fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Alimenty: państwo uniemożliwia opłacanie świadczeń

123RF
Państwo, wsadzając za „uporczywość", sam za nią odpowiada, bo nie daje szansy na zarobienie i regularne uiszczanie alimentów – uważa Aleksander Tobolewski.

Żyję od 40 lat w prowincji kanadyjskiej, w której kara więzienia za długi została zniesiona w 1864 r. Niechlubnym dziedzictwem jest okres, gdy można było za dług w wysokości 2 funtów wylądować w kazamatach do roku, a z wyrokiem bezterminowym (czyli nawet dożywocia) za dług powyżej 100 funtów. I mało kto – nawet z prawników – wie o tej historii. Przez ponad 150 lat nikomu do głowy nie wpadło, by orzec więzienie za długi. Inaczej w Polsce. Zgodnie z kodeksem karnym: „kto uporczywie uchyla się od wykonania ciążącego na nim z mocy ustawy lub orzeczenia sądowego obowiązku opieki przez niełożenie na utrzymanie osoby najbliższej lub innej osoby i przez to naraża ją na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2". Inaczej mówiąc: „więzienie za alimentów niepłacenie".

A może by tak lotto?

Minister Zbigniew Ziobro przedstawił we wrześniu propozycje zmian przepisów dotyczących sankcji za niepłacenie alimentów. Na pierwszy rzut oka spodziewać się można było zmian w egzekucji alimentów, ale skądże! Minister proponuje, by osobom zalegającym z alimentami przez trzy miesiące i dłużej groziły kary grzywny, ograniczenia lub pozbawienia wolności. Mało tego: wymaganie „uporczywego uchylania się" przestaje mieć znaczenie. Przecieram oczy i szukam w polskich periodykach, skąd się „to" wzięło. Odpowiedzi nie znajduję. Minister podkreślał jedynie, że chodzi o dobro dzieci, a nie mnożenie kar. Pomijając na chwilę etyczną stronę niepłacenia alimentów, najwyraźniej doradcy ministra nie mają zielonego pojęcia o penitencjarnej sytuacji osadzonych w zakładach karnych za niepłacenie.

Zamiast politycznie – tej polityki też nie rozumiem – motywowanych zmian warto przyjrzeć się realiom. A dane są tak świeże jak bułeczki prosto z piekarni. Dotyczą bowiem końca 2015 r.

Na prośbę rzecznika prawo obywatelskich, dyrektor generalny Służby Więziennej poinformował, że na koniec zeszłego roku przebywało w więzieniach 3676 osób skazanych za niepłacenie alimentów, a na wykonanie kary oczekiwało kolejne 1638 osób (bo miejsc w więzieniach nie ma?). Mało tego, zapuszkowanych za inne przestępstwa, na których ciąży obowiązek alimentacyjny, było 13054 osoby. Wśród nich w więzieniach zatrudnionych było 3796 osób, czyli 29 proc.

Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że jeśli się nie pracuje i nie ma dochodu, to nawet „krwi z kamienia nie wyciśniesz", ani też nieistniejących pieniędzy. A jeśli już skazany za uporczywość siedzi, to czy można powiedzieć, że dalej „uporczywie" nie płaci? Absolutnie tak, ponieważ według Słownika języka polskiego PWN, uporczywy to „trudny do usunięcia, utrzymujący się długo lub ciągle powtarzający się"(stan)! Tym razem za uporczywość odpowiada Państwo, bo nie daje szansy zarobienia i regularnego uiszczania alimentów. Może zatem wprowadziłby minister pozwolenie, by więźniowie za swoje pieniądze kupowali bilety na loterię albo grali w Lotto – bo jest to jedyna w tych warunkach możliwość uzyskania pieniędzy na zapłatę aktualnych alimentów – nie mówiąc o zaległych. A i państwo będzie miało z tego pożytek w postaci podatków od gier! Nie sugeruję więźniom czekania na spadek, ale bogaty wujek z Ameryki zawsze by się przydał.

Zalegasz – wystąp o alimenty

Panowie doradcy zapomnieli, że przepisy o pociągnięciu dłużnika alimentacyjnego do odpowiedzialności karnej były wielokrotnie roztrząsane przez sądy, a zwłaszcza interpretacja „uporczywości"? Ostatnia interpretacja Sądu Najwyższego jest z 2007 r. Wynika z niej – w tłumaczeniu na język ogólnie zrozumiały, że trzeba wykazać, iż uchylający się ma obiektywną możliwość wywiązania się z alimentów (ma pieniądze, żeby je zapłacić), ale tego nie robi ze swojej złej woli (w Kanadzie „mens rea").

Co może teraz kryć się za zniesieniem wymogu złej woli? Zawsze płaciłem alimenty, zbankrutowałem, zabrali mi cały majątek i straciłem pracę. Przysądzone alimenty są tak wysokie, że nawet gdybym się zatrudnił w najlepiej płatnej pracy – nie udźwignę. Nie płacę, bo nie mam możliwości, więc szukając pracy, zalegam przez trzy miesiące. A tu bum, przychodzi do mnie prokurator i mówi: „idziemy do pudła za niepłacenie". Sąd wydaje wyrok ograniczenia wolności i odbycia kary w miejscu zamieszkania. Ale jak ja zarobię, siedząc w domu i nie mogąc szukać pracy? Czy ta kwestia będzie przez Pana Ministra i sąd uwzględniona? A co, jeśli to dzięki skarbówce zbankrutowałem, a potem okaże się, że niesłusznie? A kto mnie będzie utrzymywał, jeśli nie będę miał pracy, siedział w domu, wykonując zastępczą karę więzienia? Będę dostawał pomoc społeczną? Ale, ale... sugeruję mądrym skazanym, by wystąpili o alimenty przeciwko swoim współmałżonkom i dzieciom – które wszak w kodeksie rodzinnym mają przypisany obowiązek utrzymywania mnie, jeśli nie mogę zaspokoić „podstawowych potrzeb życiowych". I tu, role się odwracają!

Gdzie ich nie ma...

Moje złośliwe uwagi pod adresem propozycji Pana Ministra wcale nie mają na celu umniejszanie problemu zalegania z alimentami. Mają ich (pewno prócz zamordystycznych reżimów) wszystkie kraje świata. Ale tam droga do wypełnienia obowiązku alimentacyjnego na pewno nie polega na utrudnieniu zarabiania poprzez wsadzanie go za kraty. Inne państwa jakoś próbują sobie radzić, chociaż dalej w niektórych, istnieje możliwość kary więzienia za – podkreślam – złośliwe uchylanie się od płacenia alimentów. Radziłbym więc doradcom trochę wyobraźni i refleksji przed położeniem na biurku ministra kolejnego projektu zmian. Zanim się zmieni przepisy, trzeba się zastanowić, czy i jakie złe przeobrażenia taka „dobra zmiana" przyniesie.

Autor jest adwokatem, od 35 lat prowadzi kancelarię adwokacką w Montrealu

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA