fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Szułdrzyński: Kogo przyciąga zdziczały konserwatyzm

Prezes Jarosław Kaczyński
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Miasta przeciw PiS

PiS odniosło w wyborach zdecydowane zwycięstwo, które nie podlega najmniejszej wątpliwości – powiedział we wtorek prezes PiS Jarosław Kaczyński. Gdy jednak lider partii przekonuje publicznie, że coś nie ulega wątpliwości, to znaczy, że takie wątpliwości się pojawiły i trzeba zarówno do działaczy, jak i sympatyków, wysłać sygnał: dobrze jest!

PiS oczywiście wygrał wybory do sejmików – otrzymując najwięcej głosów i zdobywając najwięcej mandatów. Podobnie ma się sprawa w powiatach i gminach. Choć opozycja triumfuje, to jej radość jest trochę przedwczesna. Bo fakt, że PiS nie wszędzie dobrze poszło, nie oznacza, że dobrze poszło Koalicji Obywatelskiej, PSL czy SLD.

I chociaż PiS prezentował we wtorek mapki z liczbami radnych wojewódzkich i powiatowych, problemem dla partii rządzącej są przede wszystkim miasta. Nie tylko metropolie, w których kandydaci PiS zostali rozgromieni, ale również duże, a nawet średnie miasta. PiS przegrał nie tylko w miastach na zachodzie czy centrum kraju, ale nawet na bardzo prawicowym południu i wschodzie. Jak zauważył w ciekawej analizie Bartosz Brzyski, problemem PiS było to, że kampanię przeprowadził pod kątem polityki centralnej, nie odwołując się do lokalnych uwarunkowań. „Zamiast myśleć nad tworzeniem spójnej opowieści o mieście kandydaci PiS próbowali bazować na czymś, czego nie mieli – wiarygodności w miejskim elektoracie. To nie mogło się udać bez własnej, miejskiej tożsamości. Bez tożsamości tymczasem nie ma konserwatyzmu" – pisze ekspert Klubu Jagiellońskiego.

„Przed obozem konserwatywnym stoi zatem ogromne wyzwanie: jak stworzyć »nowego mieszczanina«. Takiego, który, zamieszkując w dużym mieście, nie czuje się zmuszony do porzucenia własnej tożsamości, ale znajduje w nim miejsce do jej pielęgnowania" – zauważa Brzyski.

To prawda, ale problem jest poważniejszy. Jeśli zastanawiamy się nad praktyką polityczną ostatnich trzech lat, można zapytać, co ma do zaproponowania konserwatywnemu elektoratowi z średnich, dużych i wielkich miast partia rządząca? Czy ofertą dla konserwatystów mają być transmisje z religijnych uroczystości? A może toporna propaganda w telewizji publicznej? Przecież mimo tradycjonalistycznego sztafażu, PiS nie przedstawił w ostatnich trzech latach zbyt wielu działań, które w realny sposób budowałyby wspólnotę, która dla konserwatystów jest tak ważna. Czy próba pisania historii ostatnich 30 lat na nowo, to ma być ten wabik dla konserwatystów z miast? A może szczucie na elity?

Problemem PiS jest nie to, że jest za mało konserwatywny, ale to, że myli tradycjonalizm ze zwykłym chamstwem. Szef MON piszący o „marszu sodomitów", obraźliwe wobec osób niepodzielających poglądów wpisy na Twitterze Krystyny Pawłowicz czy Dominika Tarczyńskiego, są przejawem czegoś, co kiedyś w „Plusie Minusie" nazwałem konserwatyzmem zdziczałym. Wątpię, by był on w stanie przyciągnąć do PiS konserwatystów.

Jedną z cech konserwatyzmu jest umiar. PiS zaś (powtarzając błędy z lat 2005–2007) osobom umiarkowanym coraz bardziej zaczyna kojarzyć się obciachem czy zwykłym zakłamaniem niż konserwatyzmem.

Jakże inny jest dziś PiS od tego, jaki jawił się w 2015 roku. Trzy lata temu PO przegrała, bo przegapiła wzbierającą w młodych patriotyczną falę, tych, którzy coraz chętniej posługiwali się narodowymi symbolami, emblematami, sprzątali groby powstańców, partyzantów, pomagali weteranom itp. Dziś, tuż przed setną rocznicą odzyskania niepodległości, PiS tych bardziej patriotycznie nastawionych oddaje narodowcom.

Brzyski ma rację, że PiS, proponując wizję całkowicie centralistyczną, zapomina o tożsamościach lokalnych, które są podstawą budowania właśnie lokalnych patriotyzmów. Kłopot w tym, że PiS nieustannie myli konserwatyzm z dość płytkim tradycjonalizmem podlanym dość zewnętrznie pojmowaną religijnością. W dodatku zbyt często wykorzystuje przeszłość jako sztafaż mający uzasadniać słuszność zupełnie przygodnych działań politycznych. Nic tak nie kompromituje idei dekomunizacji, jak wykonanie rękami byłego prokuratora z PZPR skoku na sądownictwo.

Wynik PiS w miastach pokazuje, że nie ma on żadnej ciekawej oferty dla miejskich konserwatystów, dla których konserwatyzm to, coś więcej niż tylko zabawa w grupę rekonstrukcyjną.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA