fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Niedotykalni, czyli Cyganie w Polsce

AFP
Cyganie są jedną z najmniej znanych grup etnicznych w Polsce. Mimo że przez stulecia niezrozumiani i prześladowani, wciąż pielęgnują swoje zwyczaje i tradycje, nie zatracając własnej tożsamości.

Pochodzenie Romów długo było zagadką. Działo się to głównie za sprawą hermetyczności ich środowiska, posiadania własnego języka i ściśle przestrzeganego katalogu zakazów oraz nakazów. Dziś już wiadomo, że Cyganie pochodzą z Indii, skąd z niewiadomych przyczyn około 1000 lat temu udali się w kryjącą wiele tajemnic podróż. Wędrowali do Azji Mniejszej, dalej przez Bałkany aż do Europy Środkowej. Na ziemiach polskich zjawili się w 1500 r. po prześladowaniach w Niemczech, gdzie początkowo zostali przyjęci gościnnie, intrygując lokalną społeczność odmiennością i stylem życia. Byli obdarowywani pieniędzmi, żywnością, a przez władców listami przewozowymi, które umożliwiały im swobodne przemieszczanie się między granicami. Wkrótce jednak gościna zmieniła się w prześladowania z powodu zarzutów o czary i kradzieże, a w konsekwencji zaczęto ich wypędzać. Samo pochodzenie słowa „Cygan", co oznacza z greckiego „niedotykalny", wiele mówi o tym, jak byli postrzegani przez społeczeństwo. W Cesarstwie Bizantyjskim słowo to oznaczało „wędrowców, wróżbitów, zaklinaczy zwierząt i czarowników".

Tabu

Przez wieki każdym aspektem życia Romów kierował ściśle określony zbiór rytuałów i praktyk. Tak jak w każdej społeczności, tak i w tej grupie wykształciły się hierarchiczne struktury wewnętrzne. Podstawową komórką był tabor, złożony z kilku lub kilkunastu rodzin. Na jego czele stał wójt. Wójt musiał odznaczać się inteligencją i sprytem w załatwianiu spraw z nie-Cyganami. To on rozsądzał spory, zatwierdzał małżeństwa, decydował o kierunku drogi. Inną ważną funkcję pełnił Baro-Szero, który był najwyższym sędzią, kapłanem, a od jego wyroków nie było odwołania. To on wymierzał kary, w tym najsurowsze, jak wykluczenie ze społeczności cygańskiej oraz zakaz wędrowania i przebywania z taborem. Do najpoważniejszych przewinień należały zdrada tajemnic cygańskich oraz bliski kontakt z nie-Cyganami.

Ciekawą pozycję w romskiej hierarchii miały kobiety. Choć zajmowały w taborze podrzędne miejsce, były traktowane z wielkim szacunkiem, gdyż ciężar utrzymania rodziny spoczywał na ich barkach. Wyjątek stanowiła pozycja najstarszej kobiety w społeczności, zwanej Matką Plemienia, która jako jedyna z kobiet mogła uczestniczyć w radach starszych i zabierać głos we wszystkich sprawach taboru. Kobiety przez większość swojego życia były „skalane", czyli nieczyste. W kulturze romskiej za czyste uważano jedynie młode dziewczynki oraz kobiety po okresie przekwitania, natomiast podczas aktywnego życia płciowego, a zwłaszcza w okresie porodu i połogu, były one istotami nieczystymi, co poniekąd oznaczało czasowe wykluczenie ze wspólnoty. Skalana nie mogła przygotowywać posiłków, musiała dbać o to, by spódnicą lub butami nie dotknąć męża, miała też pilnować, aby oddzielnie prać spodnie i spódnice. Mimo niższej pozycji kobiety wykorzystywały skalanie jako broń. Jeżeli Cygan uwiódł Cygankę, mąż bił żonę, krzyczał na nią lub w jakikolwiek inny sposób naruszył jej cześć, to właśnie spódnica lub but stawały się bronią kobiety. Dotknięcie mężczyzny tym elementem kobiecego stroju albo tylko publiczne pogrożenie nim delikwentowi sprawiało, że mężczyzna stawał się skalany i automatycznie wykluczony z życia grupy, a sprawa trafiała do sądu cygańskiego. Do czasu rozstrzygnięcia nikt z taboru nie mógł się kontaktować ze skalanym. Jeżeli Cygan ożenił się z uwiedzioną kobietą lub ofiarował jej pieniądze, zostawał oczyszczony. W przeciwnym razie musiał udać się na wygnanie.

Mimo że narodziny dziecka to u Cyganów wielkie święto, do rodzącej wzywano nie-Cygankę, wyjątkowo inną „nieczystą". Skalanie obejmowało również miejsce, w którym rodząca lub kobieta w połogu przebywała, a także sprzęty, których używała. W okresie połogu kobiecie nie wolno było zbliżać się do nikogo, z nikim kontaktować ani pokazywać noworodka. W cygańskim prawie zwyczajowym skalania uważane były za najgorsze z przewinień i dotyczyły nie tylko kobiet, ale i wszystkich członków taboru. Oprócz skalań kobiecych skalany był również ten, kto okradł innego Cygana, oszukał współbraci lub zjadł mięso psie czy końskie.

Ach, co to był za ślub

Rodzina oraz pielęgnowanie bliskich więzi było i jest nadrzędną zasadą Romów. Z tej racji uroczystości rodzinne, takie jak wesela czy pogrzeby, zawsze obchodzono z wielkim rozmachem. Małżeństwa zawierano zazwyczaj bardzo młodo, bo już w wieku 12–15 lat. U serbskich Cyganów muzułmańskich nawet w wieku siedmiu lat. Zwykle wybranek lub wybranka pochodzili spośród członków taboru. Zawarcie małżeństwa z nie-Cyganem było uważane za ciężkie przewinienie, równoważne z wykluczeniem pary z taboru. Ślub był transakcją, w której decyzja o sprzedaży córki, czyli uzyskanie pozwolenia na ślub z danym chłopcem, należała do jej rodziców. Ona sama nie miała nic do powiedzenia. U muzułmańskich czarnych Cyganów cena za kupno żony wynosiła 5–15 dukatów, a o jej wysokości decydowały takie elementy, jak uroda czy umiejętność żebrania. Jeszcze w okresie międzywojennym ten zwyczaj był powszechny, a cena wynosiła od 500 do 1000 dinarów. Młody Rom często nie miał pieniędzy, co uniemożliwiało mu ślub z wybranką serca. Stąd z biegiem czasu tradycję kupowania żony zastąpiły porwania. W tradycji cygańskiej mężczyzna miał oddać porwaną kobietę rodzinie w ciągu trzech dni, a rodzina uprowadzonej nie mogła odmówić zaślubin. Jedyną przeszkodą w zaręczynach mogło być niezachowanie przez kobietę dziewictwa dla porywającego ją Cygana.

W przeddzień ślubu kobiety malowały pannę młodą henną. Na jej głowę swat sypał cukier, a twarz zasłaniano jej welonem, który zdejmowała dopiero w sypialni. Przy wprowadzaniu do domu pana młodego kobieta całowała próg, a oczekująca na nią teściowa obsypywała ją żytem. Nad głowami nowożeńców rozbijano gliniany dzban, a liczba skorup miała określać liczbę szczęśliwych lat, jakie spędzą razem. Wesele było ogromnym przedsięwzięciem, na które rodzina oszczędzała latami. Musiało zachwycać bogactwem jadła i napojów oraz przepychem. Ceremonia odbywała się zwykle na polanie, gdzie zaproszeni goście bawili się przy cygańskiej muzyce wiele dni. Po uczcie panna młoda wchodziła pierwsza do sypialni, gdzie oczekiwała na męża. Po zamknięciu drzwi jeden z biesiadników bił w bęben, czekając na dary i dowód czystości panny młodej. Test „pierwszej koszuli" praktykowano jeszcze na początku XX wieku. Jeżeli próba wypadła pozytywnie, rozpoczynało się prawdziwe wesele. W przeciwnym razie młodą odsyłano do domu rodziców. Czarni Cyganie byli bardziej surowi i za niewierność karali narzeczoną śmiercią przez rozerwanie jej końmi.

Uroki i wierzenia

„Kościół Cygana ze słoniny ulepiony, dawno przez psy został pożarty" – tak brzmi stare rumuńskie przysłowie, dość krzywdzące dla Romów. Wzięło się ono z powszechnej opinii, że zwyczaje i tradycje chrześcijańskiej Europy są dla Cyganów równie sztuczne jak granice państwowe, które przekraczali podczas wędrówki z taborem. Byli zmuszeni dostosowywać się do nowych warunków, a ich odmienność często wywoływała niechęć i brak zrozumienia wśród miejscowej ludności. Z czasem Romowie porzucali międzynarodowe wyprawy i zaczęli osiedlać się na stałe w wybranych krajach Europy, przyjmując daną religię i lokalne zwyczaje, ale nie zatracając przy tym dawnych obrządków i wierzeń. Wierzyli zwłaszcza w moc „złego spojrzenia". Byli przekonani, że osoba nieprzychylna, zazdrosna, nosząca w sobie złą energię może spojrzeniem sprowadzić na kogoś nieszczęście, chorobę, a nawet śmierć. Sposobem na odpędzenie uroków były talizmany i amulety. Ponadto częstą praktyką było zawiązywanie dziecku czerwonych tasiemek, które miały chronić przed urokami i chorobami.

Cyganie, głównie wyznania muzułmańskiego, szczególne znaczenie przypisywali włosom i paznokciom. Obcinali je w każdy piątek, a następnie spalali. Powstały popiół miał cechy magiczne i właściwości lecznicze. Według wierzeń niespalone paznokcie powodowały choroby i obłęd. Aby komuś zaszkodzić, wystarczyło z mieszaniny wosku i włosów sporządzić figurkę, którą następnie przekłuwano i rzucano na nią czar. Cyganie wierzyli także w istnienie czarownic, które pod koniec życia zapuszczały włosy i paznokcie, aby przy ich pomocy przytrzymać się skał, na które musiały się wspiąć, chcąc dostać się do królestwa zmarłych. Cyganie byli też przeświadczeni o magicznej mocy zwierząt. Wycie psa, kruk siadający na dachu, nietoperz w domu zwiastowały śmierć i chorobę. Magii nie mogło również zabraknąć w miłości. Aby rozkochać w sobie mężczyznę, Cyganka gotowała kilka włosów ukochanego z pestkami jabłka i kilkoma kroplami krwi z palca lewej ręki. Otrzymaną miksturę przeżuwała przy pełni księżyca, wypowiadając magiczne zaklęcie. Następnie magiczny wywar należało wetrzeć w ubranie ukochanego, a miłość była zagwarantowana.

Cyganie do dziś pozostali wierni fundamentom starych praktyk, choć kultywują je w łagodniejszej formie. Trudno przewidzieć, jak długo uda im się utrzymać odrębność kultury i zwyczajów, tym bardziej że zachodzące zmiany nie sprzyjają hołdowaniu starym tradycjom. Należy jednak docenić fakt, że naród poddawany przez wieki wpływom wielu kultur, a także przemocy i prześladowaniom, mimo wszystko nie zatracił swojej tożsamości. Co więcej, potrafił zachować odrębność, własne obyczaje i tradycje, które nadal pielęgnuje.

W artykule wykorzystano książkę Lecha Mroza „Cyganie".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA