Rzecz o polityce

Jarosław Kaczyński z Romana Dmowskiego

Jarosław Kaczyński mógł w ostatnich latach zmienić retorykę, ale – jak Dmowski – ocenia Polskę do bólu realistycznie
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Czyim spadkobiercą jest prezes PiS.

Jarosław Kaczyński uchodzi wśród swoich antagonistów za populistę, który zbudował pozycję najmocniejszego polityka w Polsce na składaniu społeczeństwu licznych obietnic i obudzeniu w nim silnych zbiorowych namiętności. Problem polega jednak na tym, że trudno prezesa PiS utożsamić z najbardziej mrocznymi tradycjami europejskiej historii. Kaczyński wielokrotnie dawał bowiem do zrozumienia, że optuje za prymatem państwa nad narodem, a z polskich nurtów politycznych najbliżej jest mu do sanacji. Ta zaś bądź co bądź wywodziła się z lewicy niepodległościowej.

Nie kierować się mitami

Ale to, że ideowe korzenie przedstawiciela żoliborskiej inteligencji sięgają PPS, nie oznacza bynajmniej, że tak samo jest z partią, której szefuje. W PiS nie brakuje bowiem polityków sytuujących się na prawo od Kaczyńskiego – chodzi tu przede wszystkim o kręgi związane z Radiem Maryja. Niemniej to były szef rządu kształtuje praktykę polityczną swojej formacji, więc decyduje również o jej charakterze ideowym.

Pozornie Kaczyński rzeczywiście zachowuje się jak polityk, który czuje się spadkobiercą Józefa Piłsudskiego. I nie chodzi tu wyłącznie o afirmację – toutes proportions gardée – rządów twardej ręki. Prezes PiS, zwłaszcza od czasów katastrofy smoleńskiej, nie stroni od mającej swoje źródła w polskim romantyzmie retoryki heroiczno-martyrologicznej – typowej dla środowisk kultywujących zrywy niepodległościowe.

Jednocześnie Kaczyński ma – tak jak Piłsudski – negatywne zdanie na temat polskiego nacjonalizmu. Pięć lat temu, upatrując w nim wizji państwa jednolitego etnicznie, religijnie i kulturowo, zarzucił mu „nieumiejętność rozwiązania problemów mniejszości narodowych", a zarazem wytknął, że nacjonalizm ów poniósł „porażkę intelektualną, polityczną i moralną". Takie postawienie sprawy świadczy o tym, iż były premier paradoksalnie ma więcej wspólnego z endecją niż sanacją.

Żeby lepiej to pojąć, trzeba przede wszystkim odkłamać ruch polityczny, na czele którego stał Roman Dmowski. W roku 2011 Kaczyński stwierdził, że nacjonalizm nad Wisłą cechowało irracjonalne myślenie prowadzące do mistycyzmu narodowego. Tyle że oznajmiając coś takiego, prezesowi PiS chyba nie chodziło o koncepcję głoszoną przez Dmowskiego.

Przywódca Narodowej Demokracji przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości bezlitośnie chłostał romantyczno-szlachecką wizję polityki. Był przeciwnikiem taktyki insurekcyjnej. Uważał, że po klęsce powstania styczniowego trzeba budować nowoczesny naród, w łonie którego główną rolę będzie odgrywać klasa średnia, czyli stąpający po ziemi mieszczanie.

Tak pojęty nacjonalizm był przeniknięty świeckim liberalnym dyskursem i pozbawiony elementów mistycznych. Te bowiem wśród endeków pojawiły się dopiero w okresie międzywojennym, gdy do głosu doszło młode pokolenie narodowców, inspirujące się serio nauczaniem Kościoła katolickiego i odrzucające pozytywizm – dawną fascynację Dmowskiego. Przy okazji trzeba podkreślić, że lider Narodowej Demokracji Kościół traktował instrumentalnie – jako moralnego wychowawcę i instytucję użyteczności społecznej.

W tym miejscu warto przywołać słowa Kaczyńskiego z roku 1992. Wtedy krytykował on Jana Olszewskiego – skądinąd, tak jak i dziś, swojego politycznego sojusznika – za używanie „języka, który raczej odpycha od społeczeństwa, nie przyciąga". „Nie ma już ułańskiej Polski" – obwieścił wszem wobec Kaczyński, dodając, że „nie można kierować się w polityce mitami, nawet gdy jest to piękny mit Polski bohaterskiej". W wypowiedzi tej nie zabrakło innej gorzkiej, do bólu realistycznej konstatacji: „Polska jest społeczeństwem postkomunistycznym, chłopskim, zastrachanym i biernym". Podobne diagnozy swoim rodakom stawiał właśnie Dmowski.

Z kolei jeśli chodzi o stosunki międzynarodowe, przywódca endecji postrzegał je w kategoriach brutalnej rywalizacji. Nie inaczej jest w przypadku Kaczyńskiego. Z Dmowskim łączy go też przeświadczenie o tym, iż Polska, dbając o swój interes narodowy, powinna wzorce rozwoju materialnego czerpać z krajów zachodnich (lider Narodowej Demokracji zapatrzony był w potęgę Wielkiej Brytanii).

Aborcyjny sprawdzian

Wielokrotnie można przeczytać czy usłyszeć, że Kaczyński przeszedł światopoglądową ewolucję – że w roku 1991 twierdził, iż „najkrótsza droga do dechrystianizacji Polski prowadzi przez Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe", natomiast jako prezes PiS sam pociągnął swoją partię ścieżką ZChN. Ale można przyjąć i inną interpretację politycznej biografii tego polityka – uznać, że wciąż myśli on o świecie tak, jak myślał w latach 90.

Jeśli tak, to bogoojczyźniane akcenty w wystąpieniach Kaczyńskiego mają takie samo znaczenie, jakie miały w wystąpieniach Dmowskiego. Chodzi o wykorzystanie katolicyzmu jako paliwa w polityce, która stawia na realizację interesu narodowego pojętego w sposób świecki.

Jednym ze sprawdzianów w tej kwestii okaże się zachowanie prezesa PiS wobec popieranej przez Kościół obywatelskiej inicjatywy w sprawie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Można śmiało przypuszczać, że na tym polu Dmowski – jak na „nowoczesnego Polaka" przystało – opowiedziałby się po tej samej stronie co antypisowscy lewicowo-liberalni intelektualiści.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL