fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Dyktat nieokrzesanych populistów - Gutowski i Kardas o napaści na Adama Michnika na sądowym korytarzu

Fotorzepa/Marian Zubrzycki
Tylko sprzeciw wobec przejawów prostactwa i zawodowe wykluczenie mogą zapobiegać pogłębianiu się deprecjacji prawa, prawników i sądów.

Niesmaczne zachowania wobec Adama Michnika na sądowym korytarzu wywołały niestety rozbieżne emocje, choć powinny spotkać się z jednolitym potępieniem. Bez reakcji pozostało naruszanie przez amatorskich pseudoreporterów granic przestrzeni osobistej w gmachu sądu. Milczeniem zbyto bezmyślne pytania i obraźliwe komentarze, aroganckie nagabywanie połączone z epitetami, wśród których niechlubnie królował „degenerat moralny". Aprobata dla arogancji, braku kultury czy wręcz agresji jest zawsze wyrazem małości i bezradności, której nie może usprawiedliwiać odmienność poglądów. Przekraczanie granic prywatności, napastliwość, populistyczna bezpardonowość i agresja coraz częściej stają się elementem sfery publicznej. Zdziczenie obyczajów, plemienna wojowniczość, pozbawiona ogłady miałkość, przykrywająca merytoryczną pustkę i bezrefleksyjność, dotyczy niestety wszystkich środowisk, niezależnie od społecznego statusu czy politycznych sympatii. Komentowane wydarzenie jest szczególnie znamienne. Dotyczy bowiem dziennikarza, nie polityka. Osoby o niekwestionowanej roli w procesie demontażu komunistycznego systemu. Bezwzględnie zwalczanej, represjonowanej, której roli w procesie odzyskiwania wolności nie sposób kwestionować.

Niebezpieczne przekraczanie granic

Znamienny i szczególnie dotkliwy w tej sytuacji jest brak jakiejkolwiek reakcji ze strony polityków, a także przedstawicieli środowisk, których podstawowym zadaniem jest kształtowanie społecznej świadomości. Milczących wyłącznie z uwagi na populistyczny koniunkturalizm, odmienne w stosunku do napadniętego postrzeganie politycznej i społecznej rzeczywistości.

To, że tego typu agresji nie wolno tolerować, jest oczywiste. Przekraczanie kolejnych granic ogłady i kultury przez pariasów, rozsiadających się w fotelach zastrzeżonych niegdyś dla prawdziwych autorytetów intelektualnych i moralnych, to zjawisko nie tylko nieestetyczne, ale także społecznie niebezpieczne. Prowadzące do zawłaszczenia sfery publicznej przez pozbawionych horyzontów populistów, dla których jedynym celem jest aprobata wkraczającego do śródmieścia tłumu, którego oczekiwania rozbuchano do niewyobrażalnych rozmiarów. Niestety, wirus ze świata polityki przenosi się – nad wyraz sprawnie – do wszystkich sfer i środowisk. Jego tolerowanie oznacza jednak zgodę na łamanie standardów i prawa. Jest wyrazem podporządkowania zasad bezpardonowej realizacji doraźnych celów, skrajnym przejawem instrumentalizacji, gwałtem na standardach przyjmowanych w cywilizowanym świecie.

Bezwzględnie piętnować naruszenia

Dodatkowy problem związany z napaścią na Adama Michnika wiąże się z kolejnym naruszeniem powagi sądu, sprowadzanego coraz częściej do jarmarcznego placu. Do tej pory sądy traktowane były jako instytucje szczególne. Choć często źle oceniano ich działalność, to jednak traktowano z szacunkiem. Przestrzeń sądowa to miejsce, gdzie rozstrzygane są spory istotne dla jednostki i społeczeństwa. Wymaga zachowania powagi, wolnej od nachalnych zaczepek. I choć zdarzały się w historii rozmaite ekscesy, to jednak kończyły się zwykle szybką i sprawną interwencją policji sądowej.

Powaga sądu jako instytucji, której powierzamy decyzje w sprawach najważniejszych, wymaga odpowiedniego zachowania – właściwej formy, umiaru i taktu od wszystkich uczestniczących w rozstrzyganiu sporów. Muszą o tym pamiętać prawnicy, dla których zachowanie umiaru i wzajemnego szacunku jest fundamentem działania. Naruszenie tych zasad piętnować należy w sposób bezwzględny, zaś sprawców naruszeń otaczać anatemą. Tylko konsekwentny sprzeciw wobec przejawów prostactwa, zawodowe wykluczenie, mogą skutecznie zapobiegać pogłębianiu się deprecjacji prawa, prawników i sądów.

Muszą o tym pamiętać dziennikarze, ze względu na pełnioną społeczną rolę. Wszak o ile sądy to trzecia władza, to media są władzą czwartą. Muszą o tym wreszcie pamiętać politycy. Naruszanie standardów z perspektywy prawników jest samobójcze, z perspektywy przedstawicieli mediów i polityków destrukcyjne, śmiertelnie niebezpiecznie z punktu widzenia funkcji i społecznej roli sądów. Szkoda, że klimat wytworzony w związku z działaniami władzy zmierzającej do podporządkowania sądów, niestety rozprzestrzenia się coraz bardziej. Być może, jeśli nie będziemy reagowali na naruszające standardy zachowania w budynku sądu, nie będzie już miało znaczenia, kto jest sędzią. Wszystkie sądy utracą bowiem do cna społeczne zaufanie. To zaś oznacza katastrofę ustrojową i społeczną.

Z tej perspektywy każdy uczestnik publicznej debaty musi sobie odpowiedzieć na podstawowe, choć dość oczywiste pytania. Czy warto szukać sojuszników za każdą cenę? Czy wola politycznego przetrwania musi się wiązać z aprobatą dla zachowań doraźnie użytecznych, lecz naruszających standardy? Czy warto deprecjonować reprezentowaną przez siebie instytucję, nie reagując na zwykłe chamstwo? Czy naprawdę chcemy poddać ten świat dyktatowi nieokrzesanych populistów? Czy dezaprobata dla zachowań nie jest prostym okazaniem szacunku oponentowi? Niestety, niewielu dziś stać na zachowania godne właściwego formatu. Pewnie, po prostu format mamy niezbyt wielki.

Autorzy są profesorami i  adwokatami

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA