fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Karta LGBT: Co tolerować, a co odrzucać?

Adobe Stock
Prezydent Warszawy podpisał tzw. Kartę LGBT+. To nowy front wojny o kulturę, której strategię nakreślił wiceprezydent miasta. Najpierw przyzwyczajmy ludzi, że związki partnerskie to nie samo zło... Potem równość małżeńska z adopcją.

Prezydent Warszawy podpisał tzw. Kartę LGBT+. To nowy front wojny o kulturę, której strategię nakreślił wiceprezydent miasta. Najpierw przyzwyczajmy ludzi, że związki partnerskie to nie samo zło... Potem równość małżeńska z adopcją.

Czytaj też:

Deklaracja "LGBT+": Bodnar gratuluje Trzaskowskiemu

IWS: warszawskiej społeczności LGBT nie należą się przywileje

Ordo Iuris: aktywiści LGBT w szkołach bez zgody rad rodziców

Tęczowe okulary prezydenta Trzaskowskiego

Według Karty w Warszawie ma m.in. powstać hostel dla osób LGBT+, centrum kultury gejowskiej i pełnomocnik monitorujący „homofobiczną" dyskryminację. Gejowskie i transseksualne drużyny sportowe mają otrzymać wsparcie, a firmy wykonujące usługi dla miasta podpisać umowy z „klauzulami antydyskryminacyjnymi", tworząc tzw. tęczowe sieci pracownicze z preferowanym dostępem do przetargów. Warunkiem kontraktu będzie certyfikat potwierdzający popieranie programu LGBT+ .

Monitorowaniem nauczania „antydyskryminacyjnego" w szkołach mają się zająć tzw. latarnicy, osoby pomagające uczniom LGBT+ doświadczającym przemocy, szukający zachowań „nienawistnych" i „homofobicznych".

Konstytucja mówi co innego

Kiedy medalistka olimpijska Zofia Klepacka skrytykowała promocję LGBT w szkołach, fala hejtu domagała się odebrania jej medali i wyrzucenia z klubu. Ktoś zauważył „ przypominanie prawdy o tym, że dzieciom jest lepiej z mamą i tatą, jest uznane za niedozwolony doping w sporcie". Wiceprezydent Warszawy krytykując ją, dodał: „Nie mamy zamiaru się cofnąć (...) ten rząd (...) potrzebuje wroga. Imigranci, geje i lesbijki, Żydzi, UE". Opuścił najważniejsze – cyklistów. Radny opozycyjny pytał, czy rząd szykuje dla osób LGTB+„różowy trójkąt i obóz". Narcyzm pomieszany z ignorancją, bo w Polsce nigdy nie było karania homoseksualistów.

Rzecznik praw obywatelskich stwierdził, że deklaracja LGBT+ ma na celu ochronę przed dyskryminacją. Rzecznik praw dziecka pokazał jej sprzeczność z konstytucją, wzywając RPO do powstrzymania narzucania edukacji seksualnej wbrew konstytucyjnemu prawu rodziców do wychowania dzieci. Karta jest sprzeczna z równością wobec prawa (art. 32 konstytucji), nadając przywileje osobnej grupie. Jej celem jest strategia legislacyjna narzucająca ideologiczny opis rzeczywistości, tj. stan zagrożenia, uzasadniając go niewiarygodnymi danymi. Twierdzi, że wśród 2 mln mieszkańców 10 proc. to członkowie LGTB+ spotykający się z przemocą fizyczną, mową nienawiści, koniecznością ukrywania swojej orientacji psychoseksualnej i tożsamości płciowej. Dane pokazują jednak, że w Polsce jest mniej „przestępstw z nienawiści" niż w innych krajach. Według Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w 2017 r. jedynie 5 na 887 motywowanych było nienawiścią do osób LGBT, gdy np. 25 dotyczyło chrześcijan, a 123 muzułmanów.

Promowanie w Karcie różnych związków rodzinnych jest sprzeczne z art. 18 konstytucji, który określa małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Wytyczne edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej zgodnej ze standardami WHO łamią prawo, bo programy określa ustawa i rozporządzenia MEN, a nie samorządy. Ich treść według art. 48 konstytucji nie może być sprzeczna z prawami i obowiązkami rodziców, a art. 72 zapewnia ochronę praw dziecka, m.in. przed przemocą i demoralizacją.

Wpadli w tęczowe sieci

Karta narzuca patrzenie na seksualność według ideologii gender, zagrażając wyrażaniu odmiennych przekonań dotyczących płci, małżeństwa, natury seksualności, gdy według art. 25 konstytucji władze mają zachować bezstronność w sprawach przekonań światopoglądowych. Wprowadzenie „latarników" zmienia atmosferę w szkole. Najmłodsze z dzieci niezauważające spraw seksualności zachęcane do eksperymenownia uznają, że coś z nimi nie jest w porządku. Pogląd, że wymagają one szybkiej seksualnej kategoryzacji, nie dostrzega ich nieukształtowanej seksualnej psychiki, z czasem w zdecydowanej większości unormowanej. Uznanie stylów seksualności za akceptowalne wprowadza dziecku chaos emocjonalny i moralny. Ta praktyka w szkołach Zachodu zwiększa liczbę uczniów identyfikujących się z mniejszościami seksualnymi, objętych „ochroną antydyskryminacyjną", uniemożliwiając namysł nad jej racjonalnością i często wykluczając interwencję rodziców. „Tęczowe sieci pracownicze" naruszają art. 20 konstytucji gwarantujący swobodę działalności gospodarczej, wprowadzając akcję afirmacyjną dla osób LGTB.

Pomieszanie porządków

W reakcji na Kartę powstał rodzicielski Ruch 4 Marca, pokazujący jego sprzeczność z prawem i eksperymentowanie na dzieciach ideologią gender. Potępił Kartę jako sprzeczną z konstytucyjnym prawem rodziców do wychowania dzieci, Episkopat Polski, wskazując, iż narzuca ideologię sprzeczną z „chrześcijańską antropologią nieakceptującą wielu aspektów ideologii LGBT, w tym wizji ludzkiej płciowości, rodziny, małżeństwa. Biskupi kościołów protestanckich stwierdzili, że Karta to krzywdzenie dzieci i gwałt na rodzicach, totalitarna ingerencja państwa w mir domowy, i wezwali rodziców do oporu.

Zalecenia edukacyjne Karty żądają „akceptacji różnorodności", eliminując pytanie, jakie mają być jej kryteria i co należy tolerować czy akceptować, a co odrzucać – podstawowe pytanie każdego wychowania. Znajomość faktów a promocja wszystkich „stylów" seksualności to dwie różne sprawy. Łączenie szacunku dla drugiego człowieka z taką edukacją seksualną to też piramidalne pomieszanie porządków myślowych. Demoralizuje też wychowawców, czyniąc ich indoktrynatorami określonej ideologii.

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA