fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

O. Maciej Zięba: Nie zamykajmy się na naszych braci

Na pomoc czekają głównie uciekający przed wojną.
AFP
W porządku pomagania zajmują pierwsze miejsce

Pisząc o uchodźcach, należy stale podkreślać, że pisze się o uchodźcach właśnie. Zarówno bowiem europejska lewica, idealizująca problem i podkreślająca element krzywdy oraz współczucia, jak i europejska prawica – w imię realizmu koncentrująca się na zagrożeniach i problemie bezpieczeństwa, mówiąc o uchodźcach ma na myśli przybywających do Europy – głównie na łodziach i pontonach – mieszkańców Bliskiego Wschodu i Afryki. Tymczasem pośród tych migrantów należy wyróżnić – pamiętając, że w praktyce nie da się ich całkowicie odseparować – trzy grupy: uchodźców z pożogi wojennej, migrantów ekonomicznych poszukujących lepszego życia oraz terrorystów chcących zniszczyć naszą cywilizację.

Mówiąc o terrorystach, należy jednak zawsze pamiętać, że znikoma ich część przybywa wraz z uchodźcami, że sporo z nich już ma unijne paszporty oraz o tym, że zazwyczaj wzrastają i znajdują oni oparcie w dzielnicach zamieszkanych od pokoleń przez imigrantów.

Z kolei, mówiąc o imigrantach, trzeba pamiętać zarówno o prawie człowieka do godnego życia i kryzysie demograficznym w Europie, jak o wymogach prawnych i kulturowych życia na Zachodzie oraz limitowanych możliwościach socjalnych państw i lokalnych społeczności (a także o tym, iż imigranci ekonomiczni nie marzą o mieszkaniu w Polsce czy na Węgrzech, ale że ich głównym celem są Niemcy oraz Wielka Brytania). Zgodzimy się wszyscy, że terrorystów należy tropić, ścigać, karać oraz eliminować warunki sprzyjające ich edukacji oraz rekrutacji. Natomiast imigrantom zarobkowym należy pomagać, ale wedle możliwości poszczególnych krajów. Dopiero przypomniawszy te fundamentalne różnice, możemy się skoncentrować na problemie uchodźców.

Kościół: uchodźcom zawsze pomagać

W Polsce, dodatkowo, problem przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki, jak wiele innych, został spolityzowany. Stał się przedmiotem politycznych gier i polemik toczonych wewnątrz naszego kraju, ze szkodą – rzecz jasna – dla merytorycznej jakości debaty.

Dlatego, by – w miarę możności – uniknąć wpisywania się w polski kontekst, powołam się na swoją wypowiedź z międzynarodowej konferencji w Budapeszcie. Na pytanie o pomoc dla uchodźców odpowiedziałem: „Nie mam w tej mierze żadnych wątpliwości. Jestem tego pewien jako chrześcijanin. Są to przecież nasi bracia oraz siostry przemocą pozbawieni ojczyzny i ojcowizny, poranieni duchowo oraz fizycznie, pogrążeni w żałobie po stracie bliskich. Owszem, ich przyjęcie częstokroć rodzi lokalnie spore problemy. Ale fakt, że prace apostolskie na rzecz migrantów spotykają się czasem z nieufnością czy wręcz wrogością otoczenia, nie powinien w żadnym przypadku stać się przyczyną rezygnacji z tego dzieła solidarności – powołam się na Jana Pawła II – Nakaz zawarty w słowach Jezusa: »Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie« pozostaje całkowicie w mocy w każdych okolicznościach i jest wyzwaniem dla sumienia wszystkich, którzy chcą iść Jego śladami (podkr. – M.Z.).

Nie mam też tych wątpliwości jako Polak pamiętający o 120 tys. polskich uchodźców z sowieckiej niewoli, w tym wielu tysięcy dzieci, przyjętych w Persji w 1942 roku, o setkach tysięcy rodaków przyjętych na początku II wojny światowej przez Węgrów oraz Rumunów, a po jej zakończeniu przez przedstawicieli »wolnego świata«. Nie mam też wątpliwości jako człowiek, opowiadając się – za Janem Pawłem II – za »globalizacją solidarności«. Moje doświadczenie sprzed 30 lat o powszechnej w Europie, obu Amerykach, aż po Australię i Japonię »solidarności z Solidarnością«, nie pozwala mi sądzić inaczej".

Nauczanie Kościoła jest w tej materii całkowicie jednoznaczne i podzielane przez kolejnych papieży oraz wszystkie episkopaty. Od 103 lat obchodzimy też w Kościele katolickim Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. Jednoznaczna jest też praktyka chrześcijan, dla których każdy człowiek jest bliźnim, ale oblicze umęczonego Pana jest szczególnie widoczne w ludziach udręczonych cierpieniem. Podkreśla to termin teologii moralnej ordo caritatis (ład, porządek miłości), który nie pozwala się zasklepiać na swoich najbliższych, ale nakazuje troszczyć się o wszystkich.

W porządku miłowania obejmuje on Boga, mnie samego, moich najbliższych, dalszą rodzinę, przyjaciół i znajomych, rodaków i finalnie – wszystkich ludzi. W hierarchii dóbr, o które należy się troszczyć, teologia moralna odróżnia: primo, dobra duchowe prowadzące do zbawienia, secundo, wewnętrzne naturalne dobra duszy i ciała, takie jak życie, zdrowie, wolność, także wiedza, tertio, dobra zewnętrzne np. majątek czy reputacja.

Natomiast w porządku pomagania bliźnim: 1) przede wszystkim musimy pomagać bliźnim, którym grozi potępienie lub śmierć, a sami nie mogą sobie pomóc. 2) Potem, bliźnim w podobnie dramatycznej sytuacji, ale którzy mogą sobie pomóc za cenę heroicznego wysiłku. 3) Dopiero potem jest czas na zwykłe potrzeby naszych bliźnich, którzy mogą im zaradzić bez nadzwyczajnych wysiłków i okoliczności.

Bez wątpienia uchodźcy – w porządku pomagania – należą do grupy najbardziej i najpilniej oczekujących pomocy. Zarówno Ewangelia, jak tradycja i nauczanie Kościoła nie pozostawiają w tej materii wątpliwości.

Jednoznaczność obowiązku pomocy uchodźcom nie daje jednak podobnie jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: jak im należy pomagać?

Bez wątpienia najlepszą formą pomocy jest pomoc na miejscu. Dążenie do zażegnania skutków wojen czy kataklizmów, pomoc w odbudowie mieszkań, infrastruktury, służby zdrowia i edukacji oraz instytucji państwowych.

Polifonia środków

Oczywiste jest jednak, że w krajach objętych pożogą wojenną, terroryzmem, a także w sytuacji utraty całości mienia i wszystkich najbliższych, pomoc taka niekiedy nie wystarcza. Dlatego – przypominali dwa lata temu polscy biskupi – „mamy powinność przypominać społeczeństwu o chrześcijańskim obowiązku pomocy uchodźcom ratującym swoje życie z krajów objętych działaniami wojennymi lub prześladowaniami religijnymi".

Dlatego tak ważna jest polifoniczność działań podejmowanych wobec ludzi bezwzględnie potrzebujących naszej pomocy. Jako że cel jest moralnie słuszny dobrze jest, gdy w taką pomoc bezpośrednio angażuje się państwo. Ale musi ono przede wszystkim brać pod uwagę swe możliwości i wzgląd na bezpieczeństwo swoich obywateli, a także uwarunkowania polityki międzynarodowej.

Jednakże – przynajmniej pośrednio poprzez administrację, edukację i media – zawsze winno ono wspierać działania kompetentnych organizacji pozarządowych, samorządów, Kościołów i związków wyznaniowych, a także poszczególnych rodzin, które chcą nieść pomoc uchodźcom. Jej wspieranie, jako że jest to moralnie dobra aktywność obywateli państwa i ich zrzeszeń, jest ważnym obowiązkiem państwa, który mieści się w realizowaniu przezeń zasady pomocniczości, solidarności i dobra wspólnego.

Dlatego jako ksiądz katolicki, wierzę, że w tym roku urzeczywistni się modlitwa, którą ks. abp Stanisław Gądecki wypowiedział na wałach jasnogórskich: „Pani Jasnogórska spraw, aby uchodźcy i migranci, pozbawieni domu, rodziny i wszystkiego co im znajome, doświadczali Twej kochającej obecności. Prowadź ich do nowego domu i nowej nadziei. Otwórz nasze serca, abyśmy przyjęli ich jak nasze siostry i naszych braci, w twarzach których dostrzegamy twarz Twojego Syna, Jezusa".

Jako działacz dawnej opozycji i „Solidarności", których istotą działania była pomoc pokrzywdzonym oraz najsłabszym, wierzę, iż moja Ojczyzna dzięki polifonii środków użytych przez wszystkich ludzi dobrej woli stanie się miejscem powszechnego i wspólnego wysiłku, aby pomóc tym, którzy nie mają nic i oczekują pomocy.

Autor jest dominikaninem, filozofem, założycielem Instytutu Tertio Millennio

 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA