fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Pozwólmy zbrodniarzowi zachować nadzieję - prof. Barbara Chyrowicz o karze dożywocia

Adobe Stock
Niezależnie od postrzeganego wokół nas zła nie wolno nam przestać wierzyć, że człowiek może się zmienić. Dożywocie bez szans na warunkowe zwolnienie to porażka systemu sprawiedliwości.

Są zbrodnie tak wstrząsające opinią społeczną, że w debacie nad adekwatną za nie karą pojawiają się głosy, by przywrócić karę śmierci. Jakkolwiek oburzenie jest zrozumiałe, to już jakiś czas temu uznaliśmy, że pozbawianie przestępców życia nie przywraca naruszonej przez nich sprawiedliwości. Najcięższą zasądzaną dzisiaj karą jest kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Czytaj też:

Nadejdzie dzień...

W dyskusji o zastąpieniu kary śmierci karą dożywotniego więzienia zwolennicy tej pierwszej zwracają czasem uwagę, że dożywocie jest bardziej okrutne, bo osadzony ma świadomość, że jego życie jest już nieodłącznie związane z karą – kres kary to kres życia, „nierozstanie się" z nią aż do śmierci. Zważywszy jednak na to, że „nadzieja umiera ostatnia", dopóki żyje, dopóty może mu towarzyszyć podwójna nadzieja: na to, że czas odbywania kary zasadniczo zmieni jego postawę, i na to, że stosownie do obowiązujących przepisów prawa nadejdzie dzień, w którym odzyska utraconą wolność. Te dwa wymiary nadziei pozostają ściśle związane – zakładamy, że następująca po wielu latach wewnętrzna przemiana skazanego na dożywocie stanowi rację zwrócenia mu zewnętrznej wolności.

Tego przestępcy już nie ma

W klasycznym już filmie Franka Darabonta „Skazani na Shawshank" więzień, który zdążył się w więzieniu zestarzeć, staje przed komisją, w której mocy jest podjęcie decyzji o udzieleniu mu warunkowego, przedterminowego zwolnienia. W odpowiedzi na pytanie, czy jest już zrehabilitowany, nie sięga po standardowe formułki o gotowości do powrotu do społeczeństwa – mówi prosto, że nie ma dnia, żeby nie żałował popełnionej zbrodni. I dodaje, że tego młodego człowieka, który ją popełnił, już nie ma... Jest totalnie pogodzony z losem, po wielu próbach ubiegania się o warunkowe zwolnienie nie liczy już na to, że zobaczy rzeczywistość bez krat. A jednak!

Kiedy „tu i teraz" wykluczamy ubieganie się o zwolnienie skazanych na dożywocie, w jakimś sensie zabieramy im na zawsze „jutro", a to może sprawić, że przestaną o to „jutro" walczyć.

Rzecz nie w tym, żeby zaprzeczać i zapominać o popełnionych przez nich zbrodniach. Zbrodnia już na zawsze pozostanie zbrodnią, człowiek, który ją popełnił, może po latach spędzonych na wpatrywaniu się w okna „w szkocką kratkę" diametralnie zmienić swoje nastawienie do życia. Nie oderwie się od popełnionych czynów, bo już na zawsze pozostanie ich sprawcą, ale pozostając w zamknięciu, miał szansę zamknąć jakiś okres swojego życia. I mógł tę szansę wykorzystać. Nikomu już nie zagraża – to ważne, bo jak długo zagraża, mamy wystarczający powód, by izolować go od społeczeństwa. Stwierdzenie, że nie stanowi dla nikogo zagrożenia, należy do systemu penitencjarnego, uwierzenie, że może uczestniczyć w życiu społeczności, jest zadaniem, a zarazem wyzwaniem dla tych, do których wraca. Mowa o wyzwaniu, bo niełatwo czasem nawet bliskim uwierzyć, że to ten sam człowiek. Ten sam, a jednak nie taki sam. Człowiek może się zmienić. Niezależnie od postrzeganego wokół nas zła, nie wolno nam przestać w to wierzyć. Jednym z istotnych wyzwań chrześcijańskiego personalizmu jest to, by nigdy nie przekreślać człowieka... Jeśli temu nie sprostamy, poniesiemy porażkę jako społeczeństwo, bo wiara w to, że człowiek może się zmienić, dotyczy także tych, którzy nie są pensjonariuszami zakładów penitencjarnych. Wszyscy jesteśmy czemuś winni, każdy z nas liczy na to, że bliscy i dalsi uwierzą nam, że żałujemy i zmienimy swoje nastawienie i postępowanie. W czym zatem tkwi dramat dożywocia bez jakiejkolwiek możliwości warunkowego zwolnienia?

Pamięć zostanie

Papież Franciszek mówi, że to ukryta kara śmierci (przemówienie z 23 października 2014 r. do AIDP). Odebranie możliwości zwolnienia to odebranie nadziei, „pogrzebanie w karze". Kara dla kary traci sens! Nawet ten, któremu oburzony tłum szczerze i zasłużenie życzył, by „sczezł w więzieniu", ma prawo do nadziei. Urodził się wolny, droga, która zawiodła go za kraty, mogła być długa – droga do wyjścia wcale nie krótsza, ale realna. Jeśli ją zamkniemy, wcale nie ułatwimy mu wewnętrznego powrotu do prawości.

Nie można wykluczyć wypadków, w których osadzony nie powinien wyjść na wolność, bo istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że znowu skrzywdzi – społeczeństwo ma prawo się bronić. Sprawiedliwości powinno stać się zadość. Kiedy jednak po latach za kratami stanie przed nami człowiek z balastem win i bolesną pamięcią o własnej nieprawości, deklarując, że to już tylko pamięć, i kiedy mamy wystarczające powody, by dać temu wiarę, czy wykluczenie zwolnienia może być słuszne?

Czy to jeszcze sprawiedliwość? Czy może porażka systemu sprawiedliwości? Bo zwolnienie takich ludzi nie jest kresem ich kary. Paradoksalnie – właśnie ci, których stać było na zmianę własnego życia, którzy dogłębnie zrozumieli swoją winę, będą ją nieść do końca życia.

Prof. Barbara Chyrowicz jest siostrą zakonną (werbistką), kierownikiem Katedry Etyki Szczegółowej KUL

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA