fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

To zmierzch sądów III RP - komentarz Tomasza Pietrygi

123RF
Konflikt wokół wymiaru sprawiedliwości pokazał, że władza sądownicza w starciu z polityczną jest bez szans.

Do napięć w systemie trójpodziału władzy dochodziło zawsze. Dość częste były reformy sądownictwa wprowadzane wbrew krytyce trzeciej władzy.

Instrumentalny stosunek polityków do Temidy pozostał niezmieniony. Dziś politycy PO starają się jej bronić raczej ze względów taktycznych i opozycyjnego statusu niż rzeczywistych przekonań. Jeszcze w 2015 r. sejmowa większość przeforsowała wbrew oskarżeniom o zamach na sędziowską niezawisłość i prawa obywatelskie zmianę, która pozwalała ministrowi sprawiedliwości z własnego komputera przeglądać dowolne sędziowskie akta. Wtedy o zamachu na demokrację i próbach wprowadzeniach państwa policyjnego grzmieli politycy PiS.

Dziś sytuacja jest jednak diametralnie inna. Mandat pozwalający na samodzielne zmienianie ustaw kształtujących organizację sądownictwa, a nawet ich obsadę personalną, a także wykręcenie bezpiecznika w postaci niechętnego wizji państwa partii władzy TK spowodował, że PiS w reformowaniu Temidy nie ma żadnych ograniczeń.

Przedstawicielom trzeciej władzy pozostają dziś uchwały, opinie czy medialne protesty, które nie mają żadnego wpływu na toczący się proces i nie są przez rządzących brane pod uwagę.

Bierna pozostaje też opozycja. Po politycznym przeinwestowaniu w spór o TK już z mniejszym zaangażowaniem podchodzi do sporu o reformę sądownictwa powszechnego.

Fatalna pozycja trzeciej władzy w obecnej sytuacji bierze się również ze strukturalnego, fundamentalnego konfliktu PiS ze środowiskami prawniczymi, który wynika z całkowicie innego pojmowania roli państwa, prawa i polityki, a właściwie jej prymatu. Tu nie ma miejsca na kompromis po żadnej ze stron.

Partia władzy traktuje sędziowskie elity, które nadają ton sądownictwu, jako antyreformatorskie, antypaństwowe, broniące modelu, który został przeniesiony w okresie transformacji z PRL, aby chronić to, co ze starego porządku pozostało, i ludzi, którzy w nowym ustroju musieli się odnaleźć.

Po 1989 r. powstała i została wdrożona w życie wizja wymiaru sprawiedliwości kształtowana i w razie potrzeby broniona przez prawnicze elity. Model, inaczej niż w innych krajach Zachodu, pozbawiony politycznej kontroli i odpowiedzialności przed demokratycznie wybranym parlamentem. Oparty na pełnej niezależności, jeśli chodzi o odpowiedzialność czy decyzje kadrowe, w którym jedyna ścieżka awansu wiedzie przez wolę samorządu sędziowskiego.

Dla partii rządzącej dzisiejsze sędziowskie elity to wieloletni strażnicy owego porządku, którzy w sytuacji zagrożenia dla systemu mogą stać się politykami lub sojusznikami każdego, kto będzie go chronił. PiS już w tym systemie udało zrobić się wyłom poprzez paraliż TK. Głównym, zasadniczym celem pozostaje jednak sądownictwo powszechne, jako rezerwat patologii i skostniałych antypaństwowych układów.

Rozkład politycznych sił przez ponad dwie dekady skutecznie uniemożliwiał wzruszenie w ten sposób ugruntowanego modelu. Wszelkie próby zmiany były raczej głosami akademickimi lub traktowane były jako koncepcje awanturnicze.

Dziś władza polityczna dysponuje mandatem wyborczym umożliwiającym przedefiniowanie sądownictwa na własną modłę. Nie ma dziś siły sprawczej, aby ten proces zatrzymać.

Zapraszam do lektury najnowszej „Rzeczy o Prawie" i „Rzeczy o Prawie Ekstra".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA