fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Kozubal: Żołnierze to nie ścianka do robienia zdjęć

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Jednostki wojskowe powinny być w kampanii zamknięte dla polityków.

Czy rząd PiS wykorzystał 15 sierpnia wojsko w kampanii wyborczej? Opozycja jest tego pewna, ale można się o tak ostre sformułowanie spierać. Bo to, że defilada odbyła się w Katowicach, po części wynikało z faktu wspomnienia historii powstań śląskich. Dyskusyjne może być i to, czy premier Mateusz Morawiecki, który jest „jedynką" PiS w Katowicach, powinien przemawiać w trakcie defilady. Pół biedy jednak, jeżeli „wykorzystanie" wojska miałoby się ograniczyć tylko do tego.

Zaledwie kilka lat temu, czyli w momencie formowania Wojsk Obrony Terytorialnej, stały się one obiektem hejtu. Niektórzy publicyści nazywali je armią Macierewicza czy weekendową. Dzisiaj wielu zmieniło zdanie. Oczywiście są wobec WOT krytyczni, ale widzą w nich potencjał, mniej obrażają żołnierzy. To skutek opisywania rzeczywistego, a nie deklaratywnego działania tych wojsk.

Przeczytaj komentarz Artura Bartkiewicza: Defilada wyborcza, czyli jak Śląsk wrócił do matki Polski

Czy to może się zmienić? Tak – i to błyskawicznie – przy dzisiejszej polaryzacji sceny politycznej. Warunek jest prosty: wystarczy, aby jednostki wojskowe stały się areną kampanii wyborczej, popisów kandydatów, a przede wszystkim, aby minister zgodził się otworzyć wojskowe bramy dla osób, których celem będzie tylko sfotografowanie się na tle czołgu lub żywej ścianki ustawionej z żołnierzy. To pierwszy krok do tego, aby składać hołdy politykom. Wystarczy przypomnieć te kierowane wobec Bartłomieja Misiewicza, które do dzisiaj niektórym odbijają się czkawką.

Granica zatem jest cienka, a pokusa wielka. W trakcie poprzedniej kampanii wyborczej do PE minister Mariusz Błaszczak wprowadzał do jednostek wojskowych kandydatów PiS tylko po to, aby zrobili sobie zdjęcie z żołnierzami. Wystarczy przypomnieć chociażby majową wizytę w śląskiej brygadzie WOT z udziałem Jadwigi Wiśniewskiej, kandydatki PiS, która z wojskiem nie miała wiele do czynienia.

Można się zastanawiać, czy wprowadzić np. jakieś uregulowania, które zamkną bramy koszar dla prowadzenia kampanii wyborczej. Ale czy byłoby to zasadne?

Wydaje się, że zasady dotyczące apolityczności wojska są jasne. Zakładają, że w armii nie może być prowadzona jakakolwiek działalność ani agitacja polityczna, wojskowi nie mogą być członkami partii politycznych ani stowarzyszeń, organizacji lub ruchów obywatelskich stawiających sobie cele polityczne, a armia nie może być angażowana w działalność polityczną.

Wydawać by się mogło, że złamanie tych zasad może odbić się na zaufaniu do tej instytucji. To szczególne ważne, gdy MON zachęca młodych ludzi do wstępowania w szeregi armii. To również złamanie konstytucji i ustaw, które gwarantują apolityczność wojska. Fundamentem w tym przypadku jest sformułowanie, że „Siły Zbrojne zachowują neutralność w sprawach politycznych oraz podlegają cywilnej i demokratycznej kontroli". A rota przysięgi narzuca na żołnierza m.in. obowiązek stania na straży konstytucji.

Zatem jest to kwestia nie tylko kręgosłupa moralnego dowódcy, ale też fundamentalnych zasad, na których oparte jest państwo i których powinien strzec.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA