Rzecz o prawie

Uczyłem się i w tygodniu, i w weekendy

prof. Maciej Kaliński
ROL
Jak zostałem prawnikiem... dla „Rzeczpospolitej”: prof. Maciej Kaliński, wiceprzewodniczący Rady Legislacyjnej, kierownik Katedry Prawa Cywilnego Uniwersytetu Warszawskiego

Rz: Słyszałam, że jako student miał pan taki zapał do nauki, iż uczestniczył pan w ćwiczeniach na stojąco. I to poza salą.

Prof. Maciej Kaliński: Mój rok był najliczniejszy w historii wydziału prawa. W 1993 r. przyjęto aż 2 tys. osób. Warunki na zajęciach, zwłaszcza na początku, były trudne. Rzeczywiście zdarzyło mi się uczestniczyć w ćwiczeniach u prof. Piotra Winczorka, prowadzonych na parterze, przez okno. Stałem na zewnątrz, na dziedzińcu. Byłem młody, więc mogłem sobie postać półtorej godziny. Pogoda była ładna. Problem miałem tylko z notowaniem, ale dałem radę.

Czy nie żałuje pan, że nie imprezował pan więcej na studiach?

Nie, każda godzina spędzona na nauce poszerzała moją wiedzę i rozwijała mnie intelektualnie. Zresztą nie było tak, że w ogóle nie uczestniczyłem w studenckim życiu towarzyskim. Za moich czasów bardzo aktywny był samorząd studencki, który organizował nie tylko otrzęsiny i połowinki, ale też andrzejki, ostatki i bale na zakończenie roku. Okazji nie brakowało. Często było to organizowane wspólnie z samorządem obu wydziałów medycznych akademii. Wtedy imprezy odbywały się w klubie Medyk.

Balował pan do rana?

Nie, zabawę kończyłem o pierwszej czy drugiej w nocy, a nie o świcie. Kierowała mną dyscyplina dnia codziennego i potrzeba kształcenia się.

Nawet w weekendy?

Uczyłem się i w tygodniu, i w weekendy.

A jak pan spędzał wakacje? Bardziej rozrywkowo?

Wyjeżdżało się trochę – czy to w góry, czy nad morze, często do ulubionego Rzymu, ale chciałem skończyć studia w ciągu czterech lat i musiałem poświęcić trochę wakacji. Była wówczas możliwość składania egzaminów dużo wcześniej, za zgodą dziekana. Egzamin ze zobowiązań zdawałem na przykład pod koniec wakacji po drugim roku.

Po co chciał pan skończyć studia wcześniej?

Studia pięcioletnie uważałem za marnotrawstwo czasu. Zaoszczędzony rok można spożytkować na dalszy rozwój intelektualny już po studiach.

Od początku zakładał pan karierę naukową?

To wykrystalizowało się pod wpływem wykładów prof. Dybowskiego, na które uczęszczałem na drugim roku. Zainteresowało mnie prawo cywilne. Miałem wiele pytań do wykładowcy. Profesor pozwolił mi zdawać egzamin zerowy już na początku kwietnia. Poszedł mi bardzo dobrze. Profesor wówczas zapytał, czy nie chciałbym zostać na uczelni.

Pana kariera naukowa potoczyła się w ekspresowym tempie.

Profesorem nadzwyczajnym zostałem w wieku 37 lat, ale to nie jest rekord.

Ale jako wiceprzewodniczący Rady Legislacyjnej rekord pan pobił.

Można tak przyjąć, ale w składzie rady było wiele osób młodych. Takie było założenie. Zresztą prof. Zubik, początkowo mój szef, był w tym samym wieku co ja, więc jego rekord był bardziej spektakularny.

Studenci uważają, że jest pan srogim nauczycielem.

Wiem, że jestem tak odbierany, ale raczej określiłbym się po prostu jako osobę wymagającą. Błędy popełnione przez studentów w procesie uczenia przekładają się na błędy w wykonywaniu zawodu prawnika. Trzeba przed tym uchronić społeczeństwo.

Nigdy nie żałował pan wyboru zawodu?

Nie. Podoba mi się pomaganie ludziom w rozwiązywaniu ich problemów prawnych.

Bardzo to altruistyczne.

Poniekąd. Oczywiście element finansowy przy wykonywaniu zawodu też ma znaczenie. Dochodzi jednak również satysfakcja z rozstrzygnięcia konfliktu między jego stronami.

—rozmawiała Katarzyna Wójcik

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL