Rzecz o polityce

Stankiewicz: Platforma walczy ze sobą

Grzegorz Schetyna
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Zdumieni członkowie PO przyglądają się wewnętrznej wojnie na wyniszczenie.

Gdy w minionym tygodniu Bronisław Komorowski był gościem internetowego programu „Rzeczpospolitej" #RZECZoPOLITYCE, tak mówił o konflikcie między Grzegorzem Schetyną a Ewą Kopacz: – Obawiam się rozłamu PO, ale wierzę, że do niego nie dojdzie. Podziały wewnętrzne są zagrożeniem dla każdej partii.

Jeśli były prezydent tak mówi, to znaczy, że sprawa jest poważna.

Kiedy Grzegorz Schetyna obejmował wymarzony ster w PO, zarówno jego stronnicy, jak i przeciwnicy dawali sobie pół roku na ocenę jego skuteczności. Pół roku mija już niedługo.

Dlatego dziś w ławach Platformy coraz więcej posłów dokonuje bilansu – co Schetyna osiągnął, jaka jest jego polityczna strategia i czy postawienie na polityka nie było błędem.

W partii czuć rozczarowanie. Schetyna dostał w wyborach ponad 90 proc. głosów, a poparła go nawet spora część wcześniejszych przeciwników. Masowe postawienie na Schetynę było aktem rozpaczy, oczekiwaniem silnego lidera, który ma poukładane w głowie, jak poprowadzić partię i jak na nowo przyciągnąć do niej wyborców. A przede wszystkim – lidera, który jako stary polityczny wyga będzie potrafił wejść w starcie z PiS i krzyżować część kontrowersyjnych planów Jarosława Kaczyńskiego.

Jak dotąd, żadna z tych nadziei się nie ziściła. Platforma wciąż jest w najpoważniejszym kryzysie od momentu swego powstania i nie widać nadziei na poprawę. Nie wiadomo, co ma do zaoferowania wyborcom i jak chce się odróżnić od innych środowisk opozycyjnych, które rosną w siłę. Nawet jeśli pojawi się takie badanie jak najnowszy sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej", które pokazuje znaczący wzrost PO (o 6 punktów), to i tak Nowoczesna wypada lepiej (19 proc.), a PiS jest odległe o lata świetlne (33 proc.).

Platforma nie ma żadnych oryginalnych pomysłów programowych, poza potępianiem w czambuł wszystkiego, co robi PiS. No i Schetyna nie wynalazł metody na powstrzymanie Kaczyńskiego, który idzie do przodu niczym taran.

Szef PO próbuje uciec do przodu. Zapowiada regionalne konwencje tematyczne, chce też na jesieni ogłosić nowy program. Tyle że to nie jest recepta na główny problem Platformy – utratę powabu. Znaczona aferami końcówka rządów Donalda Tuska zdewastowała wizerunek partii i stąd sondażowy dołek.

Jakby tego było mało, Platformę trawi ostra wewnętrzna wojna – i na krótką metę to może być dla niej znacznie groźniejsze od wizerunkowego tąpnięcia. Iskrzy między szefem PO i Ewą Kopacz oraz ich obozami wewnątrz partii.

Gdy Schetyna przejmował Platformę, w partii panowało przekonanie, że w obliczu pisowskiej rewolucji nowy lider zjednoczy Platformę i zaniecha zemsty na sprawcach swych wieloletnich upokorzeń. Stało się inaczej. Schetyna swe rządy w Platformie wręcz zaczął od wyrzynania partyjnych konkurentów.

Najpierw wziął się do swojego matecznika, Dolnego Śląska. Chciał usunąć szefa regionalnej PO Jacka Protasiewicza, który w ostatnich latach intensywnie go zwalczał.

Dolny Śląsk był zawsze dla Platformy szczególnym regionem. To tu – obok Pomorza – partia rodziła się w euforii na początku 2001 r. To tu przez półtorej dekady osiągała rekordowe wyniki poparcia. To tu wreszcie zaczęły się kłopoty, bo spora część afer uderzających w wizerunek Platformy urodziła się na Dolnym Śląsku – afera posłanki Beaty Sawickiej, afera hazardowa czy korupcja polityczna przy obsadzie spółek Skarbu Państwa. To był jeden z powodów, dla których Tusk w 2013 r. usunął obecnego przewodniczącego PO z szefostwa regionu i zastąpił Protasiewiczem.

Teraz, gdy Schetyna wrócił do gry, na Dolnym Śląsku zaczyna się antyschetynowska fronda. Wiosną część radnych sejmiku wojewódzkiego odeszła z Platformy, przez co partia straciła władzę w regionie. Do tego radni miejscy Platformy z Wrocławia przepisali się do Nowoczesnej.

Schetyna wpadł w furię. Postanowił usunąć z partii Protasiewicza oraz dwójkę jego najbliższych współpracowników – posłów Stanisława Huskowskiego i Michała Jarosa. Oskarżał ich o inspirowanie rozłamów na Dolnym Śląsku. Tyle że cała trójka to ludzie Kopacz. I była premier zagroziła buntem – dlatego Schetyna się cofnął.

Ale to nie znaczy, że zrezygnował z walki z jej ludźmi. Kilkanaście dni temu władze Klubu Parlamentarnego Platformy zawiesiły Michała Kamińskiego, jednego z najbliższych współpracowników Kopacz. Powód wygląda jak pretekst – Kamiński miał samowolnie występować w mediach. Podobne przewiny mieli na koncie inni posłowie bliscy Kopacz. Ale Schetyna uderzył w najsłabsze ogniwo – Kamiński jest nielubiany w partii, która pamięta, że latami uprawiał propagandę dla PiS.

Zaraz potem sam członkostwo w PO zawiesił Jarosław Wałęsa, niezadowolony z polityki Schetyny. A w finale, we wtorek, Michał Jaros odszedł do Nowoczesnej. – Kamiński, Wałęsa i Jaros to odrębne historie, ale składają się w jedną całość i pokazują, w jakim jesteśmy kryzysie – mówi wpływowy polityk Platformy. I podkreśla: – Najpoważniejsza jest sprawa Kamińskiego.

Schetynowcy najchętniej by go wyrzucili, ale podczas niedawnych obrad Klubu PO w jego obronie stanęli nie tylko ludzie Kopacz, ale także m.in. powszechnie szanowany w partii wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz. Kamiński jest oskarżany przez schetynowców o podsycanie publikacji w liberalnych mediach, które krytykują lidera Platformy za dystans wobec KOD i odmowę tworzenia koalicji z Mateuszem Kijowskim.

Właśnie współpraca z Komitetem to kolejny poważny rozdźwięk między grupami Schetyny i Kopacz. Szef PO uważa, że za wcześnie na koalicję z KOD, tym bardziej że ruch Kijowskiego zaczyna mieć coraz bardziej lewicowe oblicze, nieakceptowalne dla większości Platformy. Kopacz gra na KOD, bo bliżej jej do lewicy, a w koalicji wielu ugrupowań Schetyna zostałby osłabiony, co poprawiłoby jej pozycję.

Czy zatem Platformie grozi poważny rozłam? Nasi rozmówcy, najważniejsi ludzie po obu stronach wewnątrzpartyjnej barykady, twierdzą, że w tej chwili to bardzo mało prawdopodobne. – Nie wyjdziemy z Platformy. Nie ma miejsca na nową partię – mówi „Rzeczpospolitej" jeden z ludzi Kopacz. – Schetyna popełnia szkolne błędy, okazał się fatalnym liderem i nie ma żadnego pomysłu na partię. Ale trzeba być wewnątrz PO i czekać na jego potknięcie. Wtedy władza trafi w nasze ręce.

Wpływowy poseł, który ma dobre kontakty w obu grupach, twierdzi podobnie. – Wspólne opuszczenie Platformy przez większą grupę pod przewodnictwem Kopacz jest niemożliwe, bo kopaczowcy są niejednorodni – twierdzi. – Z jednej strony są tam bliscy współpracownicy Ewy z czasu jej rządów, jak Kamiński czy jej rzecznik Cezary Tomczyk. Z drugiej, młodzi posłowie niezadowoleni z sytuacji w partii, jak Wałęsa czy Agnieszka Pomaska. Są też tacy, którzy po prostu nie znoszą Schetyny, jak Stefan Niesiołowski czy Cezary Grabarczyk. Podobnie twierdzi inny nasz rozmówca, członek zarządu Platformy: – Ewa jest wykorzystywana jako szyld przez grupę ludzi niezadowolonych z rządów Schetyny.

Część polityków przewiduje odejście Protasiewicza, część – Grabarczyka.

Pamiętać też należy, że w liczącym niemal 140 posłów Klubie Parlamentarnym Platformy zdeklarowani stronnicy Kopacz stanowią niewielką grupę. Gdyby wyszli z partii, to nie byliby w stanie stworzyć własnego klubu, do czego potrzeba 15 posłów. Schetyna może liczyć na dwa–trzy razy tylu posłów, przy czym część to wierni druhowie, a reszta pragmatyczni sojusznicy. Większość Klubu Platformy stoi z boku i z rosnącym zdumieniem przygląda się tej wewnętrznej wojnie na wyniszczenie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL