fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Zuzanna Dąbrowska o rządach PiS: Chaos jako metoda rządzenia

Premier Beata Szydło - posiedzenie rządu
PAP/ Radek Pietruszka
Im więcej frontów zostanie otwartych, tym większe wrażenie zapracowania rządu.

Tak pracowitego okresu w polityce dawno nie było. Codziennie rządząca większość PiS „odpala" nowy temat, a przynajmniej jego ciekawy „podrozdział". Opozycja nie nadąża i gubi się w interwencjach. A w mediach – i tych prorządowych, i antyrządowych panuje informacyjny chaos. Czy PiS postanowił przy pomocy tego właśnie instrumentu rządzić państwem?

– Jest w tym jakaś strategia – przyznaje prof. Ewa Marciniak, politolog z UW. – Poczucie wielości informacji przekształca się w poczucie przeciążenia informacyjnego. Co robi człowiek, który żyje w takim natłoku wydarzeń? Jeden idzie na spacer, a drugi szuka autorytetu, który powie mu, co z tego wszystkiego jest ważne. Ale kto dziś jest tym autorytetem?

Nowe pomysły atakują widzów, słuchaczy i czytelników w sposób zmasowany, wykluczający ich zrozumienie i wyrobienie sobie o wszystkim obiektywnej opinii. Wystarczy przypomnieć sobie dorobek polityczny PiS z zeszłego tygodnia: ustawa dezubekizacyjna, nowelizacja ustawy o zgromadzeniach publicznych, pierwsze czytanie reformy edukacji i nocne prace specjalnej podkomisji, nowe podstawy programowe na stronie MEN, wprowadzanie kwoty wolnej od podatku dla najbiedniejszych, kolejny bój o Trybunał Konstytucyjny. W końcu – choć PiS tłumaczy, że „nie wolno sprawy upolityczniać" – aresztowanie Józefa Piniora pod zarzutami korupcyjnymi.

– Robi się nerwowo – komentuje dr Paweł Kowal, były poseł i eurodeputowany PiS, dziś naukowiec PAN – PiS nie widzi w sondażach oczekiwanej premii z programu 500 plus. W obozie rządzącym narasta rozczarowanie, stąd intensywna praca nad wizerunkiem, prawdziwa mitręga, która ma zbudować przekonanie, że rząd bardzo ciężko pracuje.

PiS podkreśla, że „przywraca w polityce właściwy stan rzeczy". A zgodnie z mitologią grecką nowy porządek może się wyłonić tylko z „pierwotnej materii", jaką jest chaos. Czy politycy PiS wierzą, że w ten sposób otrzymają nową, niezużytą legitymację do sprawowania władzy? – To, co było do załatwienia, prezes Kaczyński już właściwie załatwił – analizuje Mirosław Oczkoś, specjalista ds. kreowania wizerunku z SGH. – TK w zasadzie nie istnieje, sądy się jeszcze bronią, ale prokuratura działa według zamówienia, w sprawie Amber Gold zaczyna się grillowanie przeciwników politycznych. Nikt nie jest w stanie tego myślą ogarnąć.

Opozycja może tylko protestować, co – jeśli dzieje się zbyt często – błyskawicznie się dewaluuje. PO i Nowoczesna bezradnie słuchają, gdy przepisy np. nowelizacji ustawy o zgromadzeniach publicznych nazywane są przez ministra Mariusza Błaszczaka „ustawą o rozwiązywaniu problemów". – Kiedy w 2015 roku PO nowelizowała ustawę o zgromadzeniach – przypomina jednak prof. Ewa Marciniak – nie przyjmowała żadnych poprawek PiS. Dziś jest podobnie. Taką mamy kulturę polityczną i wzajemne relacje między władzą i opozycją. Kto ma władzę, ten ma rację, niczego się nie nauczyliśmy od 27 lat.

Kukiz'15 celnie trafił obóz rządzący przy dyskusji o kwocie wolnej od podatku, domagając się zmiany przepisów, na mocy których posłowie dysponują sumą ponad 30 tys. nieopodatkowanych diet. Ale czy coś z tego wynika poza rosnącą niechęcią obywateli do posłów?

Ważną rolę pełni w zarządzaniu chaosem prezydent Andrzej Duda. Jak na razie, mimo różnych sygnałów mających świadczyć o niezależności, prezydent nie wyłamuje się z szeregu. W wywiadzie dla TVN24 wypowiadał okrągłe zdania mające chyba uspokoić opinię publiczną. – W Polsce jest demokracja, każdy ma prawo wyrażania swoich poglądów, także na ulicy – mówił. Dodał także, że Pałac Prezydencki jest otwarty dla liderów opozycji. „Jeśli będą chcieli przyjść, to ich wysłucham" – zapowiedział. Ale czy coś z tego wysłuchania wyniknie? Prezydent nie powiedział. O samej ustawie Prawo o zgromadzeniach także nie chciał mówić wyraźnie, zapowiedział tylko, że „oceni ją, kiedy zostanie uchwalona przez Senat".

Ma to stworzyć wrażenie, że prezydent jest światły i otwarty oraz że zostawia sobie margines swobody, by oceniać poczynania partii rządzącej. Z reguły jednak okazuje się, że margines ten nie istnieje i prezydencki podpis pojawia się pod każdą ustawą, która wychodzi z Sejmu...

Ale teraz przed prezydentem dwa ważne wyzwania: reforma edukacji i nowe Prawo o zgromadzeniach. W pierwszej sprawie prezydent może się skonsultować z Pierwsza Damą, która przecież jest nauczycielką. Może będzie chciała obronić szkoły językowe, jako germanistka, i stanie po stronie opozycji zgłaszającej poprawki, odrzucone podczas prac komisji przez PiS? Jeszcze trudniejsza jest sytuacja Andrzeja Dudy w sprawie zaostrzenia prawa dotyczącego demonstracji. Nie dość że mocno dyskusyjna jest treść tej ustawy, to jeszcze prezydent będzie musiał wyjątkowo szybko się decydować. Na 10 grudnia wyznaczono przecież kontrmanifestację i zablokowanie obchodów smoleńskiej miesięcznicy...

Świat, także świat polityczny, nie lubi być skomplikowany. Zbyt wiele pytań i jeszcze więcej odpowiedzi budzi niepewność. – To się może skończyć jakimś prawicowym populizmem – ostrzega Paweł Kowal. – Obecne kierownictwo PiS wierzy, że może utrzymać w ryzach prawicowy ekstremizm. Mylą się.

– Pani premier mówi z pogardą: „elity" i nie rozumie, że to ona należy do tej elity, do establishmentu – analizuje były eurodeputowany. – To, że się trochę „przebrali" i próbują kogoś imitować, niczego nie zmienia.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: zuzanna.dabrowska@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA