Rzecz o polityce

Krzyżak: Trzeba zacząć bitwę o pamięć o Powstaniu Warszawskim

AFP
My, Polacy, o Powstaniu Warszawskim wiemy. Ale na świecie wiedza jest nikła.

Trwamy w zadumie i pamięci o 63 dniach Powstania Warszawskiego. W tych dniach wspominamy m.in. masakrę na Woli.

My, Polacy, o Powstaniu Warszawskim wiemy. Uczono nas o nim, także w komunistycznych podstawówkach. Niektóre niewygodne dla ówczesnej władzy epizody pomijano, ale pamięć jako taka była. Kilka lat temu zaczęło się to zmieniać. Powstało muzeum, zaczęto porządkować groby powstańcze, przypomniano sobie o żyjących bohaterach tamtych czasów. Ale na świecie – co we wtorkowej „Rzeczpospolitej" zaakcentował prof. Norman Davies – wiedza jest nikła. A przecież nie ma drugiego takiego miasta, w którym w ciągu ledwie 63 dni zginęło ok. 200 tys. ludzi. Amerykańskie bomby atomowe spadły wprawdzie na Nagasaki i Hiroszimę, alianci zbombardowali Drezno, lecz nie ma takiego miasta, które właściwie zmieciono z powierzchni ziemi.

Tu i ówdzie jakaś wiedza o powstańczym zrywie jest. Pracująca we Włoszech koleżanka dokładnie w 74. rocznicę powstania na FB opisała scenkę, którą zaobserwowała w swoim biurze. Włoch z przejęciem opowiadał hiszpańskiemu koledze, że 1 sierpnia to jeden z najważniejszych dni dla Polaków i wyjaśniał dlaczego. Obaj byli poruszeni postawą bohaterów z tamtych dni oraz pamięcią, którą kultywują współcześni. Ale już turyści, którzy 1 sierpnia obserwowali śpiewanie powstańczych pieśni na pl. Piłsudskiego, takiej wiedzy nie mieli. Internet pełen był zdjęć obcokrajowców, którym tłumaczono, o chodzi.

Jak trafić do międzynarodowej opinii publicznej z Powstaniem Warszawskim? Kilka dni temu b. marszałek Sejmu, dziś poseł do PE Marek Jurek mówił w programie #RZECZoPOLITYCE, że każdego roku przed rocznicą powstania Polska Fundacja Narodowa winna wykupywać całe strony w zagranicznej prasie na teksty poświęcone powstaniu, proponował również wynajmowanie billboardów.

Idea warta uwagi, ale mamy w Brukseli otwarty przed rokiem Dom Historii Europejskiej. Duża część jego ekspozycji poświęcona jest II wojnie światowej. Zwiedzający dowiedzą się tam m.in. o tym, że mieszkańcy okupowanych przez Niemców krajów występowali przeciwko nim zbrojnie. Koniec przekazu. O Powstaniu Warszawskim ani słowa.

Rok temu, gdy brukselski dom otwierał swe podwoje, biadoliliśmy, że historia Polski przedstawiona jest tam w krzywym zwierciadle. I na narzekaniu się skończyło. A przecież muzeum to wciąż odwiedzają wycieczki szkolne. Tam pogłębiają swoją wiedzę o historii Europy. Czas zatem na to, by rozpocząć kampanię o to, by chociaż tam młodzi Europejczycy usłyszeli choć dwa zdania o tym, co się działo w Warszawie w sierpniu i wrześniu 1944 roku.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL