fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Dlaczego państwo obniża prestiż władzy sądowniczej?

Adobe Stock
Gra idzie o stawkę wyższą: by doszło do przemiany jakościowej sędziów, na ludzi o mentalności służebnej wobec państwa i narodu.

Ojczyznę kochać trzeba i szanować, nie deptać flagi i nie pluć na godło" – śpiewał Muniek Staszczyk z zespołem T. Love. Miłość do ojczyzny nie spędzała mi snu z powiek, pamiętam jednak, że Polska i jej osiągnięcia w świecie były ważne w moim życiu. Był to czas, gdy na półkach sklepowych stał głównie ocet, a większość innych towarów wydawano na kartki. Mój tata przynosił wtedy z pracy kalendarze kieszonkowe.

Sprawiedliwie było nie jeść bananów

Planowanie życia w tym wieku nie wymagało specjalnej organizacji, a tym bardziej kalendarza – te jednak, zapewne z dużym wysiłkiem zdobywane przez rodzica, miały walor nadzwyczajny: zawierały dane statystyczne i informacje o kraju. Kładłem je na półce i w chwilach wolnych od odrabiania lekcji, lektury gazetowych wydań powieści Karola Maya oraz stania w kolejkach za deficytowymi towarami, takimi jak mleko i chleb, czytałem o tym, jaką potęgą jest nasz kraj.

Trzecie miejsce w wydobyciu węgla, drugie w produkcji statków. Zawsze w czołówce, jeśli nie świata, to Europy, a jeśli nie całej, to przynajmniej socjalistycznej. Może w ilości samochodów odstawaliśmy, jednak autorzy danych statystycznych skrzętnie wskazywali, że jeśli idzie o auta w firmach państwowych – to znów jesteśmy (prawie) liderem.

Poczucie dziecięcej dumy z osiągnięć kraju rozbudowywały akademie patriotyczne, izba pamięci w klasie do historii, upamiętniająca martyrologię i waleczność narodu polskiego oraz Zbigniew Boniek strzelający trzy bramki drużynie Belgii w pamiętnych Mistrzostwach Świata w Hiszpanii.

Pamiętam, że kiedyś sąsiad -marynarz przywiózł banany. Trzeba było mi tłumaczyć, jak się je obiera ze skórki i je. A ja i tak przez chwilę wierzyłem, że skoro na Kubie i w Afryce nie ma jabłek, to normalne, że w Polsce nie ma bananów i na tym właśnie polega sprawiedliwość dziejowa.

Ta sama sprawiedliwość, która w szarość przyoblekała ulice. Szarość przerw w dostawach prądu, szarość milicyjnych mundurów i ponurego malowania stojących na skrzyżowaniu tuż obok Huty Szczecin czołgów.

„Zośka"? To taka pani

Patrząc dzisiaj na paski telewizji publicznej dumnie wieszczące kolejne osiągnięcia rządu, porażki opozycji i kompromitacje eurokratów z Brukseli, nieodmiennie wspominam tamte momenty, gdy mój dziecięcy umysł dawał się unosić nachalnym falom propagandy. „Czterech pancernych" zastąpili „Żołnierze Wyklęci", a hekatombę żołnierzy poległych w Siekierkach – wyczyny „Ognia" i „Ponurego". Podobno kłamstwo powtarzane po wielekroć nabiera znamion prawdy, cóż więc powiedzieć o sączonych półprawdach i o przemilczeniach zakrywających szerszy kontekst? Przemilczenia są chyba najgorsze, bo nie wywołują kontrowersji, tak jakby nic się nie wydarzyło.

Oglądałem niedawno filmik z kibicami Legii Warszawa w roli głównej, których dziennikarze pytali m.in., co to jest patriotyzm i „kto to był Zośka". Odpowiedzi rażą niewiedzą, wręcz ignorancją. Rażą też niechęcią do imigrantów i Brukseli. I kiedy słyszę, że „Zośka", to taka ulubiona w Warszawie pani i w Wołominie jest jej herb, to zastanawiam się, czy malowany pustak będzie kiedykolwiek cegłą. Odpowiedź jest oczywista. Z takich pustaków da się jednak ustawić ścianę chroniącą przed Europą, imigrantami, pedałami, lesbijkami, gender i może nawet Owsiakiem.

Machina cieniowania i farbowania rzeczywistości zaprzęgnięta do walki o lepszy wizerunek rządu/państwa i gorszy opozycji/przeciwników działa w najlepsze. Co wszak najważniejsze, skierowana została przeciwko niektórym przedstawicielom tego samego państwa, w tym sędziom. Ich deprecjonowanie przeniosło się już dawno z ust polityków na paski telewizji i przydrożne banery. Można oczywiście zapytać o racjonalność działania państwa, które, obniżając prestiż wyodrębnionej konstytucyjnie władzy sądowniczej, osłabia w istocie swój autorytet.

Dziś jest to jednak pytanie retoryczne. A przeciętny sędzia zostaje z łatką przedstawiciela „nadzwyczajnej kasty" – oko w oko z podsądnym, dla którego autorytet wyroku jest często pochodną przekazu płynącego z czarnej tablicy, a każącego zwracać uwagę na sędziów oszustów i złodziei. Tym bardziej wyroku dlań niekorzystnego.

Sędziowie flagi nie zdepczą...

Tkwiłbym z tym retorycznym pytaniem, gdyby nie posiedzenie Sejmu, dzięki któremu uświadomiłem sobie, że nie chodzi o zmianę nastawienia obywateli do sądów i sędziów. Gra idzie o stawkę wyższą: by doszło do przemiany jakościowej sędziów, na ludzi o mentalności służebnej wobec państwa i narodu.

Cóż jednak, gdy przemiana jakościowa się nie uda, a mentalności nie zmieni się lub nie kupi dodatkiem funkcyjnym bądź awansem? Czy przyjdzie czas na szeroką wymianę kadr i zastąpi cegły pustakami? Te przecież łatwiej przestawiać zgodnie z potrzebami, a otynkowane, wyglądają prawie tak samo.

A sędziowie? Cóż, nie zdepczą flagi i nie naplują na godło, bo tak nas wychowali...

Autor jest sędzią Sądu Rejonowego w Łobzie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA