, niezależnie od jego obecnego, a nawet przyszłego składu osobowego, nie będzie postrzegany jako organ apolityczny i niezawisły. Poprzez upolitycznienie sposobu wyboru składu TK została złamana podstawowa zasada, że „justice must be seen to be done". Władze naruszyły swoją powinność, jaką jest wykonywanie powierzonych im funkcji w taki sposób, aby chronić wizerunek sądów jako bezstronnych, niezawisłych i nie podważać ich publicznego zaufania. Jest więc chyba odpowiedni moment, by podjąć dyskusję o modelu sądownictwa konstytucyjnego w Polsce.

Pewnie nadszedł czas na zmiany, a ceną rewolucji jest Trybunał. Trzeba się jednak zastanowić, jaki organ – jeśli nie Trybunał – będzie w stanie wykonywać jego funkcje. Może przyszedł czas na zmiany dalej idące i przekazanie sądom powszechnym i administracyjnym oraz Sądowi Najwyższemu prawa do badania zgodności ustaw z konstytucją.

W sytuacji paraliżu TK zapewne taką rolę przejmą sądy, gdyż mają obowiązek stosowania konstytucji oraz sprawiedliwego orzekania. Niemniej kognicja sądów jest ograniczona, uzależniona od konkretnego sporu i pewnie w tym zakresie nie będzie jednolitości. Dlatego potrzebna jest realna dyskusja nad kształtem sądownictwa konstytucyjnego wykonywanego w taki sposób, aby były chronione prawa obywateli. Do takiej reformy potrzebna jest zmiana konstytucji, a zatem konsensus polityczny.

Niezależnie od tego, jaki organ będzie badał zgodność ustaw z konstytucją, musi mieć gwarancje niezawisłości. Jeśli państwo nie zapewni tego sądom i trybunałom, odstępuje od monteskiuszowskiej zasady podziału władzy i zasady demokratycznego państwa prawnego.

Obowiązkiem polityków jest ochrona niezawisłości sędziowskiej w imię dobra wspólnego. Niezawisłość nie jest przywilejem sędziów. Jest prawem publicznym każdego obywatela do sądu.

Autorka jest sędzią Sądu Okręgowego w Warszawie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA