Rzecz o polityce

Orzeczenia TK nie zawsze są ostateczne

Fotorzepa/Robert Gardziński
Każdy wyrok, także ten wydany przez sędziów Trybunału, podlega ocenie kryteriów ustawowych i konstytucyjnych. Oznacza to, że orzeczenia Trybunału nie zawsze są ważne i ostateczne – przekonuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” dr hab. Kamil Zaradkiewicz, dyrektor zespołu orzecznictwa i studiów Trybunału Konstytucyjnego.

"Rzeczpospolita": Mamy poważny dualizm konstytucyjny. Rząd skonfliktował się z Trybunałem Konstytucyjnym. Pierwszy nie uznaje wyroku z 9 marca, a drugi nie respektuje ustawy przyjętej przez Sejm. Kto ma rację?

Dr hab. Kamil Zaradkiewicz, dyrektor zespołu orzecznictwa i studiów Trybunału Konstytucyjnego: Analizę obecnej sytuacji prawnej należy rozpocząć od art. 190 ust. 1 konstytucji, który wielokrotnie był w debacie publicznej przywoływany. Mówi on bowiem o tym, że orzeczenia Trybunału mają moc obowiązującą i są ostateczne. Jednak konstytucja nie precyzuje nam co to oznacza ostateczność orzeczeń i jak powinniśmy ją rozumieć.

Co ma pan na myśli?

Mówiąc o ostateczności orzeczeń trzeba ją powiązać z tym, czy dany akt wydany przez sąd, także przez Trybunał, jest rzeczywiście orzeczeniem. Trzeba ustalić czy taki akt spełnia wymagania orzeczenia.

Chce pan powiedzieć, że orzeczenia Trybunału nie zawsze są ważne i ostateczne?

Tak. Musimy mieć na uwadze, na co wskazuje przede wszystkim praktyka sądowa zarówno krajowa, jak i międzynarodowa, że nie każdy akt, który jest wydany przez sędziego, a może to także dotyczyć sędziów TK, może być obiektywnie rzecz biorąc potraktowany jako orzeczenie. Oczywiście skład orzekający tak go będzie przedstawiał i traktował, bo inaczej by go nie wydał. Natomiast w razie wątpliwości konieczne jest obiektywne ustalenie na podstawie przepisów, czy z takim właśnie aktem w naszym przypadku mamy do czynienia.

W jaki sposób można ustalić, czy wyrok Trybunału spełnia wszelkie wymogi prawne, by był uznany za obowiązujący?

Ograniczając się tylko do Trybunału tego rodzaju rozwiązania nie wskazano. W tym sensie, że ustawa o Trybunale Konstytucyjnym nie przewiduje możliwości wznawiania postępowań przed nim wskutek zaistnienia jakichkolwiek okoliczności, które uzasadniałyby tezę o wadliwości orzeczeń i stawiałyby nas przed koniecznością weryfikacji. Ale trzeba podkreślić, że o nieważności postępowania lub rozstrzygnięcia można teoretycznie mówić tylko w określonych przypadkach, które na przykład w sądach cywilnych są opisane w kodeksie postępowania cywilnego. Tam jest zamknięty katalog tych przypadków.

Można je zastosować także do Trybunału?

Zazwyczaj uznaje się, że w przypadku orzeczeń Trybunału z uwagi na wskazaną w konstytucji ich ostateczność te przepisy nie znajdują tutaj zastosowania, pomimo iż w ustawie o TK jest wprost odesłanie właśnie do k.p.c. Zwolennicy tej interpretacji podnoszą argument o niemożności podważenia orzeczeń Trybunału jako ostatecznych. Ale musimy pamiętać o tym, że nie każdy akt urzędowy, nawet jeśli jest nazwany wyrokiem zawsze bezwzględnie musi być orzeczeniem. Jak już wspomniałem, samo przypisanie tej nazwy danemu dokumentowi przez skład orzekający nie uprawomocnia go. Każdy wyrok, także ten wydany przez sędziów Trybunału, podlega ocenie kryteriów ustawowych i konstytucyjnych. Sytuację komplikuje jeszcze jedna ważna kwestia. Mimo iż w żadnych przepisach i procedurze nie zostało to uregulowane, to od bardzo dawna teoretycy prawa wyróżniają osobną kategorię orzeczeń nieistniejących.

Kiedy mamy z nimi do czynienia?

W sytuacji kiedy, w skutek różnego rodzaju wad formalnych, zazwyczaj w procesie orzekania, ale nie tylko, ów dokument, który jest nazwany orzeczeniem w ogóle nim nie jest. Powiem więcej, to są z nazwy orzeczenia, ale z powodu wad nimi de facto nie są. Taka sytuacja powoduje, że całe postępowanie, które wieńczy to co wydaje nam się orzeczeniem tak naprawdę nie zostało zakończone. Jest ono uznawane dalej za toczące się.

Obecnie mamy do czynienia właśnie z taką sytuacją?

Ocena stanu prawnego jest skomplikowana. Mamy tutaj lukę prawną. Ustawodawca nie przewidział sytuacji, w której mamy do czynienia z wadą prawną orzeczenia Trybunału i w jakich okolicznościach o takiej wadzie można mówić. Nie przewidział także trybu dokonania takiej oceny. A w konsekwencji skoro nie ma takiego trybu nie istnieje organ, który mógłby to ze skutkiem prawnym określić, czy mamy do czynienia z orzeczeniem, czy nie. Stąd w tym sporze podzielam pogląd, że istnieje poważne ryzyko powstania dualizmu prawnego. Ponieważ różne organy władzy publicznej bardzo różnie mogą oceniać charakter tego rozstrzygnięcia, które wydał Trybunał. I mają ku temu niebagatelne argumenty prawne

Jak można zakończyć ten spór?

Ta sytuacja jest bardzo poważna. Wydaje mi się, że jedynym rozwiązaniem, które mogłoby zażegnać ten prawny konflikt, bo to jest w interesie nas wszystkich, państwa i obywateli, to jest konieczność bezzwłocznego wydania przez parlament nowych przepisów o postępowaniu przed Trybunałem Konstytucyjnym. Takich przepisów, które zastąpią obecne i które TK będzie mógł stosować w kolejnych postępowania. Zakończyłoby to spór, czy stosować przepisy zakwestionowane przez Trybunał znajdującej się w tzw. noweli grudniowej, czy te, na podstawie których orzeka obecny skład TK. Dopiero nowe przepisy mogą spowodować, że znajdziemy się w nowej rzeczywistości, która pozwoli Trybunałowi bez ryzyka narażania się na zarzuty orzekać w kolejnych sprawach. A co ważniejsze zakończy obecny dualizm prawny.

Nowa ustawa o TK, czy zmiany w konstytucji?

Konieczne jest natychmiastowe działanie ustawodawcy w tym zakresie. W związku z tym obecnie nie ma czasu na uchwalanie nowej ustawy o Trybunale, bo konieczne jest zażegnanie owego niebezpieczeństwa skutków dualizmu prawnego. Oczywiście jakie będą to przepisy to zdecyduje Sejm.

Coraz powszechniejszy staje się pogląd, że obecna formuła Trybunału się wyczerpała. Zgadza się pan z tą opinią?

Jeśli pyta pan o perspektywę nieco dalszą, to zacząłbym od tego, że art. 197 konstytucji wskazuje, że organizację i tryb postępowania przed Trybunałem reguluje ustawa. I zmiany ustawowe począwszy od zmiany z 25 czerwca pokazują, że możliwe są rożne rozwiązania, jeśli chodzi o procedowanie przed TK. Takich szczegółowych zagadnień konstytucja nie przesądza. Na świecie jest wiele modeli funkcjonowania sądów konstytucyjnych i jest z czego czerpać ewentualne wzorce. Dotyczy to oczywiście także innych kwestii, jak np. liczba sędziów czy proces ich wyboru. Niewłaściwe jednak byłoby narażenie Trybunału Konstytucyjnego na ciągłe zmiany związane ze zmianą większości parlamentarnej. Bowiem jego orzekanie potrzebuje stabilizacji. Zatem powstaje pytanie, czy jest dzisiaj możliwy konsensus polityczny w tej sprawie, aby dokonać zmiany przepisów konstytucyjnych. Trudno mi to oceniać.

W konstytucji powinien znaleźć się także precyzyjny zapis odnośnie wyboru sędziów?

Bo i tu toczy się spór. Mamy sędziów wybranych przez parlament, lecz nie zaprzysiężonych przez prezydenta oraz takich, którzy złożyli ślubowanie, a nie są dopuszczani przez prezesa TK do orzekania. Ta sytuacja także dobitnie pokazuje, że twórcom konstytucji zabrakło wyobraźni politycznej. Jednak to nie jest tak, że te pytania dotyczące wad proceduralnych, o których dzisiaj rozmawiamy, pojawiły się teraz. Wcześniej te kwestie sprawiały także problemy, lecz nie były one związane wówczas z bieżącą polityką. Jeśli mówimy o wyborze sędziów Trybunału to warto podkreślić, że obecnie żaden organ władzy publicznej nie ma przyznanej przez wyraźny przepis ustawy kompetencji do tego, aby ostatecznie i wiążąco rozstrzygać kto został prawidłowo wybrany na ten urząd, a kto nie. Oczywiście nie odmawiam żadnemu organowi władzy publicznej samodzielnej oceny tej sytuacji prawnej, ale konstytucja, ani ustawa o Trybunale nie przyznają nikomu takich uprawnień.

Powinien istnieć organ, który weryfikowałby te kompetencje?

Patrząc na obecną sytuację myślę, że warto rozważyć przypisanie takich kompetencji jednemu z organów władzy sądowniczej. Mam wątpliwości, czy powinien być to sam Trybunał. Ponieważ, wtedy rozstrzygałby o kwestiach, które dotyczyłyby jego samego. Naraziłoby to Trybunał wówczas na zarzut rozstrzygania we własnych sprawach. Przy czym trzeba pamiętać o jednej kwestii. To Trybunał dzisiaj rozstrzyga spory kompetencyjne. Pojawia się więc w tym kontekście kolejne pytanie, kto miałby rozstrzygać spory dotyczące samego Trybunału? Obecna sytuacja pokazuje, że trzeba poważnie rozważyć jaki organ władzy sądowniczej powinien mieć tego typu kompetencje. W sposób naturalny nasuwa się tutaj Sąd Najwyższy.

Jednak zastanawiając się całościowo nad tym problemem warto zauważyć jeszcze jedną rzecz. Obecna struktura sądownictwa została przejęta z PRL. Przez ponad 26 lat od odzyskania niepodległości nie przeprowadzono w Polsce rzetelnej, naukowej debaty nad tym, czy ten model struktury władzy sądowniczej jest właściwy i czy się sprawdził. A jeśli nie, to czy być może wymaga rewizji. A jeśli tak to w jakim zakresie? Warto pamiętać, że model okresu międzywojennego wyglądał inaczej. Więc, gdy nadejdzie czas nad rozważaniem zmiany konstytucji konieczne będzie pochylenie się także nad tą kwestią w sposób bardzo poważny.

—rozmawiał Andrzej Gajcy

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL