fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Patryk Jaki: Mam w sobie wielką złość

Fotorzepa/ Michał Kolanko
Słabych i złych projektów Trzaskowskiego rząd nie powinien wspierać – mówi wiceminister, były kandydat na prezydenta stolicy

Rzeczpospolita: Zaskoczyła pana skala porażki?

Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości, szef Komisji Weryfikacyjnej: Porażka była wkalkulowana w moje kandydowanie. PiS przegrywało w Warszawie zdecydowanie od lat. Skłamałbym jednak, gdybym nie powiedział, że nie wierzyłem w zwycięstwo. Mimo to osiągnąłem wynik najlepszy jaki osiągnął kandydat PiS od 2006 roku, o 40 tys. głosów lepszy niż w pierwszej turze pan prezydent Andrzej Duda w Warszawie. Moja kampania od kwietnia do lipca, kiedy nie było jeszcze kampanii centralnej była jedyną kampanią obozu Zjednoczonej Prawicy, a wyniki sondażowe były wtedy w Polsce rekordowo wysokie. Więc dużo złej woli trzeba, aby nie zauważyć, że nasza kampania „ciągnęła" wynik w całym kraju.

A jednak do drugiej tury pan nie przeszedł.

Hanna Gronkiewicz-Waltz wygrywając wybory w pierwszej turze cztery lata temu otrzymała ok. 290 tys., co przełożyło się na ok. 48% poparcia, ja otrzymałem teraz ok. 260 tys. głosów. Prawie 100 tys. więcej niż kandydaci PiS w pierwszej turze w poprzednich wyborach. Większość obserwatorów i publicystów chwilę przed ciszą wyborczą pisała, że nasza sztab zdecydowanie wygrał tę kampanie. Jednak jak widać racjonalne kwestie nie miały znaczenia, tylko emocje.

Co zdecydowało o przegranej już w pierwszej turze?

Manipulacja taśmami, która podniosła frekwencję po stronie opozycji i demobilizowała nasz elektorat. Dodatkowo brak kandydata trzeciego, który zadecydował o braku drugiej tury. Jeżeli pozostali kandydaci wykazaliby minimum przyzwoitości, to doszłoby do drugiej tury, w której wszystko mogło się zdarzyć. Pozostali kandydaci nie wytrzymali tempa kampanii, które było zabójcze. Poza mną i Trzaskowskim pozostali pretendenci już na samym finiszu nie mieli siły, żeby biec.

Zaszkodziła panu w wyborach ogólnopolska krajowa polityka PiS?

Śmieję się, że ja po prostu nie nadaję się na tę funkcję. Nie reprywatyzowałem rodzinie żadnych mieszkań, nie jestem skazany za oszustwo, nie ukrywałem żadnych mieszkań w oświadczeniach majątkowych. Ja tylko chciałem uczciwej Warszawy. Dodatkowy problem to frekwencja. Warszawa była dopiero siódma, jeśli chodzi o wzrost frekwencji. Większe wzrosty były np. w Poznaniu czy Szczecinie, gdzie kampania nie była prowadzona w tak dużym tempie. To oznacza, że była to tendencja ogólnopolska.

Co miało na nią wpływ?

W październiku są zawsze największe spadki w sondażach ogólnopolskich. Te spadki w Warszawie trzeba liczyć podwójnie. A w październiku była głownie gra taśmami.

Na ile obóz władzy panu zaszkodził, na ile pomógł? Przygotował pan audyt swojej kampanii?

Wewnętrzny audyt sporządziłem. Od października kampania wymknęła się z poziomu, na którym prowadziłem dyskusję. A prowadziłem debatę na poziomie wizji miasta, parkingów, transportu, uprawnień dla deweloperów itp.. Okazało się, że w percepcji ludzi ważniejsze było, czy taśmy oznaczają, że PiS jest taki sam jak PO. Tu się toczyła dyskusja. Póki ogólnopolska dyskusja nie weszła, moje sondaże były bardzo dobre.

Kwestia Roberta Kubicy, słowa Mateusza Morawieckiego ze starych taśm na temat sportowca i jego zdrowia, również panu mogła zaszkodzić?

Te sprawy były komentowane przez ludzi, ale czy miały decydujący wpływ? Nie mam pełnego przekonania. A że miały wpływ, to widziałem na własne oczy. Ktoś nawet rzucił we mnie ryżem na ulicy.

Pański sen o Warszawie zakończył się?

Nie. Mimo że przegrałem wybory, to mieszkańcy wyznaczyli mi rolę w opozycji i to z potężnym mandatem. Ćwierć miliona warszawiaków, którzy na mnie głosowali, będą mieć silny głos w Warszawie. Przygotowuję nowe projekty dla stolicy. Będziemy tak aktywną opozycją, jakiej jeszcze PO w Warszawie nie widziała. Moja aktywność się nie zmniejszy. Wciąż będę zabiegał o sprawy mieszkańców. Przykro mi, że wszystkie moje diagnozy dzisiaj się potwierdzają.

To znaczy?

Mówiłem, że Rafał Trzaskowski kłamie, jest niewiarygodny i miałem rację. Wycofuje się za swoich najważniejszych obietnic. Prezydent Trzaskowski wycofuje się z kolejnych obietnic: śmieci, bilety, oświata, Skra. Powiększa administracje. Na konferencji daje stanowisko, na które musi się odbyć konkurs. A teraz jeszcze ten żałosny projekt pl. Defilad na miarę małej gminy a nie stolicy Polski, z latającą świnią. Wycofuje się z podwyżek dla nauczycieli...

5 procentowe mają być.

Obiecywał co innego. Ponadto miały być dodatki na zajęcia pozaszkolne. Teraz mówi nie o wszystkich dzieciach jak w kampanii, ale o małym... pilotażu.

Rząd nie powinien współpracować i wspierać słabych projektów nowego prezydenta Warszawy?

Słabych i złych projektów Trzaskowskiego rząd nie powinien wspierać. Projekty prorozwojowe powinny zyskać pomoc. Zresztą walczę teraz o przepisy, które nie pozwolą na reprywatyzację kamienic z lokatorami. To czysta praca dla Warszawy, mimo że kampania się zakończyła.

Pogratulował pan Trzaskowskiemu zwycięstwa, zapowiedział gotowość do współpracy, a teraz zapowiada, że będzie opozycją totalną w stolicy.

Nie będę opozycją totalną. Będziemy opozycją, która będzie bardzo aktywnie patrzeć na ręce. Ludzie w Warszawie liczą na nas. Nie mam zamiaru tego kapitału zmarnować.

Zapowiadał pan „Plan dla Warszawy". Jest nim rozliczanie Trzaskowskiego czy pozytywne propozycje dla miasta?

Mam szereg pozytywnych ofert dla stolicy. Będę je przedstawiał stopniowo.

Porażka sprawiła, że zrobiło się o panu ciszej. Przeżywa pan przegraną?

Nie ukrywam, że tak po ludzku mam w sobie wielką złość. Mam przekonanie, że pracowaliśmy ciężej, narzucaliśmy ton debacie, mieliśmy ciekawsze propozycje, byliśmy bardziej kreatywni, a oni mieli słaby program składający się z niezrealizowanych obietnic Hanny Gronkiewicz-Waltz. Ja chodziłem do wszystkich mediów, Rafał Trzaskowski tylko do swoich. Ja chciałem bezpośredniego starcia i debaty jeden na jeden, a Trzaskowski jej unikał. Ja rozszerzałem swoje zaplecze, on zamykał się na prawą stronę, a mimo to wygrał.

Mimo że wystąpił pan z Solidarnej Polski to skojarzenie z PiS panu zaszkodziło?

To nie jest miasto łaskawe dla tej partii. Osobiście ta przegrana tylko mnie wzmocniła. Czuje się silny jak nigdy dotąd. Porażki w życiu często więcej dają niż zwycięstwa. Dodatkowo praca mojego zespołu dołożyła wielką cegłę do zwycięstwa PiS w Polsce. To zespół perspektywiczny, który może w przyszłości zwyciężać dla Warszawy i dla Polski. Wielu obserwatorów i Polaków ma poczucie, że warszawski wynik nie jest sprawiedliwy. Ja jednak przyjmuję go z pokorą i dalej wyrażam gotowość współpracy z prezydentem Trzaskowskim dla Warszawy.

Będzie pan w przyszłości kandydował na prezydenta Warszawy?

Nie wykluczam tego. Jest we mnie taka gotowość. Przegrana mnie wzmocniła. Dostałem ciosy, które mnie nie przewróciły. Będę gotów do kolejnych walk dla Polski.

Jako bezpartyjny polityk?

Raczej tak.

Nie wróci pan do Solidarnej Polski? Nie wstąpi do PiS?

Nie mogę wykluczyć wstąpienia do partii.

Będzie pan współpracował z Piotrem Guziałem?

Chciałbym, bo to wartościowy polityk. Nie wiem tylko, czy on chce kontynuować swoją przygodę z polityką.

Co z Komisją Weryfikacyjną?

Pracuje. 21 grudnia stanie przed obliczem komisji Robert N., najsłynniejszy świadek, który potwierdził że się stawi. W Sejmie jest też ważny projekt zmian ustawowych, który znacząco poprawi sytuacje dotyczącą reprywatyzacji.

Będzie pan próbował wezwać ponownie przed oblicze Komisji Weryfikacyjnej Hannę Gronkiewicz-Waltz, tym razem jako osobę prywatną?

Nie wykluczam ponownego wezwania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Jednak nie jest teraz najważniejszym świadkiem dla nas.

A Rafała Trzaskowskiego będzie pan chciał wezwać przed komisję?

Na razie nie mam takich planów.

Na razie?

Niczego nie można wykluczyć. Jednak na dziś zdecydowanie nie.

Kiedy raport końcowy Komisji Weryfikacyjnej?

Pod koniec kadencji tych rządów. Nie wiemy co będzie w przyszłej kadencji i czy Komisja będzie mogła kontynuować swoje prace.

Jest w panu gotowość kandydowania do Parlamentu Europejskiego?

Jestem gotowy kandydować do PE. To będą bardzo ważne wybory dla Zjednoczonej Prawicy, które odbędą się na chwilę przed wyborami parlamentarnymi. Chciałbym pomóc Zjednoczonej Prawicy wygrać jedne i drugie wybory.

Chciałby pan kandydować z Opolszczyzny czy Warszawy?

Chciałbym kandydować z Warszawy. Wybory samorządowe i do PE zawsze są dla PiS bardzo trudne. Te wybory charakteryzują się dużą frekwencją w miastach i mniejszą w mniejszych miejscowościach. Zaangażowanie w wyborach PE przełoży się na wynik wyborów parlamentarnych.

Opozycja liczy, że afera KNF pozbawi władzy Zjednoczoną Prawice.

Sprawa KNF była dla nas groźna na początku. Pokazaliśmy jednak, że reagujemy błyskawicznie i bezwzględnie wobec tych, którzy mogą mieć nieczyste sumienie. Pan Ch. został pobawiony stanowiska państwowego, trafił do aresztu i ma postawione zarzuty. Proszę mi pokazać podobnie bezwzględną reakcje w PO kiedy wybuchały afery. Władza deprawuje i zawsze znajdzie się ktoś, kto chce wykorzystać swoje stanowisko. Kluczowe jest jednak to jak dana władza reaguje nad nieprawidłowości. Jak widać u nas bezwzględnie.

Nie ma pan wrażenia, że kolejne otwieranie sporów, z USA, mediami, ostre wpisy w mediach społecznościowych poseł Pawłowicz i pana Tarczyńskiego, mogą PiS utwardzić wśród swoich wyborców, ale odciąć centrum?

Nie ma żadnego sporu z USA. Kwestia listu pani ambasador okazała się nieporozumieniem, już wytłumaczonym. Zmian w mediach nie planujemy. Niektóre wpisy nigdy nie powinny się zdarzyć.

Mogę zacytować panu wpisy poseł Pawłowicz...

Nie trzeba. Nie jestem fanem tych wpisów. Takie wpisy nam nie pomagają.

— rozmawiał Jacek Nizinkiewicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA