fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Karol Habsburg: człowiek, który chciał być cesarzem

Karol I Habsburg podczas wizyty w głównej kwaterze armii niemieckiej w 1917 r. w towarzystwie cesarza Niemiec Wilhelma II.
AFP
Ostatni cesarz z dynastii Habsburgów wierzył, że ludność Austro-Węgier pragnie powrotu monarchii. Starając się w 1921 r. odzyskać władzę, zlekceważył przemiany społeczne i polityczne zachodzące w Europie po I wojnie światowej.

Przedwczesna i na wygnaniu śmierć Karola Habsburga, ostatniego panującego cesarza z dynastii Habsburgów, króla Węgier i Czech, wydaje się tylko drobnym wątkiem w historii austro-węgierskiego imperium. Samo proklamowanie republiki Niemieckiej Austrii nie skończyło definitywnie kwestii monarchii. Zesłanie Karola Habsburga na atlantycką wyspę 700 km od brzegu Maroka, podobnie jak uczyniono z to Napoleonem Bonaparte, nie było tylko małostkową zemstą zwycięzców nad pokonanym.

Zanim bowiem cesarz zaznał smaku własnej św. Heleny, zafundował sobie Waterloo, powtórzone wprawdzie jako farsa, lecz niebezpiecznie bliskie prawdziwej tragedii. Chociaż trudno było o to podejrzewać człowieka lichego zdrowia i drobnej postury, w 1921 r. uważano Karola za najniebezpieczniejszego człowieka Europy, a co najmniej drugiego, zaraz po Leninie.

Cesarz z prowincjonalnego garnizonu

Zaskakuje determinacja, z jaką Karol Habsburg, wbrew mocarstwom i rozsądkowi, obstawał przy egzekwowaniu swoich prerogatyw. Byłoby to może bardziej zrozumiałe, gdyby od kołyski miał wpojoną misję panowania. Jednak pierwszych 27 lat życia książę spędził pogodzony z losem wysoko urodzonego oficera, tułającego się po prowincjonalnych garnizonach. Nawet wykształcenie zdobył oryginalne, jak na standardy panującej rodziny, gdyż uczył się w publicznym gimnazjum. Później rozpoczął w Pradze karierę wojskową, niezbyt chyba absorbującą, bo połączoną ze studiami na dwóch kierunkach równocześnie. Także małżeństwo z Zytą Burbon-Parmeńską nie było efektem dynastycznych kalkulacji. Wynikło z porywu serca do znajomej z dzieciństwa. Między małżonkami rzeczywiście istniała silna więź, wzmocniona wspólną religijną żarliwością. Niegdyś księżniczkę przed wstąpieniem do klasztoru powstrzymał tylko ostry sprzeciw matki.

Otoczone aurą erotycznego skandalu samobójstwo arcyksięcia Rudolfa i śmierć cesarskiego brata Karola Ludwika tylko nieznacznie zmieniały pozycję księcia na liście kandydatów do tronu. Bliższy sukcesji byłby nawet ojciec Karola, Otto Franciszek Austriacki, gdyby taka myśl nie mroziła krwi w żyłach cesarza. Wciąż pamiętał bratu, że na spotkanie z brytyjskim ambasadorem przybył ubrany jedynie w szablę u boku. Karol mógł więc z dala od spraw dworu i wielkiej polityki cieszyć się rosnącą co roku rodziną.

Idyllę wraz z całą Europą wywrócił zamach w Sarajewie, bo małżeństwo arcyksięcia Ferdynanda z czeską dwórką Zofią Chotek wykluczało ich synów z sukcesji. Sędziwy Franciszek Józef, mimo braku zażyłości z Karolem, namaścił go na swego następcę, zapewne dla jego konserwatywnych poglądów i rzadkiego w cesarskiej rodzinie braku talentu do ekstrawagancji. Następne dwa lata były jednak stracone dla politycznej edukacji księcia. Zamiast wdrażać się do rządzenia państwem, książę jałowo wydeptywał korytarze cieszyńskiego Sztabu Generalnego lub marnował czas na froncie.

Tron w Wiedniu objął więc dyletant, któremu krytycy odmawiają nawet miana polityka. Wprawdzie naiwny idealizm młodego cesarza tworzył w oczach niektórych intelektualistów wizerunek jedynego uczciwego człowieka swoich czasów, ale poczciwość, w parze z brakiem doświadczenia, prowadziły Karola od katastrofy do katastrofy. Użycie brata Zyty, Sykstusa Parmeńskiego, służącego w belgijskiej armii, do separatystycznych negocjacji z Francją nie przyniosło nic prócz kompromitacji, zacieśniło natomiast uścisk Niemiec na gardle monarchii. Próby federalizacji państwa w obliczu klęski militarnej dodatkowo przyspieszały rozpad imperium.

Republiki w cieniu cesarza

Choć krótkie panowanie nie przyniosło Karolowi nic prócz klęsk i udręk, stanowczo odmawiał podpisania aktu abdykacji podstawionego mu przez premiera Heinricha Lammacha jeszcze przed 11 listopada 1918 r. Naciskami wskórano tylko rezygnację cesarza z wpływu na rządzenie i uwolnienie urzędników z osobistej przysięgi na wierność, nigdy jednak nie padło ani słowo o rezygnacji z tronu. Dwa dni później ten sam gest Karol wykonał wobec Węgier, także już suwerennych i republikańskich. Wycofanie się w cień Karol zamanifestował przenosinami do majątku w Eckartsau pod Bratysławą. To jednak republikanom, zaniepokojonym brakiem aktu abdykacji, nie wystarczyło i 24 marca 1919 r., pod brytyjską eskortą Karol odbył ostatnią podróż cesarskim pociągiem do Szwajcarii. Przed przekroczeniem granicy wydał oświadczenie, w którym uznał za nieważne wszystkie zewnętrzne ingerencje w jego monarszą suwerenność. Elbą Karola stał się odtąd zamek Prangins nad Jeziorem Genewskim.

W tym czasie węgierski eksperyment republikański skończył się katastrofami rządów bolszewickiej dyktatury, rumuńskiej okupacji i rozbiorów. Rozpad państwowości wstrzymało przywrócenie monarchii, nad którą pieczę w zastępstwie króla sprawował regent Miklós Horthy, były dowódca austro-węgierskiej marynarki. Przy braku abdykacji Karola stwarzało to skomplikowaną sytuację prawną, jednak sądzono, że jedynie teoretycznie. Lęk nowych państw przed powrotem Habsburgów był tak silny, że aby ustrzec się przed podobną groźbą, Czechosłowacja, wspólnie z Jugosławią i Rumunią, stworzyła przeciw Karolowi sojusz polityczno-wojskowy zwany Małą Ententą.

Węgry zdominowały dwie konserwatywne partie, obie po równo monarchistycznie usposobione. W sprawie ustroju tym się różniły, że rojalizm Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego był legitymistyczny i uznawał ciągłość panowania Habsburgów. Partia Drobnych Właścicieli nad lojalność wobec Karola przedkładała prawo Węgier do swobodnego wyboru króla. Sytuację komplikowało mętne stanowisko Horthyego, który niechęć do powrotu Karola tłumaczył bardziej sytuacją międzynarodową niż brakiem prawomocności takiego kroku. Szwajcarskie Prangins stało się celem pielgrzymek węgierskich magnatów utwierdzających Karola w pretensjach do korony św. Stefana. Dzielnie wspierała ich Zyta powodowana ambicjami wobec swoich dzieci, co nie znaczy, że Karol działał pod jej wpływem. Naprawdę szczerze wierzył w szczególną predestynację arystokracji do rządzenia, a w monarchii widział moc zdolną okiełznać dochodzące do szczytu potęgi nacjonalizmy.

Trzecią klasą po koronę

W lutym 1921 r. po Paryżu znów zaczął krążyć brat Zyty Sykstus, z delikatną misją wysondowania opinii francuskiego rządu w sprawie powrotu Habsburga na tron w Budapeszcie. Nieoczekiwanie Aristide Briand, nowy premier i minister spraw zagranicznych, zasugerował wsparcie dla takiego kroku. Obiecał, że Francja ograniczy się do głośnych protestów i zdoła powstrzymać Małą Ententę przed wojskową interwencją. Odrodzoną monarchię Habsburgów widział jako element jednoczący rozdrobnioną Europę Środkową przeciw przyszłej ekspansji Niemiec na wschód i wpływom bolszewickiej Rosji z drugiej strony. Zaczadzony optymizmem przez węgierskich legitymistów i zachęcany przez Brianda Karol zaczął żyć złudzeniem, że powrót na tron zapewni mu sama podróż do Budapesztu.

Szczerze w to wierząc, Karol zgolił wąsy i wyposażony w fałszywy portugalski paszport, z biletem kolejowym trzeciej klasy w kieszeni, pojechał odzyskać koronę. W Szombathely ugościł go biskup János Mikely, którego pałac zaroił się od arystokratów i ministrów legalnego rządu. Już 26 marca Karol sformował z nich własny quasi-gabinet. W środku nocy do towarzystwa doproszono premiera Pála Teleki, który akurat polował w okolicy. Mimo starań, Teleki nie zdołał odwieść Habsburga od planów podróży do Budapesztu, rankiem więc zaopatrzono Karola w samochód z kierowcą. Premier miał mu towarzyszyć w drugim aucie, lecz przerażonemu Telekiemu dyplomatycznie zepsuł się po drodze silnik.

Była akurat Niedziela Wielkanocna, gdy więc Karol dotarł do Pałacu Królewskiego w Budzie, regent zasiadał z rodziną do świątecznego obiadu. Legenda głosi, że zirytowana żona nie pozwoliła regentowi wstać od zupy nawet w obliczu niezapowiedzianej wizyty króla. Skonsternowany Horthy rzeczywiście potrzebował czasu do namysłu i dobrej rady, lecz jego urzędnicy akurat rozjechali się na święta. Na dodatek kilku z nich było już zaprzysiężonymi ministrami Karola. Rozmowę, która potem nastąpiła, Horthy wspominał jako najtrudniejsze godziny swego życia. Habsburg wpierw podziękował admirałowi za wierną służbę i opiekę nad królestwem pod jego nieobecność, lecz stanowczo zażądał zwrotu tronu. Na próżno regent zaklinał Karola na wszystkie świętości, niezmiennie tytułując go Jego Królewską Mością, aby niezwłocznie wrócił do Szwajcarii, zanim Ententa dowie się o jego pobycie w Budapeszcie i wybuchnie wojna domowa. Karol Habsburg sprawiał wrażenie absolutnie wstrząśniętego odmową. Był zapewne przekonany, że Horthy na jego widok wyjmie z szuflady koronę i poda mu ją na atłasowej poduszce. Dał regentowi na namysł pięć minut, które potem wielkodusznie przedłużył do trzech tygodni. Ciężko rozczarowany król wrócił nocą do Szombathely, lecz podróżując bez płaszcza, po drodze ciężko się przeziębił i rozchorował.

Już nazajutrz zaczęły się spełniać najczarniejsze sny Horthyego, gdyż Czechosłowacja z Jugosławią uznały obecność Karola na Węgrzech za powód do wypowiedzenia wojny. Co gorsza, Benesz otwarcie oskarżał regenta o współdziałanie z Habsburgiem. Celowo podsycał histerię na użytek wewnętrzny, dla narodowej konsolidacji i aby mieć pretekst do wzmocnienia armii. Mimo zachęt Polska odżegnała się od przystąpienia do antywęgierskiej koalicji, powściągliwość wykazała też Rumunia, bardziej od Węgier obawiając się Rosji. W istocie całe to napinanie muskułów było bezprzedmiotowe wobec niemal zupełnego rozbrojenia Węgier po wojnie. Przerażony parlament nakazał aresztowanie Karola, czemu sprzeciwił się Horthy z lęku przed buntem legalistów. Mała Ententa nie uwierzyła w obłożną chorobę Karola i ultymatywnie żądała jego deportacji przed 7 kwietnia. Na dodatek premier Briand, obsztorcowany przez prezydenta, wycofał się z wszelkich wcześniejszych obietnic, przyznając, że cała intryga była jego prywatnym pomysłem. Upokorzony i rozczarowany Karol zarządził odwrót już 5 kwietnia, nie czekając na koniec ultimatum. Wszakże na swoje nieszczęście zapamiętał też wiwatujące pod jego oknem tłumy. Austrię przebył w zaplombowanym i strzeżonym wagonie, by nikt nie wiedział o pobycie Habsburga w ojczyźnie. Szwajcaria przyjęła Karola z zakłopotaniem, ponieważ eskapadą nadużył prawa do azylu. Aby uniknąć kłopotów w przyszłości, rozważano nawet odmowę wydania mu nowej wizy wjazdowej.

W Budapeszcie Teleki w atmosferze skandalu złożył dymisję, lecz wbrew oczekiwaniom awantura dodała wiatru w żagle legitymistom. Nowy rząd Istvána Bethlena podjął z nimi poufne rozmowy, by załagodzić atmosferę i zasypać podziały, co wielu błędnie uznało za szykowanie gruntu pod powrót Habsburgów.

Królestwo Lehára

Nim sprawa „zamachu wielkanocnego" zdążyła przebrzmieć, 20 października spod Zurychu wystartował pasażerski Junkers F13, który, ominąwszy Alpy, wylądował we wsi Dénesfa, na polu należącym do hrabiego Jószefa Czyraki, miejscowego legitymisty. Z samolotu wysiedli król Karol i jego ciężarna żona, witani przez delegację węgierskich oficerów. Wojskowi to byli szczególni, tak jak wyjątkowe było miejsce lądowania. Nadgraniczny region wokół miasta Sopron stał się przedmiotem gorącego sporu międzynarodowego, kiedy – korzystając z chaosu na Węgrzech – zajęli go Austriacy. Nie czekając na dyplomatyczne rozstrzygnięcie konfliktu, teren zbrojnie anektował pułkownik Anton Lehár (brat słynnego kompozytora) i rządził nim jak satrapa, w duumwiracie z dowódcą żandarmerii hrabią Gyula Ostenburg-Moravkiem. Obaj wywodzili się z oddziałów tworzonych samoistnie przez konserwatywnych oficerów, którzy nie poddali się reżimowi Beli Kuna i – grasując po kraju – odpowiadali terrorem na terror komunistów. Oddziały te stały się główną siłą wspierającą Horthyego, z czasem jednak coraz bardziej kłopotliwą. Nad watażkami, którzy zaznali mołojeckiej swobody, wciąż unosił się duch niesubordynacji. To na ich zaproszenie Karol powrócił na Węgry, zapewniany o entuzjazmie, z jakim Budapeszt czeka na króla. Zbrojnego oporu w ogóle nie brano pod uwagę. Liczono, że operacja skończy się po góra dwóch dniach, zanim Mała Ententa zdoła zareagować. O konspiracji jednak nie było mowy. Miasto pełne było zagranicznych obserwatorów nadzorujących przygotowania do referendum narodowościowego, dlatego manifestacje na cześć króla nie mogły umknąć ich uwadze.

Karol ostentacyjnie odmówił zamieszkania w hotelu, który przygotowano na jego przybycie i zakwaterował się w koszarach. Bez zwłoki sformowano rząd tymczasowy, którego premierem został István Rakovszky, poseł skonfliktowany z Bethlenem i ofiara nieudanego zamachu w parlamencie. Innymi ważnymi figurami gabinetu byli hrabia Gyula Andrassy, w którym lojalność dla Karola zwyciężyła nad sceptycyzmem wobec puczu, oraz hrabia Albert Apponyi. Lehár zaś, wraz z teką ministra obrony, dostał od Karola generalskie epolety.

Po południu 22 października w Sopron sformowano dwa pociągi wypełnione wojskiem i ochotnikami, którzy nadciągali z okolicy, by wesprzeć króla. Oprawą propagandową zajął się Ostenburg-Moravek, rozsiewając plotki, jakoby Horthy wezwał Karola na ratunek przed bolszewicką rewolucją, która wybuchła w stolicy. Wyjazd poprzedziło uroczyste nabożeństwo, podczas którego przysięgano na wierność Karolowi.

Jako pierwszy ruszył pociąg z doborowymi honwedami Lehára, który nad ranem zdobył odległe o 90 km miasto Győr. Komendant poddał garnizon bez walki, ale ponieważ z wyborem lojalności wolał czekać na rozkazy Horthyego, Lehár kazał go aresztować. Pociąg wiozący królewską parę i dwór miał podążać w ślad za pierwszym, jednak plan błyskawicznego ataku przekształcił się w dostojny pochód triumfalny. Skład stawał niemal na każdej stacji, by Karol mógł sycić się hołdami chłopów i laudacjami urzędników. Planowana na kilka godzin podróż zamieniła się w trwający niemal trzy dni wędrowny piknik. Pierwszy wymuszony postój zdarzył się pod Komarnem, którego garnizon wysadził w powietrze spory fragment torów. Rozwścieczony Lehár w odwecie gotów był spalić miasto i tylko interwencja Karola powstrzymała odwet. Wszystko to dawało czas na działanie Horthyemu, który o szykowanym zamachu wiedział od 21 października. Najbardziej przeraziła go zdrada wojskowych, którym ufał bardziej niż własnym ministrom. Co gorsza, gdy regent zażądał przysięgi wierności od oficerów w Budapeszcie, większość z nich przyjęła postawę wyczekującą. Z 12 batalionów stacjonujących poza stolicą gotowość natychmiastowego przybycia do Budapesztu zgłosiły tylko dwa. Karol tymczasem zebrał już siły liczące ponad 6 tys. żołnierzy. Na domiar złego Mała Ententa ogłosiła, że traktuje całą sytuację jako casus belli, a w Czechosłowacji zarządzono mobilizację.

Zdesperowany Horthy wystosował list do Karola, błagając, by się wycofał, zanim nastąpi nieszczęście, lecz Habsburg obrażony przebiegiem wielkanocnej rozmowy nawet nie zajrzał do pisma. Jedynym oparciem dla regenta stał się Gyula Gömbös, były minister obrony, który zdołał zebrać różne nieregularne oddziały kawalerii lojalne wobec rządu i wysłać je na tyły nadciągających sił Lehára. Uzbroił też pół tysiąca studentów, w większości lewicowo usposobionych. Wprawdzie byli oni wrogami Horthyego, lecz jeszcze bardziej nienawidzili Habsburgów, a teraz stali się niemal ostatnią linią obrony Budapesztu. Sytuacja zdawała się tak beznadziejna, że ambasador Thomas Hohler już poinformował Londyn, że po południu Karol zajmie stolicę. Na razie jednak trwała próba nerwów, w której obie strony starały się uniknąć rozlewu krwi. Habsburg wciąż liczył, że nim dotrze do miasta, demonstracje monarchistów zmuszą Horthyego do ustąpienia.

Przełom nastąpił, gdy Karol zdecydował się zatrzymać we wsi Budaörs, leżącej zaledwie 10 km od budańskiego Wzgórza Zamkowego. Ponieważ była niedziela, Zyta życzyła sobie odprawienia mszy polowej. W jej trakcie siły rządowe bez ostrzeżenia otworzyły ogień do rebeliantów. Choć ostrzał dosięgał tylko pociągu Lehára, wywołał pierwsze zwątpienie Karola, wciąż liczącego na pokojowe zwycięstwo. Zbyt długo wmawiano mu, że na rogatkach powita go tłum z kluczami do miasta. Tymczasem kule zaczęły już rwać drzazgi także z wagonu Habsburga, aż król z Zytą musieli schronić się w lokomotywie. Kawaleria rządowa pojawiła się też na zapleczu Karola, co groziło odcięciem odwrotu, a Gömbös, nie przebierając w środkach, używał także artylerii. Lehár wprawdzie chciał się przebijać do Budapesztu, lecz przerażony widokiem pierwszych zabitych Karol kazał mu się zatrzymać i zarządził odwrót. Nim nastała noc, pociągi ruszyły pełną parą na zachód, zatrzymując się tylko w celu pozbierania maruderów. Dalszą ucieczkę uniemożliwiło zablokowanie torów przez siły rządowe. Lehár i Ostenburg-Moravek mieli zamiar bić się do końca, lecz nawet ich żołnierze poczuli się oszukani i stracili resztki zapału. Karol zgodził się na zawieszenie broni, a rankiem przyjął od Horthyego warunki kapitulacji. Za złożenie broni obiecano amnestię wszystkim uczestnikom puczu, oprócz prowodyrów. Jednak Karolowi osobiste bezpieczeństwo gwarantował tylko akt abdykacji. Przed ułaskawieniem wszyscy wojskowi, łącznie z szeregowcami, musieli jednak przejść przez czyściec sądów polowych. Lehár nieoczekiwanie zdołał uciec za Dunaj i przez Czechosłowację dostać się do Niemiec.

Para królewska znalazła schronienie w posiadłości księcia Ferenca Esterházyego, przyjaciela z dzieciństwa i monarchisty, którego lojalność i oddanie dla Karola nie budziły wątpliwości. Niemniej nocą okna pałacu w Tata zostały ostrzelane i choć zamach odparto, było jasne, że król nie będzie tam bezpieczny. Ponieważ siły rządowe zaprzeczyły, by miały związek z atakiem, podejrzenie rzucono na Czechów, który mogli przekroczyć pobliską granicę. By zapewnić małżonkom ochronę w obliczu możliwej inwazji, Karola wraz z żoną przewieziono do klasztoru benedyktynów na półwyspie Tihany nad Balatonem, co oznaczało ubrane w subtelność więzienie.

Mimo to Benesz nie odwołał mobilizacji i nadal groził wojną, jeżeli Karol nie zostanie zdetronizowany. By uspokoić sytuację, Horthy poniechał mobilizacji na Węgrzech, a premier złożył bezpieczeństwo kraju w ręce Ententy, wycofując podejrzane o udział w rewolcie oddziały. Zgromadzenie Narodowe już 6 listopada w pośpiechu załatało lukę w węgierskim ustawodawstwie, by uniemożliwić Habsburgom odzyskanie korony św. Stefana kiedykolwiek w przyszłości, a wszystko to odbyło się pod lufami brytyjskich kanonierek zacumowanych pod oknami parlamentu.

Jeniec Europy

Rankiem 1 listopada, zanim opat obudził małżonków i polecił szykowanie się do drogi, na klasztorne wzgórze wspięła się kolumna samochodów pancernych. Karola i Zytę zawieziono do Budapesztu, skąd kanonierka „HMS Glowworm" zabrała ich Dunajem na Morze Czarne. Tam parę królewską przesadzono na krążownik, który zaraz wypłynął na Morze Śródziemne. O celu podróży nie informowano Karola nawet wtedy, gdy okręt mijał Gibraltar. Przez całą drogą na Maderę małżonkowie nie mieli też wieści o dzieciach pozostawionych przed miesiącem w Szwajcarii. Samej Zycie pozwolono na krótko wrócić do Europy po Bożym Narodzeniu, na wieść o ataku wyrostka robaczkowego u jej syna Roberta. W lutym rodzina była już w komplecie w Funchal, lecz wilgotny klimat wyspy, wiecznie spowitej chłodnymi mgłami, zrujnował do reszty zdrowie Karola. Umarł w wieku 34 lat na zapalenie płuc 1 kwietnia 1922 r. Został pochowany w krypcie kościoła Nossa Senhora do Monte. Zyta przeżyła męża o 67 lat i choć mogła wrócić do Austrii po zaakceptowaniu jej republikańskiego ustroju, wzorem męża nigdy nie zgodziła się na żadne kompromisy. Ich syn i tytularny następca tronu Otto Habsburg-Lotaryński zmarł w 2011 r. i zdołał doczekać beatyfikacji swojego ojca przez papieża Jana Pawła II w 2004 r. Zapewne to przypadek, że liturgiczne wspomnienie błogosławionego Karola przypada akurat 21 października, w każdą rocznicę początku ostatniej wojny Habsburgów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA