fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Krzysztof Kuczyński: najbardziej rozbrojony naród Europy

AFP
Przez ostatnie dekady Polacy nie odczuwali wzrostu zagrożenia w życiu codziennym, ale widok bezbronnych Francuzów rozstrzeliwanych grupowo w Paryżu musi niepokoić, czyniąc aktualnymi pytania o dostęp do broni – uważa adwokat.

Po II wojnie światowej Polacy dysponowali niezliczoną ilością broni palnej, co stanowiło poważny problem dla nowej władzy. Uzbrojony obywatel mógł bowiem stawiać realny opór aparatowi ucisku. Propaganda wszelkimi środkami przekonywała więc, iż Polak posiadający broń to zagrożenie, a wszelką pomoc i ochronę w walce z przestępczością zapewni państwo. Pod tymi sztandarami władza ludowa bardzo szybko rozbroiła naród. Strach przed obywatelem był na tyle silny, że nawet myśliwi musieli podejmować wyjątkowe starania, by uzyskać pozwolenie na broń inną niż zwykła dubeltówka.

Po 25 latach istnienia demokratycznej III Rzeczypospolitej Polacy nadal są jednym z najbardziej rozbrojonych narodów Europy. Statystyki są nieubłagane: w Polsce nie więcej niż jeden (tak: jeden!) obywatel na stu posiada broń, gdy we Włoszech jest ich 11, w Czechach – 16, natomiast w Niemczech, Austrii, Norwegii, Szwecji i we Francji – ponad 30. Rekordzistami są Finlandia i Szwajcaria, gdzie liczba ta przekracza 45. I nawet jeżeli te dane okażą się nieco zdezaktualizowane, nie zmieni to dysproporcji.

Powszechny dostęp Polaków do broni jako środka ochrony własnej jest obecnie w praktyce zablokowany. Ustawa wymaga bowiem wykazania przed organem policji „stałego, realnego i ponadprzeciętnego" zagrożenia danego obywatela. Spełnienie tych trzech przesłanek łącznie jest prawie niemożliwe. Wystarczy, by w ocenie policji zagrożenie było realne i ponadprzeciętne, ale jeszcze nie „stałe" i obywatel zostanie odesłany z kwitkiem. Konfiguracje można wybrać dowolnie, a swoboda uznania policji nie podlega de facto kontroli sądów administracyjnych. Szary Kowalski może więc zapomnieć o posiadaniu broni do ochrony własnej.

Francuski impuls

W świetle ostatnich wydarzeń we Francji rozgorzała dyskusja nad złagodzeniem ograniczeń w dostępie Polaków do broni. O ile bowiem przez ostatnie dwie dekady Polacy nie odczuwali znaczącego wzrostu zagrożenia w życiu codziennym, o tyle widok bezbronnych Francuzów rozstrzeliwanych grupowo w stolicy ich kraju musi niepokoić.

Władze tak silnych krajów jak Niemcy, Francja czy Belgia, nie kryją już nawet, iż straciły kontrolę nad sytuacją. Na ulicach stacjonują wojska, policja organizuje raczej chaotyczne akcje przeszukiwania kolejnych kryjówek przestępców, których nieukrywanym celem jest walka z chrześcijańską cywilizacją Zachodu. Sporadycznie znajdowane arsenały przerażają, a władze z obawy o „bezpieczeństwo mieszkańców i porządek publiczny" i tak dozują publikację faktów (sic!). Kilka dni temu nie odbyło się spotkanie biznesowe mojego klienta, który zw względu na zagrożenie terrorystyczne nie mógł wylecieć z Brukseli. A wszystko to dzieje się u naszych granic, na co dzień przez nikogo niekontrolowanych. W powyższych realiach trudno kwestionować zagrożenie życia i zdrowia Polaków w kraju i za granicą. Mimo to temat złagodzenia ograniczeń w dostępie do broni nadal budzi wiele kontrowersji. Rządzący zdają się obawiać przejęcia odpowiedzialności za ewentualną falę przemocy i skutki niewłaściwego użycia broni wynikające z takiej decyzji. Obawy te wydają się jednak całkowicie nieuzasadnione.

Rozszerzenie dostępu do legalnej broni w Polsce nie wpłynie na wzrost zagrożenia przestępczością. Wskazują na to przede wszystkim doświadczenia innych krajów Europy, w których kontrolowany dostęp do broni nie przełożył się bynajmniej na jej nielegalne użycie. Dodatkowych argumentów przemawiających za taką tezą dostarcza również analiza praktyki nabywania broni palnej w Polsce w ostatniej dekadzie.

Pod osłoną wałów...

W tym okresie stan posiadania broni osobistej Polaków znacząco wzrósł, a to za sprawą dość szczególnej regulacji zawartej w ustawie o broni i amunicji. Otóż pozwolenie na broń palną może być wydane do celów sportowych lub kolekcjonerskich. Jak grzyby po deszczu wyrosły więc stowarzyszenia strzelców i kolekcjonerów, ilość licencji sportowych również znacząco wzrosła. Polacy nabywają w ten sposób nowoczesne pistolety, pistolety maszynowe i karabinki (przerobione tak, by nie mogły strzelać ogniem ciągłym). Pod osłoną wałów ochronnych strzelnic ćwiczy obecnie mała armia... sportowców i kolekcjonerów. Co więcej, z mocy prawa sportowcy mogą nosić broń na co dzień. Dlaczego więc nie słyszymy o wzroście przestępczości z użyciem broni palnej, posiadanej obecnie przez około 200 tys. użytkowników? Po pierwsze – przestępstw nie dokonuje się z zasady z broni posiadanej legalnie. Każdy strzał z zarejestrowanej broni zostawia unikalny podpis jej posiadacza w postaci śladów na pocisku i łusce. Popełnienie przestępstwa przy jej użyciu jest więc równoznaczne z oddaniem się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Po drugie – każde wydanie pozwolenia na broń poprzedzone jest badaniami zdrowotnymi i psychologicznymi, a także sprawdzeniem przez policję znajomości zasad korzystania z broni. Po trzecie – mamy wystarczająco restrykcyjne prawo, eliminujące posiadaczy broni, którzy w praktyce swym zachowaniem mogą stwarzać zagrożenie jej nieprawidłowego użycia (np. przez niewłaściwe przechowywanie lub przenoszenie). Czy więc potrzeba więcej dowodów na to, że Polacy nie różnią się wiele od innych Europejczyków, jeśli chodzi o korzystanie z broni, a system kontroli wydawania pozwoleń w pełni się sprawdził i działa?

Podstawowy problem w debacie nad ułatwieniem dostępu do broni palnej leży w prawidłowym zrozumieniu tego, czego właściwie domagają się miłośnicy strzelectwa. Nie postulują oni – jak może się wydawać – zniesienia systemu kontroli wydawania pozwoleń: badań lekarskich i egzaminów sprawdzających kwalifikacje kandydata. Powszechny nie znaczy przecież swobodny i niekontrolowany. Przeciwnie: wszyscy są zgodni, że trzeba utrzymać zasady legalizacji posiadania broni. Punktem spornym jest natomiast konieczność wykazywania uzasadnienia w postaci „stałego, realnego i ponadprzeciętnego" zagrożenia danego obywatela i jego swobodnej oceny przez organy policji. Miłośnicy broni postulują więc zniesienie takiego ograniczenia, uważając, iż ocena taka należy wyłącznie do nich. I trudno nie przyznać im racji, choćby z tego względu, że ewentualna pomyłka organów policji w takiej ocenie przynosi zazwyczaj nieodwracalne skutki wyłącznie im oraz ich najbliższym.

Mało logiczny ruch Brukseli

Po listopadowych atakach w Paryżu Komisja Europejska ujawniła przygotowywany od miesięcy projekt zmian dyrektywy 91/477/EWG w sprawie kontroli nabywania i posiadania broni palnej. W świetle tych tragicznych wydarzeń Komisja stara się przeforsować dalsze ograniczenia prawa obywateli Unii Europejskiej do posiadania broni palnej. Krytyczna wydaje się propozycja całkowitego zakazu posiadania broni automatycznej, w tym broni, która może ją „przypominać", nawet jeśli jest przerobiona na samopowtarzalne czy nawet trwale pozbawione cech użytkowych (niestrzelające!). Projekt ten zszokował przede wszystkim środowiska strzeleckie, a Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego określiło go nawet jako „sukces terrorystów". Dlaczego? Propozycję zmian można porównać do nakazu złomowania wszystkich samochodów dostawczych po tym, gdy pijany kierowca ciężarówki wjechał w tłum na przystanku autobusowym. W efekcie wprowadzenia zaproponowanych zmian konsekwencje nieefektywnej kontroli przepływu osób i nielegalnego handlu bronią poniosą Bogu ducha winni praworządni i niestanowiący zagrożenia dla porządku publicznego posiadacze legalnej broni. Będą zmuszeni oddać swoją broń do zniszczenia i zapomnieć o możliwości jej dalszego używania kiedykolwiek w przyszłości.

Uzasadnienie projektu dyrektywy było już wielokrotnie krytycznie komentowane na wielu forach, a tam słusznie wytykano mu m.in.: oparcie na niezweryfikowanych i nieprawdziwych podstawach faktycznych, nieprzydatność do osiągnięcia stawianych celów, nieproporcjonalność metod czy też kosztowność związaną z odszkodowaniami dla aktualnych właścicieli broni. Krytyka ze strony różnych środowisk strzeleckich była tak miażdżąca, że projekt po tygodniu od publikacji został odesłany do ponownych konsultacji społecznych. Prace nad nim więc wciąż trwają.

Pośród zaproponowanych przez Komisję rozwiązań na szczególną uwagę zasługuje problem skutków dla szeroko pojętej organizacji obronności naszego kraju. Jeszcze nie tak dawno, bo na wiosnę tego roku, głównym tematem mediów był wpływ konfliktu ukraińskiego na bezpieczeństwo Polski. W obawie przed ewentualną agresją rozgorzała dyskusja nad tworzeniem i zadaniami obrony terytorialnej – cywilów przeszkolonych do lokalnego wsparcia działań obronnych. Zasadność organizowania takich struktur i ich znaczenie dla obronności kraju są w zasadzie niekwestionowane. Jest oczywiste, że obrona terytorialna (cywile) musi umieć posługiwać się bronią palną bojową, a więc taką, której całkowitego zakazu domaga się Komisja. Wdrożenie zmian w kształcie proponowanym przez Komisję Europejską w praktyce unicestwi więc rozwój takich formacji. Tak istotnego skutku nie można pominąć przy wypracowywaniu stanowiska Polski w pracach nad treścią omawianej dyrektywy. Zastrzeżenia w podobnym duchu wniosły już Czechy i Finlandia. A tymczasem sytuacja w Donbasie znów się zaostrza.

Budujcie arkę...

Dyskusja nad zasadami nabywania i posiadania broni w Polsce ma więc dwa nurty. Z jednej strony Polacy domagają się coraz szerszego prawa do posiadania broni do ochrony osobistej, z drugiej zaś sprzeciwiają się jeszcze głębszemu rozbrojeniu wskutek przyjęcia proponowanych zmian na szczeblu unijnym. Szczególnie ten drugi aspekt wymaga pilnego określenia kierunków polityki Polski, zanim w Brukseli i Strasburgu zapadną wiążące decyzje. Wymagać tobędzie obiektywnej oceny zagrożeń i uwarunkowań aktualnych dla naszego kraju i obywateli. Nie sposób pominąć przy tym wielu argumentów przemawiających za wprowadzeniem ułatwień w dostępie do broni osobistej i powstrzymaniem dalszego rozbrojenia obywateli. Ochrona obywateli przed zagrożeniami współczesnego świata wymaga działań wyprzedzających, podejmowanych z odpowiednim wyprzedzeniem, tak aby – parafrazując słowa Jacka Kaczmarskiego – arka była gotowa, zanim zacznie padać deszcz.

Autor jest adwokatem, instruktorem i sędzią strzelectwa sportowego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA