fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Debata publiczna: Szczęk oręża zagłusza myślenie

Fotorzepa
Czy nadejdzie ten czas, gdy odrzucimy populistyczne hasła i zaczniemy merytorycznie rozmawiać bez personalnych wycieczek?

Trzeba by uwierzyć – a właściwie trudno znaleźć powód, by tego nie zrobić i tę wiarę odrzucić – że mój przeciwnik polityczny jest zakochany w Polsce. I że nawet wtedy, gdy przedstawia propozycje, czasem dalekie od moich, motyw, który przyświeca jego działaniu, ten najgłębszy, to nie jest walka polityczna ze mną, tylko miłość do ojczyzny" – tak kilka tygodni temu odpowiedział mi abp Grzegorz Ryś, pytany o konieczność szukania jedności w działalności politycznej.

„Trudno będzie zbudować prawdziwy pokój społeczny ze złamanymi sercami, które rozpadły się na tysiąc kawałków" – to z kolei słowa papieża Franciszka zapisane w 2013 roku w adhortacji „Evangelii gaudium", dokumencie uznawanym przez wielu za program tego pontyfikatu.

„Wskutek tego, że wszystko wyraża się w terminologii układu sił, walki grup i klas, przyjaciół i nieprzyjaciół, przygotowuje się odpowiedni grunt barierom społecznym, pogardzie, a nawet nienawiści, terroryzmowi i ich apologii skrytej lub jawnej. [...] Duży wpływ ma również sposób wyrażania się podczas wymiany zdań i konfrontacji politycznych, narodowych i międzynarodowych. Wy, którzy ponosicie odpowiedzialność za narody i organizacje międzynarodowe, umiejcie odnaleźć nowy język, język pokoju; sam przez się otworzy on nową przestrzeń dla pokoju" – to zaś słowa Jana Pawła II z orędzia na Światowy Dzień Pokoju w roku 1979.

Przytaczam te trzy obszerne cytaty – choć pewnie dałoby się odnaleźć ich więcej – bo jak ulał pasują do otaczającej nas rzeczywistości, w której serca „rozpadły się na tysiąc kawałków", trudno uwierzyć, że mojemu przeciwnikowi idzie o miłość do ojczyzny, a nasz język stał się głównie nośnikiem nienawiści.

Obserwując nasze podwórko, od ponad dekady zdominowane przez walkę PO i PiS, a de facto Tusk – Kaczyński, na którym żadna inna formacja nie jest w stanie się przebić, każdy rozsądnie myślący zadaje sobie pytanie, czy kiedyś uda się wyrwać z tego kręgu? Czy nadejdzie ten czas, gdy odrzucimy populistyczne hasła i zaczniemy merytorycznie rozmawiać bez personalnych wycieczek? Co musi się stać, byśmy choć przez chwilę dostrzegli, że jest wiele rzeczy, które nas łączą (śmiem twierdzić, że jest ich więcej niż tych, które dzielą)?

Nie ma prostych odpowiedzi. Pewnie dlatego, że przez 28 lat, które upłynęły od 1989 roku, nie udało się nam wypracować jednej, spójnej wizji naszego państwa. Kierunku, w którym chcemy podążać.

Jednych zafascynował niedostępny dla nas przez lata świat zachodni i bezrefleksyjnie czerpią z niego wzór oraz przenoszą na nasz grunt tamtejsze idee. Podążając za modą, usiłują płynąć głównym nurtem i boją się z niego wypaść. Trafnie tą postawę charakteryzuje właśnie papież Franciszek, gdy mówi o takich ludziach, że żyją „w abstrakcyjnym uniwersalizmie globalizacji" i „niczym pasażerowie zadekowani w wagonie restauracyjnym, z otwartymi ustami, klaszcząc podziwiają fajerwerki świata należącego do innych".

Innym wydaje się, że nowoczesność oznacza wykorzenienie, wyrzeczenie się dziedzictwa przodków. Lepiej zatem trwać w okopach i bronić się przed zgniłym Zachodem. Tkwić w „folklorystycznym muzeum lokalnych pustelników, skazanych na powtarzanie wciąż tego samego, niezdolnych do reagowania na to, co odrębne".

Nieustający szczęk oręża na piastowskiej ziemi zagłusza zdroworozsądkowe myślenie potomków Mieszka czy Bolesława, którzy raz po raz popadają ze skrajności w skrajność. Czy to wszystko da się jeszcze skleić?

A gdyby tak, jak powiada papież Franciszek, „zwrócić uwagę na wymiar globalny, aby nie ulec pokusie wąskiego, lokalnego spojrzenia", jednocześnie jednak nie „tracić z pola widzenia tego, co lokalne", bo „w ten sposób stąpamy twardo po ziemi". A gdyby tak odrzucić konfrontacyjny podział MY – ONI i spróbować połączyć idee? A gdyby tak wreszcie przestać myśleć o sobie, a zacząć o ojczyźnie. A gdyby rzeczywiście uwierzyć w to, że mój przeciwnik kocha swój kraj?

Czy dzisiejsi gracze rodzimej sceny politycznej, a wraz z nimi także i my, jesteśmy do tego zdolni?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA