fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Jan Paweł II mógł się nie urodzić

Jedyne zachowane zdjęcie kilkumiesięcznego Karola Józefa Wojtyły z matką Emilią.
AFP
Papież Polak mógł się w ogóle nie urodzić. Jego matce Emilii lekarz doradzał aborcję, przekonując kobietę, że porodu nie przeżyje ani ona, ani dziecko. Emilia Wojtyłowa z domu Kaczorowska postanowiła jednak zawierzyć Bogu.

Traumatyczne rodzinne doświadczenia ukształtowały Karola Wojtyłę i miały ogromny wpływ na jego późniejsze wybory życiowe. Nim jednak przyszedł na świat 18 maja 1920 r., jego rodzice przeżyli dramat utraty dziecka: ich córeczka Olga Maria przeżyła zaledwie jeden dzień – urodziła się i zmarła 7 lipca 1916 r. Kiedy więc jesienią 1919 r. Emilia ponownie zaszła w ciążę, rodzina musiała podjąć trudną decyzję. Zwłaszcza że wychowywali wówczas nastoletniego Edmunda, a 35-letnia Emilia była słabego zdrowia. Wojtyłowie wspólnie zdecydowali, że podejmą jednak to ryzyko i dadzą szansę dziecku, którego spodziewała się Emilia. Taki obrót spraw nie był przypadkowy – Wojtyłowie wyróżniali się pobożnością i ufnością wobec boskiego planu.

Rodzice przyszłego papieża

Karol Wojtyła – senior – urodził się 18 lipca 1879 r. w Lipniku-Białej, w rodzinie Macieja i Anny. Ukończył szkołę podstawową i trzy klasy gimnazjalne. Od 1900 r. służył w wojsku austriackim, m.in. w Wadowicach, Lwowie i Krakowie. Nie zachowały się żadne zapiski ani rodzinne opowieści, jak i kiedy dokładnie poznał swą przyszłą żonę Emilię Annę Kaczorowską, która przyszła na świat 26 marca 1884 r. w Krakowie (nie zaś w Białej, jak często błędnie się podaje) jako piąte dziecko w rodzinie Marii i Feliksa, z zawodu rymarza. Emilia miała ośmioro rodzeństwa i zapewne dlatego zdołała ukończyć jedynie przyklasztorną szkołę Sióstr Miłości Bożej. Karol Wojtyła był od niej pięć lat starszy i na pewno żołnierski mundur dodawał mu powagi i splendoru. Nie dziwi więc, że 21-letnia krakowianka zdecydowała się na poślubienie Wojtyły, który jako zawodowy wojskowy mógł zapewnić rodzinie podstawowe utrzymanie. Mimo że większość źródeł podaje jako datę ślubu rok 1904, to Milena Kindziuk, autorka książki „Matka papieża" (Znak 2013), dotarła do wypisu z zaginionej księgi małżeństw, wykonanego w krakowskim ośrodku duszpasterskim ordynariatu polowego, w którym jako rok zawarcia małżeństwa widnieje 1906. Oto tłumaczenie treści z niemieckiego: „Karol Wojtyła, podoficer rachunkowy, syn krawca Macieja Wojtyły i Anny z domu Przeczek, urodzony w miejscowości Lipnik-Biała w Galicji oraz Emilia, córka Feliksa Kaczorowskiego i Marii z domu Szolz, zawarli związek małżeński 10 lutego 1906 r. w kościele św. Piotra w Krakowie w Galicji; związek pobłogosławił kapelan wojskowy Kazimierz Plachedko". Wątpliwości co do daty ślubu (choć tę właśnie datę podał także sam Wojtyła senior w swej wojskowej karcie ewidencyjnej zachowanej w wiedeńskim Kriegsarchiv) są o tyle istotne, że 27 sierpnia 1906 r. Wojtyłom urodził się pierwszy syn Edmund Antoni. Nawet autorka przywoływanej wyżej książki nie zatrzymała się dłużej nad tą kwestią. Nie wiadomo więc, czy Edmund był wcześniakiem, czy Emilia zawierała związek małżeński, będąc już w stanie błogosławionym.

Jakkolwiek było, początkowo małżeństwo parę razy zmieniało miejsce zamieszkania, by na dłużej osiąść w wynajętym mieszkanku we wsi Krowodrza pod Krakowem (w dawnej stolicy Polski aż do 20 czerwca 1913 r. stacjonował 56. Pułk Piechoty, w którego adiutanturze pracował podoficer rachunkowy Karol Wojtyła). Tam właśnie urodził się Edmund: „Chłopczyk był kruchy i delikatny. Podobny raczej do ojca niż do matki" (Milena Kindziuk, „Matka papieża"). Od 1 lipca 1913 r. senior rodu podjął pracę w Wojskowej Komisji Uzupełnień w Wadowicach, rodzina przeniosła się więc do tego miasta, tam też od września Edmund rozpoczął naukę w drugiej klasie szkoły powszechnej (pierwszą ukończył w Krakowie). Przez pierwsze lata pobytu w Wadowicach Wojtyłowie mieszkali przy ul. Lwowskiej 257, gdzie mieli do dyspozycji zaledwie jeden pokój. Żyli skromnie i pobożnie, byli praktykującymi katolikami. Po wybuchu I wojny światowej, w listopadzie 1914 r., batalion uzupełniający pułku wadowickiego został ewakuowany na Morawy. Karol Wojtyła wraz z rodziną przez rok mieszkał w Hranicach, gdzie ich syn Edmund mógł kontynuować naukę. W sierpniu 1915 r. Wojtyłowie powrócili do Wadowic. Tam też Emilia ponownie zaszła w ciążę. Niestety – jak już wspominałam – Olga Maria przeżyła niespełna jeden dzień. 7 lipca 1916 r. położył się cieniem na szczęściu rodzinnym Wojtyłów.

Po zakończeniu wojny i odzyskaniu przez Polskę niepodległości Karol Wojtyła w stopniu porucznika został przyjęty do wojska polskiego i służył w nim do przejścia na emeryturę (ok. 1927 r.). Syn Edmund został posłany do wojskowego gimnazjum w Enns w Górnej Austrii (z dala od działań wojennych; co ważne, nauka w tym gimnazjum odbywała się na koszt państwa). Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Edmund kontynuował naukę w wadowickim gimnazjum. Wtedy też rodzina postanowiła zmienić mieszkanie. Wynajęli dom przy ul. Kościelnej 7 (wówczas był to adres Rynek 2), nie przypuszczając zapewne, że stanie się on już wkrótce miejscem narodzin przyszłego papieża, a po kilkudziesięciu latach – siedzibą muzeum: Domu Rodzinnego Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach.

Trudne dzieciństwo Lolka

Jesienią 1919 r. Emilia Wojtyła dowiedziała się od miejscowego ginekologa Jana Moskały, że jest w ciąży. Usłyszała też, że powinna poddać się aborcji, ponieważ porodu najprawdopodobniej nie przeżyje ani ona, ani dziecko. Miała jednak ogromne wsparcie w swym mężu, który poprosił lekarza wojskowego Samuela Tauba o prowadzenie zagrożonej ciąży żony. Taub zgodził się i dopilnował, by dziecko przyszło na świat w terminie, nie zaś jako wcześniak. 18 maja 1920 r. w Wadowicach było wyjątkowo gorąco jak na tę porę roku. Temperatura dochodziła do 30 st. Celsjusza. Emilia z pomocą akuszerki rodziła przy otwartych oknach ich mieszkania. Milena Kindziuk tak opisała tę chwilę: „Gdy zbliżała się siedemnasta, rozległo się bicie kościelnego dzwonu, a potem śpiew Litanii loretańskiej ku czci Najświętszej Maryi Panny. Mieszkańcy Wadowic, jak zawsze w maju o tej porze, uczestniczyli w nabożeństwie majowym. Zbieg okoliczności? Zapowiedź cudu? Bo w tym właśnie momencie dziecko Emilii przychodziło na świat. Rodziła je, wsłuchując się w śpiew litanii ku czci Matki Bożej. Jakby Ktoś w górze w tym porodzie pomagał. Urodził się cudowny chłopczyk. A właściwie chłopak. Był bowiem wyjątkowo duży, silny, zdrowy. I głośno płakał, jakby chciał przekrzyczeć ludzi śpiewających litanię w pobliskim kościele". Syn był uderzająco podobny do matki, te same rysy i oczy. Chłopiec otrzymał pierwsze imię po swym ojcu, drugie zaś – Józef – mogło odnosić się zarówno do cesarza Franciszka Józefa, jak i marszałka Józefa Piłsudskiego.

Miesiąc po narodzinach, 20 czerwca 1920 r., przyszły papież został ochrzczony przez księdza Franciszka Żaka, kapelana wojskowego, w kościele znajdującym się przy wadowickim Rynku Głównym. Jego ojcem chrzestnym został Józef Kuczmierczyk, na matkę chrzestną zaś poproszono Marię Wiadrowską.

Rodzice Karola Józefa Wojtyły wiedli skromne życie. Ojciec, porucznik, był urzędnikiem administracji wojskowej. Matka, kobieta o słabym zdrowiu, wzięła na siebie trud prowadzenia domu; dorabiała także jako szwaczka. W domu Wojtyłów panowała religijna atmosfera, a oni sami cieszyli się szacunkiem wśród mieszkańców Wadowic ? z pewnością należeli do elity tego miasta, choć żyli bardzo skromnie. Wojtyłów nie było stać na wynajęcie opiekunki do dziecka, dlatego pani Emilia sama zajmowała się ukochanym Lolusiem – jak go pieszczotliwie nazywała. Mimo słabego zdrowia codziennie dźwigała wodę ze studni, a przecież te ciężkie wiadra musiała wnosić na pierwsze piętro kamienicy. Sąsiadki zapamiętały jednak, że była bardzo troskliwą matką.

Jedna z sąsiadek, Helena Szczepańska, opowiadała po latach, że pani Emilia często ją prosiła, by „przypilnowała Lolusia, bo ona musi dopilnować obiadu albo wyjść po sprawunki". W wakacje 1920 r. przy niemowlęciu bardzo pomagał matce 14-letni wówczas Edmund. Jak czytamy u Marty Burghardt w jej książce „Wadowickie korzenie Karola Wojtyły", „przy znoszeniu wózka po tych stromych krętych schodach pomagał (...) Edmund. Do tego jeszcze matka ciągle go posyłała po pieluszki, po ubranka. Biedny Mundek biegał wciąż na górę, nieraz było mi go nawet żal! Ja wtedy myślałam – cóż z tego dzidziusia wyrośnie! Skaczą koło niego jak koło królewicza" – wspominała Helena Szczepańska, która przywołała jeszcze jedno symboliczne zdarzenie. Pewnego dnia spotkała Emilię Wojtyłową, a ta – nachyliwszy się do synka w wózku – miała powiedzieć: „To dziecko będzie kimś wielkim". Emilia w ogóle miała wysokie oczekiwania wobec swych synów. Nie pragnęła dla nich kariery w wojsku ani tym bardziej nie myślała, by zdobyli zwykły zawód szewca, krawca czy rymarza. Pragnęła, by jeden z jej synów został lekarzem, drugi zaś księdzem. Chyba wówczas nie przypuszczała, jak bardzo spełnią się jej marzenia.

W kolejnych latach Wojtyłowie nadal wiedli skromne życie, ich starszy syn kontynuował naukę w wadowickiej szkole, a gdy zdrowie uniemożliwiło Emilii całodzienną opiekę nad małym Karolem, posłała chłopca do przedszkola prowadzonego przez siostry nazaretanki. „Przedszkole, zwane wtedy ochronką, mieściło się niedaleko domu, dokładnie naprzeciwko koszar, przy Lwowskiej. W tym samym miejscu zresztą istnieje do dziś. Ojciec mógł więc zaprowadzać tam syna w drodze do pracy. Po obiedzie matka go odbierała" (Milena Kindziuk, op.cit.). Mimo słabego zdrowia Emilia dbała o rodzinę i dom, o to, by było w nim czysto i nabożnie. Na ścianach – obok portretu seniora rodu w żołnierskim mundurze – wisiały święte obrazy. To ona uczyła synów pierwszych modlitw i czytywała im Pismo Święte. A w zamocowanym tuż przy wejściu naczyniu zawsze stała woda święcona, by każdy wchodzący mógł uczynić znak krzyża.

W 1924 r. starszy z synów zdał maturę – celująco! Zgodnie z wcześniejszymi oczekiwaniami matki Edmund wybrał studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Opłacenie mieszkania w Krakowie było sporym wysiłkiem dla skromnie żyjącej rodziny. Ale perspektywa kariery lekarskiej Edmunda rekompensowała wszelkie wyrzeczenia. Dwa lata później, jesienią 1926 r., ukochany Loluś został uczniem męskiej siedmioklasowej Szkoły Powszechnej w Wadowicach. Lecz naukę rozpoczął z dwutygodniowym opóźnieniem: w tym czasie w Wadowicach panowała epidemia szkarlatyny i matka – z obawy o zdrowie i życie syna – nie posyłała Karola do szkoły. Tym razem szkarlatyna ominęła rodzinę Wojtyłów.

Śmierć matki i brata

Nad Twoją białą mogiłą

białe kwitną życia kwiaty

– o, ileż lat to już było

bez Ciebie – duchu skrzydlaty.

Nad Twoją białą mogiłą,

od lat tylu już zamkniętą,

spokój krąży z dziwną siłą,

z siłą, jak śmierć – niepojętą.

Nad Twoją białą mogiłą

cisza jasna promienieje,

jakby w górę coś wznosiło,

jakby krzepiło nadzieję.

Nad Twoją białą mogiłą

klęknąłem ze swoim smutkiem –

o, jak to dawno już było –

jak się dziś zdaje malutkiem.

Nad Twoją białą mogiłą,

o Matko – zgasłe kochanie –

me usta szeptały bezsiłą:

– Daj wieczne odpoczywanie.

To jedyny wiersz, jaki Karol Wojtyła poświęcił matce. Napisał go w 1939 r., w dziesiątą rocznicę śmierci Emilii Wojtyłowej (wiersz zatytułowany „Emilii, matce mojej" został później włączony do tomu poezji Wojtyły „Renesansowy psałterz"). A wiosną 1929 r. nic jeszcze nie zapowiadało nadciągającej tragedii. Emilia, choć coraz słabsza, skupiała swą uwagę na przygotowaniu Lolka do majowej Pierwszej Komunii Świętej, nie mogła się też doczekać lekarskiego dyplomu Edmunda, który miał ukończyć studia medyczne w czerwcu. Ale nie było jej dane dożyć tych radosnych i doniosłych wydarzeń. Nie zdążyła nawet kupić galowego stroju dla młodszego z synów. 13 kwietnia 1929 r., kiedy Emilia umierała w domu przy ul. Kościuszki, przy jej łożu w salonie czuwał mąż. Senior rodu wysłał małego Karola do szkoły, by zaledwie dziewięcioletni syn nie patrzył, jak jego matka gaśnie. Śmierć Emilii dla nikogo nie była zaskoczeniem, a mimo to dla najbliższych okazała się niezmiernie bolesnym doświadczeniem. Sprawami pogrzebu zajął się przybyły z Krakowa Edmund, razem z ojcem napisali treść nekrologu powiadamiającego bliskich o pogrzebie, który odbył się 16 kwietnia 1929 r. Emilia Anna Wojtyłowa z domu Kaczorowska została pochowana na cmentarzu Rakowickim w Krakowie (a nie jak czasem mylnie jest podawane – w Wadowicach: tam jedynie została odprawiona msza w intencji zmarłej).

Edmund wrócił do Krakowa, by dokończyć studia. Ojciec i dziewięcioletni Karol pozostali sami w Wadowicach. Dowodem na to, jak bardzo nie potrafili pogodzić się ze śmiercią Emilii, niech będzie fakt, że od tej pory drzwi do salonu, w którym zmarła, niemal cały czas pozostawały zamknięte. Jeśli którykolwiek z Wojtyłów w ogóle wchodził do tego pomieszczenia, to jedynie po to, by w skupieniu się modlić. Niemal zaraz po pogrzebie Karol Wojtyła senior zabrał synów do Sanktuarium Maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej, do którego przyszły papież często później powracał... Od tej chwili to ojciec zajął się wychowaniem Karola, dbał o jego rozwój intelektualny i fizyczny. We wrześniu 1930 r. Lolek rozpoczął naukę w I Państwowym Gimnazjum Męskim im. Marcina Wadowity w Wadowicach. Nie miał problemów z nauką i już wtedy wyróżniał się wśród rówieśników szczególną pobożnością. W pierwszej klasie gimnazjum, zachęcony przez księdza Kazimierza Figielewicza, wstąpił do kółka ministranckiego. W latach gimnazjalnych objawił się także talent pisarski i aktorski Karola, który mógł się rozwijać pod czujnym okiem polonisty, Kazimierza Forysia. Wojtyła występował w szkolnych inscenizacjach „Antygony", „Balladyny" i „Ślubów panieńskich", brał też udział w konkursach recytatorskich. Młodych gimnazjalistów pasjonował także sport, szczególnie piłka nożna. Lolek grywał w nią z upodobaniem jeszcze w szkole podstawowej (dane za: www.centrumjp2.pl).

29 marca 1930 r. na Uniwersytecie Jagiellońskim odbyła się promocja doktorska Edmunda, w której uczestniczyli też jego ojciec i młodszy brat. Edmund najpierw podjął pracę w szpitalu dziecięcym w Krakowie, a od 1 kwietnia 1931 r. w Powszechnym Szpitalu Miejskim w Bielsku, gdzie zmarł 4 grudnia 1932 r. po zarażeniu się szkarlatyną od pacjentki. „Nie było dane Edmundowi długo pracować w tym szpitalu. Wiem jednak, że głęboko był z nim związany, a swoją pracę wśród chorych traktował bardzo poważnie. Miałem takie odczucie, gdy odwiedzałem go w tym szpitalu i gdy o tym rozmawialiśmy. W duchu lekarskiej powinności towarzyszył cierpiącym także wtedy, gdy ówczesny stan medycyny nie dawał już możliwości skutecznej pomocy. A potem on sam doświadczył śmiertelnej choroby. Jego przedwczesne odejście zapisało się głęboko w moim sercu, ale nie tylko w moim, skoro pamięć o jego samarytańskiej postawie zachowała się aż dotąd. Po siedemdziesięciu latach od jego śmierci wciąż wspominam go z braterską miłością i polecam jego duszę miłosiernemu Bogu" (z listu do biskupa Tadeusza Rakoczego z okazji nadania szpitalowi w Bielsku-Białej imienia Edmunda Wojtyły; Watykan, 18 czerwca 2003 r.).

Śmierć zaledwie 26-letniego Edmunda wstrząsnęła Lolkiem, który kochał i cenił brata. Jedynym oparciem dla dorastającego nastolatka stał się senior rodu. Po latach przyszły papież tak wspominał swego ojca w książce „Dar i Tajemnica": „Mogłem na co dzień obserwować jego życie, które było życiem surowym. Z zawodu był wojskowym, a kiedy owdowiał, stało się ono jeszcze bardziej życiem ciągłej modlitwy. Nieraz zdarzało mi się budzić w nocy i wtedy zastawałem mojego Ojca na kolanach, tak jak na kolanach widywałem go zawsze w kościele parafialnym". Bez wątpienia Wojtyła senior był oparciem i wzorem dla młodego Karola.

Dojrzałość w czasie wojny

Jak możemy przeczytać w jednej z wielu biografii Jana Pawła II, 14 maja 1938 r. Karol Wojtyła wzorowo zdał egzamin dojrzałości. Kierując się miłością do teatru i literatury, z inspiracji Mieczysława Kotlarczyka, będącego nauczycielem w gimnazjum karmelickim, wkrótce rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego (obecny Instytut Polonistyki przy ul. Gołębiej 20 – na I piętrze znajduje się tu tablica z napisem w języku polskim i łacińskim, upamiętniająca studia Karola Wojtyły – Jana Pawła II – w latach 1939–1940). Wraz z ojcem przeprowadził się wówczas do Krakowa. Decyzja o studiowaniu filologii polskiej była zaskoczeniem dla wielu osób, które w religijnym młodzieńcu widziały świetnego kandydata na księdza. Po przybyciu do Krakowa ojciec i syn zamieszkali przy ulicy Tynieckiej 10, w dwóch pokoikach w suterenie, która należała do rodziny matki Karola. Od początku pobytu w Krakowie Wojtyłę pochłonęło życie intelektualne i artystyczne. Filologia polska na Uniwersytecie Jagiellońskim przeżywała wówczas okres swojej świetności, co dostarczało młodemu studentowi wielu bodźców do rozwoju intelektualnego. Świeżo zawarte znajomości oraz szczególna atmosfera Krakowa zachęcały do tworzenia poezji. Fascynacja teatrem sprawiła, że Karol przyłączył się do Konfraterni Teatralnej prowadzonej przez Tadeusza Kudlińskiego. Pod nazwą „Studio 39" wystawiono wówczas spektakl „Kawaler księżycowy" poety Mariana Niżyńskiego, w którym wystąpił również Wojtyła. We wspólnocie Konfraterni Karol nawiązał m.in. znajomość z Juliuszem Kydryńskim, który później stał się jego bliskim przyjacielem.

Kiedy 1 września 1939 r. Niemcy zaatakowały Polskę, Kraków stał się obiektem nalotów, a już 6 września wojska niemieckie wkroczyły do dawnej stolicy Polski. Wawel zajął generalny gubernator Hans Frank, katedrę zamknięto dla zwykłych odwiedzających. Szansę na kontynuację studiów przekreśliła przeprowadzona przez Niemców Sonderaktion Krakau – akcja pacyfikacyjna skierowana przeciwko środowisku polskich uczonych przeprowadzona 6 listopada 1939 r. na Uniwersytecie Jagiellońskim. W jej wyniku zamknięto uniwersytet, a profesorów wywieziono do obozu Sachsenhausen. Równocześnie pogarszała się sytuacja materialna Karola i jego ojca. Karol musiał więc szukać pracy. Znalazł ją w Zakładach Chemicznych Solvay w Borku Fałęckim. Początkowo pracował w kamieniołomach w Zakrzówku, gdzie wydobywano wapień potrzebny do produkcji sody. To była ciężka praca, dawała jednak względne bezpieczeństwo, ponieważ Niemcy ze względów strategicznych uznawali zakład za potrzebny. Wiosną 1941 r. Wojtyła został pomocnikiem strzałowego Franciszka Łabusia, który ponoć nieraz radził mu, aby został księdzem...

Pomimo pracy w fabryce Karol Wojtyła mógł wziąć udział w rekolekcjach organizowanych w parafii św. Stanisława Kostki na Dębnikach. Tutaj właśnie nawiązał kontakt z krawcem Janem Tyranowskim. Ten 40-letni mistyk i asceta był osobą, która w pierwszej chwili nie wzbudzała sympatii. Brak wykształcenia teologicznego nie przeszkodził jednak Tyranowskiemu w wygłaszaniu porywających kazań. Oczytany w pismach św. Jana od Krzyża i św. Teresy z Avila, swoimi zainteresowaniami wywarł niekwestionowany wpływ na młodego Wojtyłę. Wydaje się, że kontakt z Tyranowskim przyczynił się także do odnalezienia powołania przez przyszłego papieża.

Na początku 1941 r. ojciec Wojtyły zachorował. Gdy 18 lutego Karol, który się nim opiekował, wrócił do domu z obiadem, zastał swego ojca martwego – siedzącego przy stole, z głową opartą na rękach, z niedopitą herbatą. Przyszły papież bardzo boleśnie odczuł śmierć ojca. Karola Wojtyłę seniora pochowano na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. A młody Karol zamieszkał u państwa Kydryńskich, którzy ofiarowali mu pomoc i wsparcie.

W przezwyciężeniu smutku po stracie ojca Karolowi pomógł także Mieczysław Kotlarczyk, który wraz z żoną zamieszkał w mieszkaniu przy Tynieckiej. Pełen nowych pomysłów założył teatr, do którego przylgnęła później nazwa Teatr Rapsodyczny. Repertuar teatru obejmował m.in. „Quo vadis", „Króla-Ducha", „Beniowskiego" i „Pana Tadeusza". Z teatrem od początku istnienia związał się (wraz z innymi studentami polonistyki UJ) także Karol Wojtyła, a o jego aktorskim talencie przekonany był sam Juliusz Osterwa. Ku zaskoczeniu Mieczysława Kotlarczyka w październiku 1942 r. Wojtyła podjął decyzję o wstąpieniu do tajnego seminarium duchownego (dane za: www.centrumjp2.pl). Spełniło się więc marzenie Emilii Wojtyłowej, by jeden z jej synów został księdzem. Ale chyba nikt wówczas nie przypuszczał, że oto w czasie wojny – gdy śmierć każdego dnia zbierała swe żniwo – w krakowskim seminarium pojawił się przyszły papież, pierwszy papież Polak.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA