Rzecz o polityce

Szułdrzyński: Opozycja traci paliwo, PiS wygra polityką miłości

Mateusz Morawiecki
Fotorzepa/ Robert Gardziński
PiS pokona przeciwników polityką miłości.

Po tym, gdy w sobotę PiS obwieścił światu zmianę strategii na rok wyborczy, opozycja zareagowała bardzo przewidywalnie. Gdy premier Mateusz Morawiecki przeprosił za błędy, zaprosił do jedności, spokoju i wspólnego wysiłku na rzecz wzrostu, politycy opozycji słusznie zaczęli przypominać, że PiS stara się powtarzać manewr z 2015 roku, gdy partia adresowała swój przekaz do umiarkowanego centrum, grając bardziej na aspiracjach Polaków niż na wezwaniu do radykalizmu. A rewolucyjne hasło budowy IV RP zostało zastąpione „dobrą zmianą", czyli obietnicą odbudowy narodowej dumy i budowy bardziej inkluzywnej gospodarki. Po wyborach okazało się jednak, że PiS od razu zaczął trwającą już trzy lata wojnę z polskim państwem i jego instytucjami.

Opozycja ma więc rację, że wyborcom trudniej będzie uwierzyć w kolejną przemianę PiS z wilka w owieczkę. Sęk w tym, że reagując w ten sposób, robi dokładnie to, czego oczekiwał od niej PiS. Bo z jednej strony to jest najsłabsze ogniwo nowej strategii partii rządzącej – jej wiarygodność. Ale z drugiej – jeśli PiS uda się wytrzymać przez kilkanaście miesięcy kurs na centrum, opozycja znajdzie się w trudnej sytuacji.

Część komentatorów po wyborach samorządowych podpowiadało PiS, że należy odpuścić sobie liberalne centrum, zarzucić próby kokietowania miast i zwrócić się do wiernych wyborców z prowincji, by poczuli się bardziej dopieszczeni. Ale taka recepta świadczy o niezrozumieniu tego, co wydarzyło się 21 października oraz dwa tygodnie później. Największym problemem kampanii wyborczej PiS było to, że zmobilizowała ona bardzo skutecznie przeciwników tej partii. Polityka miłości ma więc nie tyle sprawić, by nowi wyborcy przyszli do PiS, ale by ci, którzy są jej przeciwnikami, pozostali w domach. Jeśli jedną z największych bolączek przeciwników PiS jest obawa przed tym, że Jarosław Kaczyński wyprowadzi Polskę z Unii Europejskiej, to ostentacyjne wielkie flagi UE podczas przemówień premiera Morawieckiego plus ciepłe słowa o Unii sprawiają, że polexit przestaje być tematem. Jeśli centrowi wyborcy obawiają się konsekwencji sporu z Brukselą o sądownictwo, zrobienie przez PiS kilku kroków w tył w sprawie ustawy o SN nie tyle pomaga partii rządzącej, ile miesza szyki opozycji – traci ona poważne argumenty w walce z PiS. Obniżenie temperatury sporu, uspokojenie sytuacji politycznej sprawia, że opozycja traci paliwo. Tym bardziej że jak dotąd ani po stronie PO, ani Nowoczesnej, ani PSL nie pojawiła się spójna wizja porządku, jaki chcą zbudować po ewentualnym odsunięciu PiS od władzy, ani jakiejś urzekającej opowieści o tym, co będzie potem.

Nowa strategia PiS jest właśnie odpowiedzią na brak strategii opozycji. Przekonywanie przez partię rządzącą, że jest właściwie normalną partią prawicową realizującą wyłącznie interes narodowy, to duże niebezpieczeństwo dla opozycji. PiS ma już swoich sympatyków i poparcie wystarczające do tego, by wyborcy znów dali jej władze. Chodzi jej wyłącznie o demobilizację przeciwników.

W dodatku PiS ma narzędzia do tego, by to robić. Jeśli sprawi, że w najbliższych miesiącach najważniejsza będzie nie twarda polityka, ale wszelkiego rodzaju ułatwienia dla biznesu, pomoc poszczególnym grupom społecznym, kontynuowanie polityki socjalnej i w umiarkowanym stopniu dbanie o narodową dumę – pod warunkiem że PiS będzie konsekwentny – może się okazać bardzo skuteczne. Zaś opozycja „strasząca PiS-em", który będzie epatować miłością, będzie wyglądała na politycznego harcownika, który zmusza ludzi do zajmowania się polityką, skoro oni są zainteresowani własnym życiem, rozkręcaniem własnego biznesu, karierą czy troską o rodzinę. Byłoby to swego rodzaju odwrócenie sytuacji z lat 2011–2012, gdy to PO jawiła się jako partia spokoju, a PiS swym radykalizmem odstraszał część wyborców.

Jeśli więc opozycja nie będzie miała pomysłu na nową strategię, PiS zaś swoją zrealizuje, prezes Kaczyński będzie mógł być spokojny o wynik przyszłorocznych wyborów.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL